• HYDE PARK — 496

    Nie samym filmem człowiek żyje i tutaj mogą się udzielać wszystkie osoby, które interesują się filmem, ale niekoniecznie chcą o nim rozmawiać.

      Temat wątku - Witamy się! :)

    • BuziakL

      Cześć Wam, zakładam temat do witania się codziennego lub od święta, jak kto woli.
      To też temat dla nowicjuszy, którzy mogą dać znać o swojej pierwszej obecności na forum.
      Coś tutaj cichutko u Was, witam piątkowo i pozdrawiam wszystkich klikaczy. Jest tu ktoś jeszcze?
      Jak długo tu jesteście, jak tu trafiliście?
      Zapraszam do dyskusji, ja wpadłam tu wczoraj pierwszy raz gościnnie na zaproszenie Marac’a (też z innego forum). Życzę udanego dnia i odjazdowo spokojnego weekendu!

      • -
      • +
      • +1
    • free_dom

      @ZSGifMan No to masz zdolną babcie, skoro mając ponad 90 lat sprawnie obsługuje iPhona. Nie dość,że jest długowieczna to jeszcze współcześni technologia nie jest jej straszna. Z kolei moja też od strony mamy skończyła 24 kwietnia 70 lat i nie do dzisiaj nie potrafi pisać smsów. Ja parę razy jej proponowałam,że ją naucze,ale nie chciała. Umie jedynie odebrać połączenie i zadzwonić do kogoś z książki telefonicznej. Posiada najzwyklejszy telefon na świecie z malutkim ekranem,ale nie z czarno-białym hehe. Jeśli potrzebuje wysłać SMS-a to prosi któregoś z synów,aby wystukali wiadomość na klawiaturze.

      Ja z opowieści rodziców roczników 60-tych wiem,że kiedyś był jeden telefon stacjonarny na całą klatkę i to była norma. Dzisiaj każdy ma swój własny telefon komórkowy. Także telewizor i internet nie są żadnymi luksusami. Tak technologia poszła do przodu!! Zegarki elektroniczne na rękę jeszcze pamietam. Teraz mało kto je nosi,bo każdy sobie sprawdzi godzinę w telefonie. Niektórzy jeszcze je noszą dla ozdoby,a czas odruchowo sprawdzają w komórce.

      Jeśli chodzi o mnie to ja przeważnie chodzę późno spać. Niestety,prawie codziennie mam w ciągu dnia tzw.zjazd snu. Zechce mi się, np. przez godzinę spać. Bardzo zamulam wtedy. Co prawda później mi przechodzi,ale nie lubię tego. Nie śpię za dnia,żeby normalnie spać w nocy. Dzisiaj zamuliło mnie kiedy siedziałam w autobusie w korku. Jeśli mieszkasz w dużym mieście to wiesz jakie korki potrafią być wkur…..w godzinach szczytu. Niecierpliwie ich,bo traci się przez nie mnóstwo czasu w ciągu dnia. Nie wiem jak jest na wsiach,ale przypuszczam,że tam samochodów jest mniej. Oczywiście,to jest tylko moje zdanie i przypuszczenia. Nie muszę mieć racji. Wkurzam się jak już około południa w ciągu dnia ulica jest zakorkowana.

      Normalnie nie mogę się napatrzeć na te słodziaki,które wystawiłeś!! Mam słabość do kotów. Dlatego sobie wstawiłam na awatar kota ściągniętego z neta. Te twoje są takie słodkie :) Ja osobiście miałam persa przez 13 lat. Prawie 6 lat temu została uśpiona :( przywiązałam się do niej przez kilkanaście lat,eh… Ciężko się rozstać z zwierzakiem po takim czasie..

      A i jeszcze na koniec- wymyśliłam kolejną prześmiewczą nazwę dla Facebooka "gównobuk",choć możliwe,że ktoś już ją wymyślił przede mną, a epuls działał w latach 2002-2017 według wikipedii,więc źle wcelowałam z 2004 rokiem. Nie wiedziałam,że portal nie istnieje od 2 lat.

      • -
      • +
      • 0
    • ZSGifMan

      @free_dom

      A najlepsze jest to, że babcię korzystać z tego Ajfona od ciotki nauczyła… moja mama! :)
      Twoja babcia bez własnej chęci i odczuwania potrzeby nie będzie chciała się uczyć, potrzeba aby sama poczuła, że musi to umieć – tak było z moją babcią, bo bardzo chciała widzieć jak rosną prawnuki, te z zagranicy i koniecznie chciała się nauczyć jak oglądać zdjęcia, które przychodzą w apce. Potem, co oczywiste, poszło jak z płatka i reszta nauki była dziecinnie prosta. Zanim się wszyscy zorientowali, to babcia już pykała co tylko jednym małym paluszkiem ;D

      Telefon stacjonarny – obiekt westchnień i marzeń! Przez cały czas komuny, czyli praktycznie aż do 90-tego roku nie mieliśmy go w domu. Smutne, ale takie były czasy i ojciec choć wielce obrotny i miał sporo znajomości, to telefonu jednak nie był w stanie załatwić. A potrafił załatwiać przeróżne rzeczy, jak np. beton, cegły, pustaki, okna, pralkę, lodówkę i to tuż przed stanem wojennym i w jego trakcie! Także miał zdolności, a telefon jednak wykraczał poza nie. Pomyśleć, że teraz biją się klienta i oferują huk wie co byleby tylko się skusić! Znak czasów…

      Jak chodzi o spanie, to ja potrafię spać zawsze i wszędzie. Oczywiście muszę być odpowiednio wcześniej zmęczony, bo wyspany/wypoczęty to mało kto jest gotowy zasnąć. Kiedyś za czasów studiowania spałem po dosłownie kilkunastu sekundach(!) od usadowienia się w autobusie czy pociągu! Spałem aż do samego końca mojej jazdy, nie raz zdarzyło się przejechać przystanek, bo… przespałem ;D Raz jeden jedyny z notorycznego zmęczenia i chronicznego niewyspania w tamtych czasach zdarzyło mi się zasnąć na stojąco(!) w tramwaju pomiędzy przystankami oddalonymi od siebie o kilkaset metrów! Serio! Stałem przy drzwiach i trzymając się rury oparłem głowę na tej ręce i… odpłynąłem zaraz po zamknięciu się drzwi, a obudziło mnie dopiero… wsiadanie wpychających się ludzi na kolejnym przystanku. Do dzisiaj pamiętam to jak wczoraj, chyba nigdy tego nie zapomnę – takie wrażenie :))

      Sam miałem kilka kociaków, ale byłem raczej za mały do ich trzymania i mi (niestety) pouciekały. Miałem też kilka psów i też uciekały, aż do pewnego ostatniego, którego przyprowadziłem (taka znajda) do domu jak miał około roku i był z nami… 15 lat!!! Słodki kundelek, niezwykle inteligentny, najlepszy pies jakiego kiedykolwiek znałem, potem (po nim) już ani ja, ani rodzice nie mieliśmy żadnego.

      HEJ!

           

           

      • -
      • +
      • 0
    • free_dom

      @ZSGifMan Moja babcia nie odczuwa potrzeby nauczenia się pisania sms-ów. Twierdzi,że jej to jest niepotrzebne. Jak musi napisać wiadomość tekstową to poprosi któregoś z synów. Najczęściej tego z którym mieszka. Akurat dzisiaj byłam u niej z mamą ok. 4 godzin , bo w tym tygodniu zmieniła miejsce zamieszkania, aby zobaczyć jak mieszka oraz pomóc przy układaniu czegoś lub sprzątanięciu itp. Ma aktualnie telefon z klapką nadal z małym wyświetlaczem. Jej to wystarczy, bo ona ani nie przegląda internetu, bo go nie ma tylko jej syn, ani nie robi zdjęć ani nie dzwoni niewiadomo ile. Nie wiem nawet czy może odbierać mms-y. Twoja miała w sobie więcej zaparcia i chęci ;). Wiesz, są ludzie którzy mają 90+ i np. bez problemu chodzą po schodach. Zależy od człowieka. Niektórzy mimo sędziwego wieku nadal chcą się uczyć nowych rzeczy jak przykładowo twoja babcia. Nauczyła się korzystać z Iphona jak twierdzisz,żeby zobaczyć jak rosną jej prawnuki. Miała dobry pretekst.

      Ja autobusami jeżdżę niemalże codziennie. Dzisiaj akurat wyjątkowo też jechałam pociągiem,bo nie miałam innego wyjścia, a piechotą miałam za daleko hehe. Prawa jazdy nie mam, więc muszę sobie inaczej radzić. Równy tydzień temu usłyszałam z ust wujka pytanie kiedy robię prawko. Nigdy! Próbowałam 7/8 lat temu i nie wspominam tego zbyt dobrze… to była jeden z gorszych momentów w moim życiu. O nie nie, nie będzie powtórki z rozrywki. Po prostu się nie nadaje. To nie jest głupie gadanie. Przekonałam się o tym na własnej skórze. Wiadomo,że lepiej jednak mieć samochód i prawko. Wiem o tym doskonale, ale z drugiej strony głową muru się nie przebije. Z pewnymi rzeczami nalezy się pogodzić. Z racji,że mieszkam od urodzenia w dużym mieście to można sobie radzić bez auta. Nie zdarzyło mi się jak tobie zasnąć w trawmaju(w moim przypadku w autobusie, bo trawmaje nie jeżdżą w moim mieście),bo nie chciałam,żeby mi było głupio jak obudziłby mnie kierowca na pętli i pomyślaby,że jestem nachlana czy coś w tym stylu :P wiesz jak jest. Wczoraj zrobiłam się senna głównie od stania w korku,który posuwał się w żółwim tempie. Jechałam dokładnie 47 minut(pamiętałam godzinę odjazdu z przystanku i zwróciłam uwagę na godzine przyjazdu na miejsce), kiedy normalnie jechałabym ok.25 minut autobusem, a autem bez korków i innych "niespodzianek" byłabym jeszcze szybciej na docelowym miejscu.

      Jeśli jeszcze mówimy o dawnych czasach to kiedyś ludzie wysyłali do siebie pocztówki. Dzisiaj bądźmy szczerzy mało kto je wysyła. Tak się zmieniły czasy,że ludzie wychodzą z założenia,że prędzej i taniej jest wysłać sms-a. W pocztówce nalezy coś napisać, kupić znaczek i wysłać w nadziei,że dotrze do odbiorcy. Nieraz bywa tak,że nasza "kochana" poczta polska zagubi przesyłke i dupa blada. Wysyłanie pocztówek miało swój urok. Ja trzymam do dziś w szufladzie w moim pokoju na pamiątkę te które kiedyś dostałam. Sama je wysyłałam jeszcze 10-13 lat temu. Teraz pozostały jedynie wspomnienia.

      Właśnie to jest jeden z minusów posiadania zwierząt. Spędzisz z pupilem kilka lub kilkanaście lat jak nie więcej, a kiedy on odejdzie najczęściej z powodu starości i uśpienia to ciężko się z tym pogodzić. Ja co prawda już się przyzwyczaiłam do uśpienia mojej kotki,bo w październiku miną jak wspomniałam 6 lat, ale żal nadal we mnie jakiś jest. Dlatego nie wiem czy kiedykolwiek będę mieć jeszcze jakieś zwierzę. Poza odejściem jeszcze dochodzi sprzątanie po zwierzęciu, a w przypadku psa także wyprowadzanie go na dwór,żeby rozruszał kości i załatwił się. 3 razy od września do marca miałam okazje mieć zastępczo psa znajomych taty w domu na tydzień i dłużej. Naprawdę fajny psiak. Ma sympatyczne uosobienie i uwielbia towarzystwo ludzi,ale brudzi niemiłosiernie. Każde jego przyjście ze spaceru zwłaszcza w deszczowy dzień to było mycie podłogi w kuchni(u mnie zaraz po małym korytarzu jest kuchnia),bo była cała brudna od odcisków czarnych śladów. Kochane zwierzę,ale sprzątanie po nim jest przerażające. Do tego jeszcze dochodzą przy posiadania zwierzęcia wizyty u weterynarza. Moja ciotka miała kiedyś psa(też została uśpiona),którego późniejsza egzysencja ograniczała się głównie do leżenia. Ledwo co wyszła na dwór i po 3 minutach była już bardzo zmęczona i chciała z powrotem do domu. Przecież pies musi mieć ruch. To jest konieczne!

      Czy mogę się spytać co studiowałeś? Co prawda możesz równie dobrze olać pytanie i powiedzieć"co ciebie to obchodzi?", ale trudno, zaryzykuje ;) ciekawią mnie takie rzeczy.

      • -
      • +
      • 0
    • ZSGifMan

      @KRCK

      Ale musisz jeszcze nam tylko powiedzieć o której godzinie stałeś przed tą kamerką i machałeś nam… parasolką? :D
      Na Mazowszu zupełnie inna pogoda była dzisiaj, powiedziałbym że bardzo ładna nawet. A w Krakowie jakoś szaro, buro i ponuro cały dzionek…




      @free_dom

      Oczywiście jak sobie Twoja szanowna babcia życzy, bo jak nie czuje potrzeby korzystania z najnowszych technologii do kontaktu, to oczywiście nie musi. Jak ma wszystkie wnuki gdzieś pod ręką, to w zasadzie nie potrzeba wcale no chyba, że dają jej w kość i woli mieć trochę spokoju i czasu dla siebie ;)

      Prawdziwe listy, pocztówki i przesyłki oczywiście wysyłałem kiedyś sporo, nawet do dzisiaj czasem coś poślę i tak nie tak znowu dawno, bo jakieś dwa tygodnie temu posłałem wspomnianej wcześniej babci list okolicznościowy, gdyż miała jakieś tam święto i… Pojechałem specjalnie na pocztę główną, żeby było oficjalniej, lepiej i szybciej. Zwykły list to dziadostwo i idzie z 10 dni, czasem nawet i dwa-trzy tygodnie mu jest mało, ale to wszystko pod warunkiem, że nie wsiąknie, bo często giną w akcji i nie dochodzą. Więc wziąłem przesyłkę rejestrowaną, tzw. polecony, a żeby było jeszcze szybciej dopłaciłem mu priorytet. Do tego pani mi wcisnęła funkcję powiadomienia SMSem o dostarczeniu. Super, ale… No właśnie, po co komu tyle płacić za to wszystko, za te wszystkie wodotryski, a nie było tego mało i tanio, skoro pani pomyliła pewnie z jedną cyfrę w numerze telefonu i… powiadomienie nie doszło, lecz byłem cwany i śledziłem przesyłkę po jej numerze na stronie poczty i te 300 km między miastami, moim a mojej babci, ta super hiper droga przesyłka mająca być z założenia szybka podróżowała… UWAGA! … cztery (4!) dni! Czyli co tu dużo gadać z prędkością 3 km/h! To już ja się szybciej czołgam i nic dziwnego po takim popisie Poczty Polskiej, że ludzie rezygnują z jej usług i spada ilość przesyłek jak poczta dalej działa jak w poprzednim ustroju. Skucha, żenada, szkoda czasu i pieniędzy! Pewnie zostaną jakieś usługi paczkowe, ale listom i pocztówkom nie wróże zbyt długiego życia. No może w miejscowościach wypoczynkowych jeszcze poczty jakoś pociągną, ale w takich dużych, nudnych miastach? Nie sądzę.

                      

      Czemu miałbym Cię zbywać? To żadna tajemnica i na tym drugim portalu wszyscy chyba wiedzą, tutaj pewnie też kilka osób, bo przyszli stamtąd, więc oficjalnie tutaj oznajmiam, że studiowałem ynformatykę, hę ;D
      W komputerach siedzę okrągłe 22 latka :))

         

      Hej!
      Miłego weekendu :]

           

                           

      • -
      • +
      • 0
    • free_dom

      @ZSGifMan Nasza "ukochana" Poczta polska niestety coraz bardziej upada. Parę miesięcy temu zrezygnowali z blankietów na wykonywanie przelewów pieniężnych na rachunek bankowy. Klient musi sam we własnym zakresie zdobyć blankiet. Szczyt chamstwa!! Nie dość,że sama usługa przelania pieniędzy na konto kosztuje aż 3,5zł i na domiar wszystkiego gubią listy i inne przesyłki to jeszcze zlikwidowali druczki i klient musi sam sobie je gdzieś kupić. Tylko pytanie gdzie? Gdy wysyłałam pocztówki to zdarzyło się,że nie dochodziły. To bardzo nie fair,bo po to się płaci za znaczek pocztowy,żeby wszystko doszło i z sensowną prędkością. Masz rację-zwykły list to dziadostwo. Dlatego też kiedy sprzedawałam na olx.pl to wysyłałam je listem poleconym,aby można było obserwować przesyłkę. Zwykły nie wchodził w rachubę. Lepiej dopłacić niż żałować paru złotych. Ja też generalnie uważam,że SMS jest szybszy i tańszy,ale pocztówka ma swój urok. Tak samo jak moim zdaniem e-book nie zastąpi w pełni papierowej wersji książki.

      Jeśli chodzi o dawne czasy to również kojarzą mi się z oglądaniem filmów na kasetach. Nie będę ściemniać,że bardzo dobrze to pamiętam,ale pewne momenty pozostały w mojej pamięci Prawdopodobnie w 1998 roku(nie pamiętam dokładnie roku,ale to był koniec lat 90) oglądałam na kasecie Kopciuszka. Pamiętam to jak przez mgłę. Teraz one przeszły już do lamusa. Ludzie oglądają filmy na płytach DVD i w multipleksach. Ty zapewne lepiej ode mnie je pamiętasz,ale za to dosyć pamiętam jak w latach 2002-2003 wypożyczałam filmy z wypożyczalni. Stała kilkanaście lat temu taka jedna niedaleko mnie obok kościoła. Teraz na jej miejscu stoi biedronka i pizzeria Wcześniej chyba znajdował się tam sklep meblowy po zlikwidowaniu jej,ale nie jestem pewna w 100%.

      Dzięki za odp. O kurde,to ty jesteś specem informatycznym. No,no,no, takie buty :) wiesz,różnie bywa. Ja co prawda nie żyje może na tym świecie aż tak długo czego zresztą się na pewno zdążyłeś domyśleć,ale widziałam różne reakcje i zachowania ludzkie,więc pewne rzeczy mnie już nie dziwią. Cieszę się,że ty nie miałeś zamiaru mnie zbywać i dziwnie się zachowywać. Doceniam takie zachowania i zaraz lepiej się z tym czuje :). Od teraz wiem że jesteś ynformatykiem :).

      • -
      • +
      • 0
    • Michael_Corleone

      Widzieliście tego jeźdźca?:) https://www.youtube.com/watch?v=PpOppbaqHXM

      • -
      • +
      • 0
    • free_dom

      @Michael_Corleone Hehe, dobre :) nie dość,że facet nie mógł wejść na tego konia i ktoś musiał mu w tym pomóc to jeszcze zwierzak nie był w stanie go unieść. Przypomniał mi się program Śmiechu warte.

      • -
      • +
      • 0
    • ZSGifMan

      @Michael_Corleone

      Coś takiego z miejsca bym zaliczył do znęcania się nad zwierzętami i posłał pasażera oraz pomagających mu za kraty na kurację odchudzająco-pobudzającą przyrost komórek mózgowych! Jedno tylko tu cieszy: zwierze okazało się mądrzejsze od ludzi! ;D




      @free_dom

      Moim zdaniem całą tę pocztę czeka powolna śmierć, dokładnie tak samo jak publiczne budki telefoniczne i niedawno spektakularnie nagłaśnianego… telegramu! Tak bardzo rozpowszechniają się inne metody kontaktu, że tradycyjna koperta z kawałkiem kartki w środku nie będzie mieć niebawem racji bytu. To tylko kwestia czasu, a jakość usług naszej Poczty Polskiej tylko przyśpieszy ten proces. Przesyłanie towarów przejmą firmy kurierskie i to raczej nigdy nie zniknie, im nie grozi zapaść czy też niebyt, ale biorąc pod uwagę, że pocztą paczki też idą beznadziejnie i zazwyczaj jak worki ziemniaków, to się też im kiedyś skończy.

           

      Pierwszy telewizor na jakim cokolwiek oglądałem to był taki:

         

           
      nieco później taki:
           
         
           
      a dopiero pod sam koniec lat 80-tych dostąpiliśmy zaszczytu posiadania czegoś "kolorowego", ale to też był siermiężny sprzęt, sławny:
           
         
           
      Na początku lat 90-tych nabyliśmy najdłużej posiadany, bo ze 20 lat:
           
         
           

      Ja pod koniec lat 90-tych nabyłem sobie pewnie kultowy już dzisiaj Soniak Trinitron, a przejście na płaskie TV to był chyba rok 2007 lub 8 i też tylko Sony ;)
      Z czasów VHS to pamiętam przeróżne gadgety, sławne wideło Otake, nawet takie z otwieraną z góry klapką! Jedno (można tak powiedzieć) nawet mieliśmy jakiś czas i był to dokładnie taki właśnie sprzęt:
           
         
           

      Do dzisiaj wspominam go z łezką w oku, a z tym większą, bo przecież nawet nie działając mógłby śmiało robić jako piękny "mebel", ale niestety pod koniec swojego żywota jakoś w połowie lat 90-tych dostali je dziadkowie i jak przestało niebawem działać, a jakiś cwaniak w serwisie powiedział, że "nie opłaca się naprawiać", to zostawili w jego warsztacie bo obiecał, że bezpłatnie "się nim zajmie i zutylizuje". Już ja to widzę(!), ale mnie przy tym nie było, bo bym typa kijem pogonił…
      Ech!
               

      • -
      • +
      • 0
    • Montagos

      @ZSGifMan

      Zajrzałem na Forum, a tu praktycznie w każdym temacie Twój nick jako ostatnia odpowiedź wisi ;)

      Chyba jesteś jakimś korbowym, co to kręci całym forum ? :-D

      Aaa… Trza się przywitać…
      Więc witam się ;)
      @ZSGifMan @BuziakL @Michael_Corleone @chemas @adamus0101 @KRCK
      I każdego kto jest chętny…

      Ps. Już 9 miesięcy tu nie zaglądałem, zero aktywności na FDB :P

      • -
      • +
      • +2
    • ZSGifMan

      @Montagos

      Witaj, witaj – siemanko :)
      No jestem kim jestem ;P staram się jak mogę, bo tu jest mocno sennie i zachęcam całe towarzystwo do udzielania się. Raz się rozbudzą to kipi i wrze, za jakiś czas znowu posną i spokój wtedy i cisza.

           

      Tak mi się zdawało, że Ciebie widziałem, ale nie zapytałem, bo wydawało mi się, że to jedna z setek podróbek jest.
      Czemu 9 miesięcy przerwy? Zapomniałeś o FDB?
                                              

      • -
      • +
      • 0
    • Montagos

      @ZSGifMan

      Ciut nick zmieniłem, już nawet nie pamiętam dlaczego :P
      Ale to ja, stary zrzędliwy Monti :D
      9 miesięcy temu ostatnią kontrę złożyłem, a potem już nie było mnie tu.
      Nie miałem powodu zaglądać, kontr nie chciało mi się składać (nawet na IMDb z kilku tysięcy kontr rocznie do raptem kilkunastu szt. w 2019 zjechałem. ) .
      Na Forum nie pisałem, filmów tu nie oceniam (może kiedyś z FW przeniosę)…
      Aaa, dwa razy przez ten czas Chemasowi odp. na priv, ale to też jak przypadkiem zajrzałem, 3-4 miesiące po przyjściu wiadomości. ;)

      W tym roku urzęduję głównie na Wykop.pl , ale też tylko pod tagami filmowymi, fantastycznymi i… kolejowymi ;)
      Mam swój tag (#zlotaeravhs) , gdzie starocie z VHS-ów przypominam ;)
      Np. https://www.wykop.pl/wpis/40597263/zapomniane-lub-malo-znane-filmy-ze-zlotej-ery-vhs-/
      A to trochę czasu zabiera ;)

      • -
      • +
      • +1
    • LakiLou

      Cała prawda o tygodniu w jednym obrazku ;)

      • -
      • +
      • +1
    • free_dom

      @ZSGifMan Wow,ale prezentacja,dzięki!!! :) Ja już kompletnie zapomniałam o ulicznych budka telefonicznych. Przypomniałam sobie dzięki tobie. Ostatni raz z nich korzystałam w 2 czy tam w 3 klasie…podstawówki. No to trochę lat temu. Pamiętam jeszcze jak sobie karty telefoniczne kupowałam. Ach,kiedy to było. Wydaje mi się cały czas jakby to było naprawdę dawno temu,a nie kilkanaście lat temu… wymarły,bo teraz każdy ma swój prywatny telefon(nie znam nikogo kto by nie miał komórki) i najwyraźniej nie opłacało się ich prowadzić. Nawet ich już nigdzie nie widuje. Tak technologia poszła do przodu. Poczta polska upada coraz bardziej,niestety. Ceny usług idą w górę,a jakość nie powala. Mi bardzo podpadli,kiedy usunęli te blankiety na dokonywanie przelewów bankowych na konto. Jeśli zrezygnują z kolejnych np. na list polecony to będę ich jeszcze bardziej omijać szerokim łukiem. Banda cieniasów.

      Według mnie już teraz koperta z kartką w środku nie ma racji bytu. W dzisiejszych czasach ludzie wychodzą z założenia,że jest srajbuk i inne portale społecznościowe,czaty i SMS-y. Pamiętam jak założyłam konto na GG w 2005 roku i byłam tym taka podjarana,że będę mogła pisać z ludźmi z różnych stron świata. Wpisywałam w wyszukiwarkę różne dane i pisałam do użytkowników: "hej,poklikasz?" hehe. Zdarzało się,że ktoś się zgodził popisać i pisaliśmy o różnych małolackich pierdołach. Jeszcze pamiętam jak w latach 2001-2002 słuchałam namiętnie zespołu Ich troje. Pewnie znasz. Mogłam w kółko ich słuchać. Poszedł w zapomnienie. A pamiętasz jeszcze żywność na kartki skoro jestesmy przy takim temacie? Czasy,w których nie było jeszcze kauflandu,lidla,biedronki,lewiatana itd kiedy teraz wszystko można w nich kupić od rana do wieczora. Ja co prawda tego nie przeżyłam,ale wiem co nie co na ten temat od krewnych.

      No powiem ci szczerze,że rzeczywiście niewiele się tutaj dzieje i jest sennie. Ja wręcz uwielbiam jak rozmowa wrzy, się kręci oraz gdy ma się z rozmówcą wspólne tematy do rozmowy i wspólny język. Zaś niecierpie jak panuje zastój. Niedługo zaczną się wakacje i obstawiam,że już w ogóle będzie tutaj cisza jak makiem zasiał.

      • -
      • +
      • +1
    • ZSGifMan

      @free_dom

      Z telefonów na karty już nie korzystałem, ale z takich na żetony dzwoniłem słownie ze 2-3 razy. Ostatni raz pamiętam nawet dobrze i to było jakoś pod koniec września 1996 roku, kiedy to dzwoniłem do domu z jakiegoś ośrodka na Mazurach, gdzie pojechaliśmy z dwoma kumplami. Miałem wtedy Peugeota 305 i zapakowaliśmy do niego masę fajnych sprzętów, m.in. starą już wtedy wieżę Unitry z czterema kolumnami, kasetowcem Technicsa i w domku na obozie w tym ośrodku zrobiliśmy sobie tak pokój, że się pół ośrodka do nas schodziło! Mieliśmy ze 100 kaset z przeróżną muzą, po kilku dniach kupiliśmy żarówkę 300 watt i farelkę, żeby zrobić w pokoju… Miami. Balangi takie były… to jedne z najlepszych moich wakacji były :)) Pobytu nie popsuła nam ani słaba pogoda, ani kur.. zimnica, ani też to że złapaliśmy gumę i pod koniec do kompletu… wysiadł akumulator. Ale co się nabaletowaliśmy, to nasze, poszalałem tam po podjeździe, w sumie po boiskach też urządzałem rajdy jak tylko nie było nikogo z kadry,, śmigaliśmy do pobliskiego miasta wąskimi, krętymi, leśnymi dróżkami między jeziorami po 100 na godzinę :D Ludzie mieli nie raz nie dwa całe życie przed oczami wtedy, hehe! Raczej te same osoby dwa razy z nami lub ze mną nie jeździły ;P

           

      A pamiętasz jeszcze żywność na kartki?

      Nooo ba!
      Nawet powiem więcej – nie tyle dobrze pamiętam, co nawet kupowałem. Brat (nieco młodszy, w sumie kilka latek:) urodził się niedługo przed stanem wojennym, ja już wtedy byłem małym smykiem, a wtedy dzieci (zupełnie) inaczej się chowało niż teraz i mały kilkuletni kajtek nie był niedojdą jak dzisiejsze nastolatki, więc jak trzeba było w stanie wojennym śmigać po mleko do SAMu dla braciszka, to mama nawet nie miała wątpliwości kogo po nie wysłać ;) I chodziłem do sklepu, po mleko w szklanych butelkach z dużą szyjką zatykane kapslem z grubej folii aluminiowej. Potem było mleko w folii, ale to już chyba znieśli na nie kartki, tego akurat aż tak dokładnie nie pamiętam. Pamiętam dobrze natomiast, że np. cukier był na kartki od dawna, tzn. ja to tak pamiętam i na kilka lat przed owym stanem, kiedy to praktycznie wszystko było reglamentowane od mleka, masła, mięsa aż po kurtki, buty i co tam jeszcze.
      Mój ŚP dziadek jak kilka razy potrzebne było mleko po godzinie milicyjnej zabierał mnie na "wycieczki" i przemykaliśmy się przez zaspy śniegu opłotkami i znanymi nam skrótami do jakiegoś gospodarza po świeże mleko od krowy! To były emocje i jaka frajda :D
      A gamonie w kamaszach zamiast pilnować wrogich sił kapitalistycznej reakcji, to pili wódę przy koksownikach, albo już nawet spali w SKOTach…

           

      Na wakacje faktycznie może tu trochę przygaśnie, już prawdę mówiąc nie pamiętam dokładnie jak było to w zeszłym roku, ale po wakacjach zaczynamy z przytupem – liczę na Ciebie! :]
           

      • -
      • +
      • 0
    • free_dom

      @ZSGifMan Tak myślałam,że będziesz to pamiętać. Byłam pewna niemalże w 100%. Aż sprawdziłam w googlach znaczenie pojęcia "godzina milicyjna". Widzisz, człowiek się uczy całe życie. Teraz już będę wiedziała. Ciekawie opowiedziałeś o żywności na kartki. Właśnie o to mi chodziło! Postanowiłam nie ściemniać,że dobrze pamiętam czasy kiedy jedzenie się kupowało na kartki,bo i tak byś się zorientował,że kłamie,chociażby po tym jak napisałam,że moi rodzice są urodzeni w latach 60. Nie zgadzałyby ci się fakty i zapewne byś sobie o mnie pomyślał coś w stylu:"ale bajkopisarka,sama nie wie co piszę". Nie da się ukryć rownież,że nasze wspomnienia z dzieciństwa się dosyć różnią,ale to oczywiste i pewnych rzeczy się tutaj nie przeskoczy. Nie mniej jednak ciekawią mnie takie opowieści z punktu widzenia innych. Jeszcze mi się przypomniało jak do bodajże 4 klasy podstawówki wymieniałam się kolorowymi karteczkami,moze kojarzysz o co mi chodzi? Wtedy to była dla mnie wielka frajda tak samo jak skakanie przez skakankę w świetlicy szkolnej. Pamiętam właśnie moje karty do budki telefonicznej,która znajdowała się w mojej szkole, zanim nie dostałam pierwszego telefonu z czarno-białym wyświetlaczem bodajże w 2005 roku. To chyba była nokia,ale nie jestem tego całkowicie pewna. Z racji,że jak większość dzieci i nastolatków nie lubiłam chodzić do szkoły to czasem kombinowałam jak do niej nie pójść. Pewnie wiesz i znasz sztuczki na udawanie choroby,czyli np.przyłożenie termometra do ciepłego kaloryfera,żeby to wyglądało na gorączkę i inne tego typu sposoby hehe.

      "… świeże mleko od krowy!"-tutaj akurat przypomniałam sobie jak ok.11 lat temu byłam z tatą na wsi u jego bardzo bliskich krewnych. Miałam spróbować wycisnąć własnoręcznie mleko od krowy. Wtedy wydawało mi się to takie proste. Co to tam za problem-myślałam sobie. Wyobraź sobie,że nic mi nie poleciało! :D. Nic,a nic! Wówczas przekonałam się,że to nie jest taka prosta sprawa. Tylko pozornie wydawało się to być łatwe,a jak przyszło co do czego to okazało się być nie lada wyzwaniem,hehe.

      A propo jeszcze tego co napisałeś o innym wychowaniu dzieci to ja również mam swoje własne obserwacje. Odnoszę wrażenie,że dzieci są teraz rozpuszczone. Oczywiście,nie wszystkie,ale dużo takich jest. Mam taką znajomą w moim wieku z pracy,która pracuje w szkole czy tam w przedszkolu(nie pamiętam dokładnie) i mówiła mi niedawno,że teraz rodzice są strasznie poj… Ja sama się o tym przekonałam 3 lata temu. Była taka sytuacja,że w moim sezonowym miejscu pracy była toaleta za 2,5zł. I niektórzy ludzie mieli pretensje o to,że ich paroletnie dziecko musi zapłacić za skorzystanie podaną cenę ustaloną przez kierownictwo. A niby dlaczego ma nie płacić? Bo jest dzieckiem? Co z tego? Dziecko to też człowiek. Normalnie się załatwia,spuszcza wodę,zużywa papier toaletowy oraz mydło. Nie rozumiem takiej postawy rodziców. Nie należy przesadzać z ulgami wobec dzieciaków. Wejście ma być za darmo,bo dziecko jest dzieckiem. Oj, nie zgodzę się z tym. Jeszcze zdarzyło,że jak potwierdziłam,że owszem dziecko płaci to ktoś spojrzał się na mnie z wyrzutem. Widać było po czyimś spojrzeniu,że był niezadowolony. Olałam to,bo co innego. Poza tym nie ja to ustalałam. Rozumiem małe-paromiesięczne i parotygodniowe,ale takie 5-letnie?

      Na pewno przycichnie,bo wakacje to czas urlopów i przeważnie rzadszego zaglądania do neta. Trzeba to przetrwać. Zapewne w okresie wakacyjnym rzadziej będę tutaj zaglądać ze względu na zastój. Cieszę się,że nie przynudzam tobie :). Staram się. Prawda jest taka,że tutaj głównie chodzi o jakość,czyli o nawiązanie nici porozumienia i wspólnego języka. Jeśli tego nie ma między rozmówcami to wowczas rozmowa nie będzie się kleiła i umrze śmiercią naturalną.

      • -
      • +
      • 0
    • ZSGifMan

      @free_dom

      Doceniam szczerość i prawdomówność, dzięki :)
      To konieczne do owocnej rozmowy, bo jak rozmawiać z kimś kto buja w obłokach lub zwyczajnie zmyśla?

      Wbrew temu co się ciągle słyszy za komuny, czy nawet w samym stanie wojennym sklepy nie były całkowicie puste. Owszem były sławne ogórki konserwowe i ocet, ale ja pamiętam i przynajmniej u nas w dzielnicy SAM był pełny. Tak, półki były pełne, tylko towary zostawiały wiele do życzenia. Stoiska mięsne owszem wyglądały jak po huraganie, ale reszta już nie. Było bardzo dużo pieczywa, chleby, bułki itp z tym nigdy nie było problemu, a przynajmniej u nas. Warzyw też było pod dostatkiem, a ja oczami dziecka pamiętam najlepiej nijakie słodycze, których było dosłownie pełno! Dropsy, landrynki, lizaki, ale wszystkie jakieś nieciekawe, bo ile można jeść w kółko i to samo w dodatku z barwionego cukru? Pełno było też wszelkiej suchoty, czyli krakersów i herbatników, wszelakie ciastka i ciasteczka suche w folii, paluszki słone itp. Czekolad faktycznie nie było dostępnych w państwowych sklepach, tylko u prywaciarzy po chorych cenach – czytaj raczej nie do kupienia dla zwykłego obywatela, choć niektórzy zapewne kupowali, bo jakieś zejście tych produktów było. Wyroby czekoladopodobne i wszelkiego rodzaju ciastka – wafle na bazie kakao też było mało, albo wcale. Samo kakao do picia z mlekiem to był towar mocno deficytowy, znaczy nie bywał. Owoce, to tylko nasze rodzime i było dużo jabłek, gruszek, mrożonych jakichś miksów owocowych, a to do czego jesteśmy teraz przyzwyczajenie czyli pomarańcze, banany i ananasy – tego to nawet w telewizji nie pokazywali ;p Nabiał też był obfity, ale tylko ten przetworzony, bo aby kupić wiejski twaróg trzeba było iść/jechać na targowisko. W lodówkach były całe masy serków homogenizowanych, topionych i podobnych wynalazków. Ser żółty już bardziej plasował się w towary luksusowe i mniej go było. Kefiry i jogurty były, nawet owocowe bez problemu i w szkołach też do kupienia w sklepikach. Jajek było w huk, jajecznice i omlety nie były żadnym problemem, zupełnie jak mąka, której było pod dostatkiem, ale najzwyklejszej, z której mama i babcia mówiły, że nie da się piec i załatwiały sobie jakieś lepsze. O dziwo, pomimo iż cukier był na kartki, to jednak cukiernie i lodziarnie nie klepały biedy i były pełne pączków, bez, kremówek i reszty ciast, a na lody można było iść zawsze mając w kieszeni jakieś monety ;)
      Jakieś soki nie pamiętam jak, ale były chemiczne syropy "owocowe", masa oranżad i podróbek coli w butelkach zwrotnych 0,33L. Do tego wody mineralne w butlach szklanych, litrowych. Tego było pod dostatkiem to piliśmy ile się dało i pieniędzy starczało :)

      Kolorowe karteczki – prawdę mówiąc nic mi to nie mówi.
      Z kolorowych przedmiotów w szkole to pamiętam kredki, ale nie takie zwykłe świecowe czy tradycyjne drewniane, tylko kredki jakby całe z plastiku o połyskliwej i błyszczącej powierzchni zewnętrznej. Temperowało się je jak tradycyjne drewniane, ale rysowały całe jak świecowe. To był czad wtedy, tylko ze dwie-trzy osoby w klasie takie miały, ja niestety nie :(
      Z kolorowych były też długopisy rewolwerowe, tzn. grubsze od zwykłych o wielu kolorach np. 4, 6, 8, 12 i każdy kolor ładowało się takim suwakiem z boku, działały jakby rewolwer tylko bez bębenka.
      Uf, tyle gadania, a pewnie nic nie wiadomo, ale znalazłem zdjęcie.


      To było wtedy coś, ale choć to akurat było ogólnodostępne i było wszędzie, to jednak nie każdy taki miał, bo nie były tanie.
      Ja jeden miałem :)

           


      Wszystkiego dobrego!
           

      • -
      • +
      • 0
    • Montagos

      @ZSGifMan
      Ja do dziś mam w kopercie schowane zebrane kartki na żywność i inne artykuły z tamtych czasów ;)
      Z niektórych tylko środek został, inne prawie całe (chyba nie można było w danym miesiącu wszystkich kratek z nich wykorzystać). Chyba takie na buty, mydło…
      Pamiętam jak w mięsnym ekspedientki takimi dużymi nożyczkami odcinały z "mięsnej" kartki kratki z odpowiednią wagą kupionego mięsa czy wędlin.
      A potem chyba wklejały je do zeszytu.

      Pamiętam też jak ojciec załatwiał sobie dodatkowe kartki na benzynę – był taksówkarzem i oficjalny przydział był za mały.
      A potem trzeba było swoje odstać w kolejce po paliwo – tańszą benzynę "niebieską" (78 oktany) lub droższą "żółtą" (94 oktany) , chyba że była tylko ruska czerwona benzyna ( z 86 oktanami?)…
      Zawsze miał znajomości, nawet po Czarnobylu zdobył porcję płynu Lugola, jeszcze przed przyznaniem mi oficjalnie mojej porcji.
      Potem przez lata zapasowa buteleczka stała w lodówce, na wszelki wypadek drugiego Czarnobyla.

      Mam przed oczami z tamtych czasów sklep "komercyjny" mięsny gdzie można było wtedy towary kupować bez kartek – tylko już nie wiem czy był to sklep tylko dla górników, czy może trzeba było w nim płacić dolarami jak w PEWEX-ie.
      Tylko z zewnątrz go widziałem, więc nie wiem jakie "cuda" tam mieli ;)

      @free_dom
      Ja z komórki pisałem na czacie telegazety tv Polsat, aj, drogi był każdy wysłany tam SMS… Gdzieś tak w 2001/02 roku…
      Setki ludzi tam było, czasem tekst był na ekranie kilka sekund, tak szybko następne wjeżdżały.
      Pod koniec popularności czatu można nawet było rysować, różne znaki specjalne formatowały pojedyncze litery w różnokolorowe figury geometryczne.
      I z nich tworzyło się obrazki.
      Potem czat opanowała patologia – żony i kochanki więźniów do nich pisały przez telegazetę do aresztów / więzień.
      Nawet o tym, co jakiś świadek zeznawał, i co adwokat radzi mówić…
      To był wynalazek – grypserski serwis TV Polsat :D

      A co do budek, to tak testowo parę razy wysłałem z nich SMS-a gdy wprowadzono w nich tę możliwość :o

      ••••••••••••••••••••••

      Co do sprawdzania płci na Filmwebie, wciąż jeszcze istnieje taka możliwość w zakładce "Blog".
      Na szczęście to nadal jest strona ze starego profilu, i nawet jeśli ktoś nic tam nie napisał, to i tak jest pokazywana belka techniczna z wyświetlonymi znaczkami płci – ♀♂.
      Dopóki "Bloga" nie zmienią lub nie zlikwidują… :P

      A płeć chcą pewnie do statystyk, bo jedyna jej obecna oznaka to FW avatar z męską i damską głową.
      Ale jak się już wgra własny, to już płeć nie jest już nigdzie zaznaczana. :/

      • -
      • +
      • 0
    • Esoteric

      @BuziakL No to cześć. Przypałętałem się tu zgadnijcie z jakiej innej strony. Od jakiegoś czasu odczuwam tam stagnację, więc postanowiłem pojawić się tutaj. Przyjemnym doświadczeniem będzie ocenianie wszystkich filmów od nowa, będzie to moment, w którym będzie mi dane zastanowić się nad niektórymi ocenami – czy rzeczywiście powinny takie być.

      Niestety jest czwartek, ale jak wszyscy wiedzą, czwartek to mały piątek. Więc: miłego małego piątku życzę!

      • -
      • +
      • 0
    • free_dom

      @ZSGifMan Wolę być prawdomówna,bo nie mam sumienia kogoś wkręcać i bajki pisać. Gdybym ci napisała,że pamiętam czasy gdy jedzenie było na kartki to bym skłamała. Jak mogę to pamiętać,skoro jeszcze mnie nie było na świecie? Baaa,nawet nie było mnie jeszcze w planach. Poza tym istniało prawdopodobieństwo,że mogłeś zacząć zadawać mi różne pytania i ja bym nie potrafiła na nie odpowiedzieć. Wtedy by się wydało. Za to jak wspomniałam wcześniej, pamiętam w niewielkim co prawda stopniu,ale zawsze, oglądanie filmów na kasetach,które przeszły do lamusa. Wychodzę z założenia,że jak mam pisać bzdury to wolę zamilczeć i zachować coś dla siebie. Oczywiście,to idzie w obydwie strony-od drugiej osoby oczekuje tego samego. Nikt nie chce się dowiedzieć po roku pisania,że rozmówca, który podawał się za faceta Bartka, lat 40 z Krakowa okazał się być w rzeczywistości Natalią,lat 21 z Wrocławia. Dużo jest takich przypadków,jeśli chodzi o znajomości internetowe. Ja po prostu nie widzę sensu kłamania. Kłamstwo ma krótkie nogi i wówczas traci się wiarygodność w oczach innych. Nie należy wykorzystywać internetu do uprawiania bajkopisarstwa.

      Dziękuję ci bardzo za twój wysiłek,bo troszkę się rozpisałeś i wyczerpujący opis żywności na kartki :). Napisałeś co pamiętałeś,doceniam. Rozjaśniło mi się w głowie i przy okazji dowiedziałam sie różnych nowych rzeczy. Ja generalnie się cieszę,że już nie jest tak jak za komuny i sklepy są tak dobrze wyposażone i wszystko jest dostępne na miejscu. Tylko mnie osobiście przerażają rosnące w górę ceny żywności i innych rzeczy. Żeby kg ziemniaków kosztował 4zł?! Masakra…

      Co do tego,że jak można jeść w kółko to samo to zgadzam się. Także przypomniało mi się jak w bodajże w 3 klasie podstawówki stale brałam do szkoły chleba z nutellą. Bardzo mi wtedy smakował. Nie miałam wtedy umiaru,aż w końcu po paru miesiącach nie mogłam już na niego patrzeć. Możesz mi wierzyć lub nie,ale do dziś mimo upływu ok.16 lat nie jem chleba z czekoladą. Może tam parę razy zjadłam od tamtego czasu,ale generalnie omijam te słoiki w sklepach. Nutella to jest sama chemia. A może jeszcze pamiętasz czarno-białe telewizory,czy to już nie twoje czasy? Lubisz oglądać stare filmy,np.z lat 60?

      Co do karteczek to znalazłam teraz w googlach→https://www.google.pl/search?q=kolorowe+karteczki+do+wymieniania+się&tbm=isch&ved=2ahUKEwiMkujZjMTiAhXEm7QKHRpiDeMQ2-cCegQIABAC&oq=kolorowe+karteczki+do+wymieniania+się&gs_l=mobile-gws-wiz-img.3…14107.25792..26064…18.0..0.138.3175.0j27……0….1………0j0i24j30i10j33i10.jw6AIQCKkX4&ei=0D3wXIzqK8S30gWaxLWYDg&bih=1024&biw=600&prmd=isvn#imgrc=_MwpuHSvbcbNHM

      Może teraz coś ci to powie. Miałam taki duży segregator z nimi! :D fajnie się je zbierało,hehe. Długopis,który wystawiłeś pamiętam. Sama kiedyś taki miałam.

      @Montagos Troszkę kojarzę te czaty z Telegazety tv Polsat,choć niewiele. Domyślam się,że były drogie,bo na czymš musiała stacja zarabiać. Na pewno cieszyły się dużym powodzeniem. Dla wielu ludzi to była atrakcja takie pisanie.

      Ach,te budki. Pamietam,że w mojej podstawówce na korytarzu przy drzwiach wejściowych i wyjściowych była taka jedna i uczniowie często z niej korzystali. Ja jeszcze jak nie miałam telefonu to też niej czasem korzystałam. Kartę telefoniczną czy jak to się tak nazywało,nosiłam ze sobą.

      Co do płci na FW to dzięki za informacje. Od dawna zastanawiające jest dla mnie to,że na tamtym portalu nie ma oznaczenia czyjejś płci i nic dziwnego,że zachodzą tam pomyłki. Często jest tak,że ktoś ma nick,który może być zarówno męski jak i żeński i trudno to rozpoznać. Można więc nie mając pewności co do płci pisać,np. "jeśli byłeś/byłaś..". Na nie istniejącym już epulsie.pl(nie wiem czy znasz) przy nicku usera były takie znaczki ♀♂ i wszystko było jasne. Filmweb jednak pod tym względem jest 100 lat za murzynami. Zresztą,pod innymi względami także. Do dziś nie ma tam folderu z wysłanymi wiadomościami. Generalnie fajny portal,ale ma dużo niedociągnięć :/

      • -
      • +
      • 0
    • ZSGifMan

      @Montagos

      Z kartek to pamiętam doskonale ich wymiary, wygląd i kolory, ale jakoś już niezbyt które były na co.
      Najlepiej pamiętam takie błękitne z jasno niebieską tabelką, były też jakieś jakby pomarańczowe, różowe i chyba zielone. W środku była tabelka do wypełniania/podstemplowania i wycinało się odcinki dookoła. Nawet pamiętam jakoś pod koniec lat 90-tych jak wezwany do zadania bojowego robiłem porządek w piwnicy u rodziców, to miałem chyba jakieś z nich, ale głowy nie dam, nigdy ich jakoś specjalnie nie lubiłem i dlatego pewnie nie kolekcjonowałem. Lecz podejrzewam, że jednak jakieś mogę mieć, tylko gdzie…?

      Kartki na benzynę – hehe, te to pamiętam doskonale, bo ciągle trzeba było kombinować "wachę" do komarka, żeby sobie z kumplami pośmigać po mieście :)) Niestety nie miałem na tyle szczęścia i majętnych "starych" żeby mieć upragnioną motorynkę, ale komarka miałem i to nawet nóweks. Wiele się nie dało na nim jeździć, bo rodzice niezbyt pozwalali, gdyż wiedzieli doskonale jak szalejemy na nich po mieście. Dużo też benzyny nie udawało się skołować, ta z przydziałów kończyła się szybko, za szybko. Do tego miałem pecha (i sporo szczęścia w nim też) i niebawem wysypałem się nieszczęśliwie na tym motorku i skończyłem w szpitalu z fatalnym… złamaniem otwartym nogi. Do dzisiaj mam bliznę, ale na szczęście goiło się jak na psie i nigdy mi to potem nie utrudniało życia ani sportu. Fuks w pechu ;)
      Długi czas miałem oczywisty szlaban na ten pojazd, to i śmigaliśmy na rowerach, bo reszta kumpli pozajeżdżała w międzyczasie te wspaniałe sprzęty. Mój stał i czekał jak po paru latach pod koniec 80-tych już niezbyt dało mi się zabronić znowu jeździć tym pojazdem i znowu dorwałem się bezmyślnie, by po krótkim okresie szaleństw… ponownie wylądować w szpitalu, tym razem jeszcze poważniej, bo ucierpiała znacznie pusta głowa. Warto dodać, że wtedy nikt nie używał kasków, więc kara za lekkomyślność była dotkliwie bolesna.
      To były moje ostatnie przygody z jednośladami, a samochody okazały się dla mnie bardziej przyjazne :)
      Jak się tak nad tym zastanawiam wspominając stare dzieje, to miałem wtedy przysłowiowo więcej szczęścia niż rozumu, bo kilku kolesi poległo w czasie podobnych szaleństw…




      @free_dom

      A może jeszcze pamiętasz czarno-białe telewizory,czy to już nie twoje czasy?

      Bardzo mnie zaskoczyło to pytanie i raczej miało być nie do mnie, bo pisałem że nasze pierwsze telewizory były właśnie czarno-białe, a pierwszy kolorowy to dopiero późno, bo praktycznie na sam koniec lat 80-tych. Nawet zdjęcia były. Zapewne pomyłka :)
      Tak, doskonale pamiętam czarno-białą telewizję i w kontraście do tej kolorowej miała o wiele większą rozdzielczość. Oczywiście kolorowe telewizory nadrabiały to właśnie kolorami, których brak na wersjach cz-b był dosyć męczący, jednak oglądając na co dzień swój cz-b telewizor i idąc do jakiegoś kumpla, którego rodzice mieli kolorowy czułem się jakby oglądać te filmy (zazwyczaj z VHS) przez jakąś firankę. Przedziwne uczucie, ktoś to pamięta?
      Tak, lubię filmy z lat 60, 70 i 80-tych. Zarówno polskie jak i zagraniczne. Czasem dużo oglądam sobie z żoną, która tez lubi takie klimaty i robimy sobie wspominki minionej epoki połykając np. jednego dnia cały serial 'Alternatywy' ;D Bardzo lubimy też inne filmy, jeden z naszych pewniaków to "Nie lubię poniedziałku" oraz "Żona dla Australijczyka", ja osobiście uwielbiam też "Pieczone gołąbki" i "Hydrozagadkę". "Dzięcioł" też jest naszą pozycją :)

      Mnie najbardziej martwi jak ludzie się bezmyślnie dają robić w konia jak np. wtedy, gdy manipulowano cenami cukru, a nieco później i całkiem nie tak dawno cenami masła. U mnie w domu zwyczajnie ograniczyliśmy jego spożycie, a pod koniec nawet zapowiedziałem, ze więcej nie kupujemy, no ale były bitwy i ludziska się rzucali na super drożyznę jak na jakieś okazje nie z tej ziemi. Potem oczywiście szybko się wszystko rozchodzi po kościach i ludzie zdają się już o tym nie pamiętać wcale a wcale.
      Teraz słyszę, że pietruszka kosztuje nawet 20 zł! Ja wiem, ze to główny składnik tzw. włoszczyzny i standardowy dodatek do większości zup, ale trzeba się opamiętać i nie napędzać tego obłędu. Z drugiej strony biedni rolnicy, którzy w obliczu suszy, a teraz powodzi potracili swoje plony, ale i tak lwią część tych astronomicznych cen zgarniają cwani pośrednicy, którzy z jednej strony nie chcą płacić więcej rolnikom, z drugiej chętnie skorzystają z okazji łupiąc klientów w sklepach. A przecież na sam koniec sklepy też coś muszą z tego zarobić…
      Główny składnik mojej diety to jednak mięso i pieczywo, więc pozostaje mi się tylko cieszyć, że ich ceny są ciągle na jakimś sensownym poziomie i nie podskoczyły drastycznie, bo to byłby spory cios.

      Kolorowe karteczki, to gdyby nie te zdjęcia, to nie wyobraziłbym sobie ich nawet. Zupełnie takich nie pamiętam, nie kojarzę, to chyba nie były moje czasy, ani już nawet pewnie mojego brata też, bo wtedy bym pewnie widział u niego podobne, a nie widziałem żadnych takich. Ale każde pokolenia ma jakieś swoje "rzeczy" i zastanawiam się co pokolenia kolejne będą wspominały z łezką w oku? Biebera? ;p A może smartfony, bo niebawem czeka nas coś innego?




      @BuziakL

      Buziaku! Gdzie Ty jesteś??
      Zobacz jaka ciekawa 'wspominajka' się zaczęła, a Ciebie nie ma…
           

      • -
      • +
      • 0
    • free_dom

      @ZSGifMan Tak, coś mi się pomyliło. Rzeczywiście były zdjęcia. Doszło do lekkiego nieporozumienia Zakręciłam się,przepraszam. Mam nadzieję,że się nie gniewasz :). Nie mniej jednak dziękuję za szczegółowy opis z twojej strony. Opowiadasz to w taki ciekawy sposób,że aż się miło czyta! od razu sobie to wszystko wyobrażam w głowie i dowiaduje się ciekawych rzeczy. Tak myślałam,że starsze filmy lubisz. Przyszło mi spontanicznie to do głowy i miałam racje. Po prostu lubię czytać opowieści z punktu widzenia innych. Stąd te pytania. Mam nadzieję,że nie jestem z nimi jakaś natrętna. Nie chcę,żebyś odbierał to jako wścibstwo z mojej strony czy coś w tym stylu. Wiadomo,że nie będę ciebie wypytywała, np.o rozmiar buta,bo to jest niepotrzebne. Co by mi dała taka informacja, hehe? Pewnie sam byś się tym zdziwił i zastanawiał po co mi to wiedzieć. Nie wnikam w takie szczegóły,chociaż to też zależy od sytuacji. Życie nie jest czarne ani białe. Z ludzkiej ciekawości chcę się czegoś dowiedzieć o swoim rozmówcy np.zainteresowania,żeby mieć jakiś jego obraz i wyobrażenie w głowie. Dzięki temu mogę, np. zobaczyć jaką jest osobą, czy mamy coś ze sobą wspólnego itp. Sądzę,że to normalne. Dlatego spytałam co studiowałeś i teraz wiem,że informatykę. Generalnie nie lubię się tak dopytywać o wszystko. Wszystko z umiarem i nie od razu. Mam taką ciotkę zresztą mieszka obok mnie co ma taką tendencje,że musi dużo wiedzieć. Standardowe pytania: gdzie byłaś, co kupiłaś, co robisz(w sensie teraz) itp. Teraz trochę mniej, ale nadal ma taką tendencje. Nieraz mnie wkurzało to, bo po co jej wiedzieć ile bluzka kosztowała? Książkę piszę czy co? Do dziś mam tak,że jak się spotkamy w danej chwili, a to nieuniknione skoro mieszkali parę metrów od siebie, to od razu myślę sobie: o nie, znowu będzie 100 pytań. Po prostu jest ciekawska. Nie jest złą osobą,ale zadaje za dużo nieistotnych pytań. Nie chcę być taka sama. Ludzie różnie reagują. Po co się narażać na "co cię to obchodzi?" czy jeszcze gorzej. Głupio się wówczas robi…

      Mnie osobiście wzrost cen przeraża. O pietruszce słyszałam. To już w ogóle jest dla mnie kosmos. Cena kostki masła również. Żeby kosztowała 6-7zł? U mnie w domu zaczęło się je kupować na zapas, gdy jest promocja i chować do zamrażalnika,żeby się nie zepsuły. Truskawki także jak dziadosko podrożały!! Pewnie widziałeś ceny 8,9,10 zł. Jeszcze z 3 lata temu mama je kupowała codziennie jak przyszedł sezon,żeby się ich najeść tak,żeby zbrzydły, bo na kolejne trzeba czekać rok. Te ze szklarni nie są takie dobre jak świeże. A tu nagle 2 lata temu zaczęły być po kosmicznej i zbyt wygórowanej cenie. Do tego jeszcze doszły ziemniaki. To są tylko kartfole, a kasują za nie jak za zboże! Tak, sklepy muszą zarabiać,żeby się z czego utrzymać, ale to wszystko jest przerażające. Leki też ciągle drożeją, choć na szczęście ja ich nie łykam za często. Nawet przeciwbólowych. Można się łatwo uzależnić. Nie warto brać za każdym razem tabletkę jak lekko zaboli głowa czy brzuch. Mięso ja też lubię, ale z kurczaka i z ryby, ale też zależy z jakiej. Ryba rybie nierówna. Niecierpię jak chyba każdy ości. Staram się je najpierw powyjmować zanim przejdę do zjedzenia, ale nieraz jakiejś nie zauważę. Pieczywo przeważnie jem ciemne. W weekendy jemy białe najczęściej z otrębamy z Lidla. Mają tam naprawdę dobre pieczywo i co jakiś czas wchodzi coś nowego do oferty. Fakt,że szybko się starzeje i następnego dnia, a nawet już pod wieczór jest niezbyt smaczne,ale to nieuniknione. Lepsze takie pieczywo niż z woreczka. Utrzyma świeżość dłużej,ale ma w składzie jakieś konserwanty, skoro wolniej się starzeje.

      Następne pokolenie zapewne zapamięta jak mówisz Bieberka, Hanę montanę, srajbuka i smartfony. Powiem szczerze,że przeraża mnie to jak matki wstawiają publicznie zdjęcia intymnej zdjęcia swoich dzieci. Gdzie tutaj jakaś prywatność?! Zresztą, wspominaliśmy o tym troszkę, ale mam tutaj myśli,że pewnych rzeczy się nie upublicznia, bo to jest pamiątka rodzinna. To też jest w kontekście przyszłych pokoleń. Mam szczęście,że moje zdjęcia jak byłam małą dziewczynką znajdują się w albumach. Fajnie czasem je sobie pooglądać i powspominać. Przy okazji także pośmiać się,np. z tego,że mając tam około roku rozsypywałam na podłogę chrupki kukurydziane. Pewnie wiesz o co mi chodzi. Właśnie, dobre pytanie: co będą wspominały wspólczesne dzieciaki, skoro nawet w tv ciężko o coś sensownego. Przeraża mnie ilość paradokumentalnego syfu w telewizji. Ja chociaż w dzieciństwie oglądałam często "Zwariowane melodie"….

      Też zauważyłam,że @BuziakL zamilkła zaraz po tym jak spytałam się jak wkleić tutaj obrazek. Gdyby były wakacje to byłabym skłonna pomyśleć,że pewnie wyjechała na urlop. Spokojnie, odezwię się pewnie. Jeszcze nie ma co się martwić. Może jest zajęta lub nie ma internetu teraz? Różnie bywa w życiu. Miejmy nadzieję,że nic się nie stało i niebawem tutaj coś napiszę…

      • -
      • +
      • 0
    • ZSGifMan

      @free_dom

      Dzisiaj bylem sobie w sklepie i pietruszka miała cenę… 19,99zł! Masakra jakaś, ale leżały trzy pełne koszyki i jakoś nie było na nią chętnych. To akurat dobrze, bo świadczy o tym, że ludzie nieco zmądrzeli i nie rzucają się na produkty, których cena rośnie. Ja rozumiem doskonale, że to wina takiej pogody jaką mieliśmy i braku deszczu, no ale żeby aż tyle?! My najwyżej nie zjemy sobie tej białej marchewki, ale rolnicy dostaną po tyłkach, w sumie to pewni już bardzo dostali, a sklepy tylko dealują i inkasują pieniądze. Może tym razem choć trochę rozdzielą się koszty właśnie i na nie i może zobaczą jak to miło, gdy klient nie dał się wyrolować, bo zazwyczaj to oni nas robią w bambuko.

      Zupełnie nic się nie stało, nie przejmuj się, ja nie mam żadnych pretensji, tylko się zdziwiłem. Wiem doskonale jak to jest kiedy człowiek czyta i odpisując później coś pokręci wywołując zdziwienie, a czasem nawet pretensje, bo sam też jestem nieraz zakręcony i ile się muszę naprzepraszać i natłumaczyć, że to nie było specjalnie. Ale to na szczęście tylko tym co mnie nie znają, bo ci drudzy wiedząc o tym mają dużo wyrozumiałości i cierpliwości. Na szczęście dla mnie ;)
      Też lubię sobie poczytać co u innych i jak widzą świat, a najbardziej to wspomnienia!. Te wprost uwielbiam i sam bardzo chętnie w granicach rozsądku i zachowania pewnej prywatności się dzielę swoimi. Uwielbiam też pasjami wszelkie programy historyczne i techniczne, nawet mam pewien wyjątek jak chodzi o jutuberów, bo potrafią być tacy, którym zwykły dziennikarz brukówki czy bulwarówki do pięt nie dorasta! Zazwyczaj kręcą oni z wielką pasją programy motoryzacyjne o nowościach i tym co już było, Te właśnie lubię najbardziej. Bardzo podobają mi się też kanały o starych urządzeniach audio-video oraz na dzień dzisiejszy już prawie antycznych komputerach. Kiedyś czytałem tylko w internecie strony z takimi danymi i artykułami, to były czasy przed YT, teraz raczej oglądam z wielkim zaciekawieniem programy tych pasjonatów, bo widać jak ich cieszy wspominanie tego i dzielenie się tą wiedzą z innymi.

      Córce nie dało się wiecznie odmawiać internetu i urządzeń elektronicznych, tym bardziej że gdyby się jeszcze słabo uczyła, to wtedy inna rozmowa by była, ale wzorowej uczennicy z czerwonymi paskami to jak odmówić? Nie da się, brak argumentów. No i dostała dawno temu najpierw tablet, potem smartfona, laptop był już tylko konsekwencją wcześniejszych. Potem kolejny smartfon, laptop zastąpił całkowicie tablet i żyje sobie po szkole w swoim wirtualnym świecie razem z resztą klasy. Z żoną żartujemy, że nasze wnuki nie będą siedziały jak teraz dzieci z wlepionymi oczami w ekrany, tylko będą leżały popodłączane do VR niczym Neo i Trinity do Matriksa ;) Można się pośmiać, ale potem przychodzi refleksja, że to jest jednak mało śmieszne i przyszłość maluje się bardzo nieciekawie i smutno. Ale taka będzie konsekwencja ogłupiania kolejnych pokoleń treściami coraz niższych lotów, zapychaniem im głów konsumpcjonizmem, a wspomniane paradokumenty tylko pokazują do czego są się w stanie posunąć nadawcy telewizyjni, żeby zadowolić coraz płytsze gusty swojej widowni! Żal, ale doprowadzą do tego, że ludzie będą tak bezmyślni, że oprócz gapienia się w TV czy grzebania palcem w telefonie nie będą w stanie nic więcej zrobić. I ciekawe co wtedy? A przecież już teraz coraz więcej zajęć, gdzie jeszcze wczoraj pracowali ludzie, przejmują maszyny, roboty, skomputeryzowane automaty… a będzie tego coraz więcej. Biada nam.

           

      Jak pisałem – w granicach jakiejś prywatności bardzo chętnie rozmawiam z ciekawymi osobami, które nie tylko ciągną za język, ale i same dzielą się swoimi przeżyciami, przemyśleniami, wspomnieniami. A mój rozmiar buta to w zależności od rodzaju miary producenta (bo każdy ma różne) to jest od 43 do nawet 45! xD

           

           

      Cześć.

           

      • -
      • +
      • 0
    • free_dom

      @ZSGifMan Słyszałam o tej pietruszce. Faktycznie masakra. Jestem tylko szczerze zdziwiona. Normalnie pogłupieli z tymi cenami. Jeszcze dojdzie do tego,że bochenek chleba będzie kosztował 10 zł. Przy okazji jak wspomniałeś,że jednym ze składników twojej diety jest pieczywo to polecam tobie chleb z czarnuszką z Lidla. Nie wiem czy robisz zakupy w tym markecie,ale ten chleb oznaczony jako nowość jest naprawdę smaczny :). A i jeszcze jedno pytanie: masz jakieś swoje dziwactwa żywieniowe? Ja np.niecierpie od dziecka pomidorów. Nie zjem chleb z pomidorem,ale za to uwielbiam zupę pomidorową i wszelkie sosy pomidorowe w potrawach. Wiem,że to dziwne,ale tak mam. Ty też?

      Ok,dziękuję tobie za wyrozumiałość i,że nie pojechałeś mi "mięsem" :) Tak,rzeczywiście się zakręciłam. Wiem,że już mówiłeś o czarno-białych telewizorach. Jakoś mi to wypadło z głowy. Nie wiem jak to się stało. Może natłok myśli? Po prostu nie chciałam,żebyś myślał,że nie czytam nieuważnie lub poczuł się zlekceważony na zasadzie "pisze jej wyraźnie, a ona nie czyta,co za nieogarnięta laska". Ja też lubię się dzielić swoimi wspomnieniami i przeżyciami z ciekawymi osobami. Czasem lepiej i łatwiej jest wygadać się obcej osobie niż komuś bliskiemu. Teraz są większe możliwości,bo jest internet. Zaczynają mnie z czasem ciekawić pewne fakty z życia internetowego rozmówcy,żeby mieć jakieś wyobrażenie o nim oraz,żeby nie był dla mnie 100% anonimem. Chce się dowiedzieć podstawowych rzeczy,jeżeli dana osoba wydaje mi się być ciekawa i inyeresująca. Są rzeczy z którymi nie podzielę się z tobą ani nie podyskutuję,np.wspomniane dawne telewizory i jedzenie na kartki,bo nie było mnie jeszcze na świecie. Poza tym dużo tematów też wychodzi "w praniu". Przy okazji mogłam poznać czyjś punkt widzenia w sprawie dawnych czasów I poznałam dotąd nieznane mi pojęcie "godzina milicyjna".Tak więc,jeśli to nie tajemnica to skąd pochodzisz w sensie miejscowości? Od razu zaznaczam,że nie mam zamiaru po ujawnieniu tej informacji pobiec na stację,kupić bilet na pociąg i zacząć ciebie szukać i dręczyć! :D. Po co miałabym to robić? Ciekawi mnie to,bo może kiedyś tam byłam. Zwykła ludzka ciekawość. W latach 2007-2010 w wakacje trochę podróżowałam po Polsce i zwiedzałam miejsca. O tym też chętnie bym podyskutowała,jeżeli masz ochotę. Oczywiście,trzeba zachować pewien umiar w podawaniu informacji. Nie podaje się pewnych rzeczy publicznie,np.adresu zamieszkania ze względów bezpieczeństwa. Oczywiście,jeśli nie chcesz to nie musisz odpowiadać. Aczkolwiek pytanie o miasto zamieszkania jest bardzo ogólne. Ja mieszkam w Gdyni,co zresztą mam napisane na profilu. Może kiedyś nawet byłeś.

      Cóż,takie czasy nastały,że ciężko żyć bez neta i urządzeń elektronicznych. Ja na dzień dzisiejszy mam PC,2 tablety oraz smartfona. Przeraża mnie syf puszczany w telewizji jak np.Dlaczego ja? Gdyby powstał taki jeden paradokumentalny i szybko by się skończył to można by to było przeboleć,ale że powstało ich wiele i niektóre z nich wciąż trwają to to już jest masakra. W przeszłości przyznaje się bez bicia obejrzałam parę odcinków i uznałam,że tego na dłuższą metę nie da się regularnie oglądać. Dziadostwo i tyle. Kiedyś były dobranocki dla dzieci na jedynce jak np.Gumisie,Smerfy itp a teraz pozostały po nich jedynie wspomnienie,eh.. będąc dzieckiem oglądałam często rano programy dla dzieci typu.Budzik,Jedyneczka itp. Również poszły w zapomnienie. Tak się zastanawiam-co teraz wartościowego leci dla dzieci w tv?

      Masz rację, to w gruncie rzeczy wcale nie jest śmieszne,a wręcz przerażające. Dziecko rzeczywiście w dzisiejszych czasach trudno odcinać od technologii. Zwłaszcza jak np.w klasie wszyscy mają smartfony i córka/syn powie:"Mamo,tato ja też chcę mieć. U mnie wszyscy w klasie taki mają". Ja sobie osobiście nie wyobrażam życia bez sprzętów i internetu. Moi rodzice takze, mimo że wychowali się w czasach gdy nie było jeszcze tego wszystkiego.

      Dzięki za odpowiedź, to miłe z twojej strony :) mój rozmiar to 39,niezależnie od buta. Niecierpie kupowania butów. Szybko się niszczą od chodzenia. Czy odnosisz wrażenie tak jak ja,że w dzisiejszych czasach produkowane rzeczy są przeważnie niskiej jakości? Parę miesięcy temu kupiłam w centrum chińskim pasek do spodni za niecałe 13 zł. Zniszczył mi się po miesiącu od samego noszenia,ehh…jeszcze bardziej zraziłam się do kupowania w tego typu sklepach. Rozumiem,parę lat,ale miesiąc?!

      • -
      • +
      • 0
    • ZSGifMan

      @free_dom

      Dziwactwa żywieniowe? Hehehe – jestem wszystkożerny! ;p
      Od dzieciństwa jem wszystko, dosłownie! Zawsze byłem jedynym dzieckiem, które zajadało się… szpinakiem i nieco później brokułami ;)
      Oczywiście będąc uczciwym wobec Ciebie muszę tu wpisać jedną rzecz, za która niezbyt przepadam, a mianowicie smażone ryby i jak mam wybór to ich nie jem, jednak gdy nie mam takowego i smażona ryba jest jedynym dostępnym i możliwym daniem, to ją zjadam żeby nie być głodnym! Hehe, powiem, że nawet mi czasem smakuje, ale rzadko i nawet nie wiem jakie to gatunki są, ale kilka zjadam ze smakiem. Pozostałe rodzaje przyrządzania ryb tzn. wędzone, w oleju, w occie, w majonezie, w musztardzie itd. łykam pasjami. Aha, jeszcze ryba po grecku… fuuu! Ale jak pisałem wcześniej – gdy jestem bardzo głodny i nie ma nic innego to jem nie mając wyjścia.
      Reszta potraw, dań, czy jak nazwiesz inaczej te produkty żywieniowe zjadam równo wszystkie, wiadomo – różne z większym lub mniejszym smakiem, ale jak pisałem wcześniej w obliczu głodu i to wcale nie jakiegoś śmiertelnego tylko zwykłego najzwyklejszego – jem wszystko!

      Jakiś czas temu, gdy 'Piotr i Paweł' jeszcze funkcjonowali, to kupowałem tam bardzo chętnie bułki ziemniaczane, tak się właśnie nazywały i bardzo mi smakowały. Potem ta sieć miała jakieś problemy i chyba padła/została przejęta, nie jeżdżę więc w tamto miejsce, bo chyba już tam nic niema. Ale a propos Szwindla ;) hehe, taki mały dowcip (Lidl), odkryłem tam bardzo podobne pieczywo jak te bułki ziemniaczane i u nich to się bodajże nazywa bułki poznańskie. Pyszne, też polecam. Chleb z czarnuszką jadam z innego źródła, ale Twoje polecenie zapamiętam i jak będę, to kupię sobie koniecznie, spróbuję i wtedy znowu o tym pogadamy.

      Jak pisałem – nie przejmuj się, za takie duperele jak zwykłe zagapienie/niedopatrzenie nie pojadę nikomu mięsem! Ogólnie to staram się bardzo panować nad używanym słownictwem w sieci, choć oczywiście nie zawsze mi się to udaje, jednak na pewno nie wobec osób, z którymi piszę i rozmawiam co nieco więcej, czyli z Tobą :) Ostatnio za większe przewiny nikomu nic się nie oberwało, więc na pewno nie Tobie za taki drobiazg. Sam potrafię dosyć często czegoś nie doczytać, czy też przeczytać, ale dokładnie na odwrót, więc doskonale rozumiem i tak jak inni potrafią być wyrozumiali wobec mnie, tak i ja będę, bo muszę, hehe ;)

      W Gdyni owszem byłem, słownie – raz! i to przejazdem na gdańskie Westerplatte, Monciak i sopockie molo. Chociaż patrz, nie! Skłamałem, bo byłem dwa razy, przejazdem, tego samego dnia, bo najpierw z Łeby jechaliśmy jak pisałem do Gdańska i Sopotu, a potem… wracaliśmy ;D Ale to było dawno temu.
      Sam nie wiem, chyba kiedyś już ktoś wypaplał skąd jestem, sam nie wiem (i tu się drapię po głowie;). Ja ogólnie nie chciałem zbyt wiele na ten temat mówić i zawsze ucinam to Mazowszem, ale pewnie dałoby się wykopać tamte wpisy, więc uznajmy, że powiem tylko, iż jestem z tego największego miasta i niezbyt lubianego w całej reszcie naszego kraju. Oczywiście zagadka jest dziecinnie prosta i już wiesz skąd jestem, choć tego jednak niby nie powiedziałem! :P
      Oczywiście żadne adresy i żadne inne dane są raczej niewskazane! Lepiej cenić jakieś podstawy prywatności/anonimowości w sieci, a adresu w otwartej wymianie zdań nigdy się nie powinno podawać, po jakimś czasie można się umówić na spotkanie w realu, ale to też w przestrzeni publicznej i potem dopiero można robić kolejne kroki. Z kilkoma osobami wymieniłem się zdjęciem, ale to po dłuższej znajomości i to że ono po dziś dzień nigdzie nie wypłynęło jest dla mnie najlepszym dowodem na właściwość wcześniejszych decyzji: kiedy i z kim. Telefonem też się wymieniałem, pisaliśmy SMS, dzwoniliśmy, mam jedną koleżankę z którą się spotkałem – przemiła osoba, piszemy i dzwonimy do siebie do dzisiaj, wysyłamy sobie MMS ze zdjęciami itp. Ja w necie zawsze piszę prawdę i zawsze podaję autentyczne wydarzenia z mojego życia. Nigdy nie wpisałem żadnej fikcyjnej ciekawostki, ani nie koloryzowałem na temat opisywanych, tak dobieram opisywane wydarzenia żeby opisać coś ciekawego (mam nadzieję), ale nie powiedzieć zbyt wiele, lecz choć piszę samą prawdę, to jednak tylko mała garstka osób, które znają/znały mnie w realu mogłyby dopasować te opisy do mojej osoby, bardzo mała szansa, że akurat spotkamy się w tym miejscu w sieci, a nawet gdyby, to raczej dalej mogę być bezpieczny, bo choć znałem kilku papli jednak raczej nie takich i nigdy donosicieli.

      Faktycznie straszna tandeta zalewa teraz rynek i jest na to jedyna metoda, gdy chce się mieć cokolwiek lepszego: kupić droższe! Niby żadna dobra rada i wielkie odkrycie, ale taka jest prawda, co nie znaczy wcale, że nie kupuję tandety. Kupuję! Bo jest tania i gdy wiem, że nie będę się rozczulał nad daną tanią rzeczą i nie będę jej szanował zbytnio, to kupuję coś taniego i się tym nie przejmuję jak się szybko zniszczy. Gdy kupuję coś droższego, to bardzo dbam i oszczędzam, bo wiadomo pieniądze ciężko zarobione nie leżą na ulicy. Dlatego czasem i nie do wszystkiego, ale lubię taniochę, bo nie muszę się nad nią wcale rozczulać i jak się kończy wywalam bez żalu. Chociaż muszę powiedzieć też, że dosyć często można kupić dosyć tanio bardzo porządne rzeczy (bardzo!) i można się zdziwić, nawet mocno. Potrafiłem kupić nieraz i nie dwa jakiś tani produkt, który okazywał się 'pancerny' i służył mi latami(!), całymi latami! Jako przykład podam buty trekkingowe DK, kupiłem je sobie chyba w marcu 2006 roku za 59,99zł i chodziłem w nich kilka zim (tylko zimy bo na lata za ciepłe) aż do 2013 roku, kiedy to kupiłem inne buty, potem kolejne i kolejne… padały po sezonie dwóch, a tamte dalej były dobre, tylko nieco stare i dlatego kupowałem te nowe. Te wszystkie buty konsekwentnie zwracałem do sklepów, bo jak robią tandetę to ja nie zamierzam za to ponosić konsekwencji, niech się sami z tym bujają! A te wspomniane buty DK mam do dzisiaj, służą mi jako zapasowe-robocze np. do mycia samochodu itp. nic im nie jest oprócz tej starości.

           
      Teraz właśnie u mnie za oknem:
           

           
      Miłego dzionka! :))
           

      • -
      • +
      • 0
    • free_dom

      @ZSGifMan Bardzo dziękuję tobie za wyczerpującą odpowiedź ;). Od razu ci napiszę,że ja też lubię szpinak i brokuły. Jem od czasu do czasu makaron ze szpinakiem. Ja ogólnie też za rybami nie przepadam, ale od paru miesięcy jadam je co któreś śniadanie z dodatkiem majonezu, aby to jakoś smakowało. Są zdrowe, więc powinno się je jeść, ale bardzo nie lubię jak pewnie każdy ości. Przy okazji jak wspomniałeś o rybie greckiej-też za nią nie przepadam. U mnie ona jest jedynie na święta w grudniu. Dobry jest(i tutaj też ci go polecam) łosoś atlantyntycki dostępny w wersji z koperkiem, pieprzem i czymś tam jeszcze z Lidla za 9,99zł. Smaczna rybka beż dodatku ości, ale jest droga. Nie jest duża, a kosztuje prawie 10zł. Czasem przeceniają ją i wrzucają do zniżek -25%. Chleb z czarnuszką kosztuje ok.3zł i mi zasmakował! W weekendy jadam z rodzicami chleb z otrębami i bułki z ziarnem. Dobry też jest drwalski, tylko ma jeden minus(przynajmniej dla mnie)-małe kromki. Coraz częściej pieczywo kupuje w tym markecie zamiast w najbliższej piekarni. Biedronkowe i kauflandowskie z kolei mi niezbyt smakuje. Dodam również skoro już jesteśmy w tym temacie,że w Lidlu mają dobre dróżdzówki z budyniem. Bardzo je lubię ;). Ja generalnie jestem dosyć wybredna jeśli chodzi o jedzenie. Jeszcze do niedawna miałam dosyć ubogie menu śniadaniowe. Jadłam głównie chleb z dżemem, ale od paru miesięcy je poszerzyłam. Od razu jest lepiej jak człowiek ma większy wybór co zjeść na śniadanko, a nie w kółko to samo. Do 'Piotra i Pawła' nigdy nie chodziłam robić zakupów. Kupuje od lat w tych samych trzech,czyli Kaufland,Lidl i Biedronka. Czekam na zdanie relacji jak ci smakował chleb :D. Związku z tym kolejne pytanie z mojej strony z cyklu żywieniowego-jakie masz ulubione dania?

      Jeśli chodzi o mnie to też staram się panować nad słownictwem i nerwami, choć nie zawsze się udaje. Nie będę udawać świętą, bo zdarza mi się przeklinać. Bywa tak w życiu,że ktoś cię grzecznie mówiąc wkurzy i przekleństwa same wychodzą z ust. Jednak powinno się nad tym panować i nie rzucać przy każdej okazji od razu ku… itp. Generalnie nie lubię klnąć i ograniczam to do minimum, bo jednak używanie ich jak przecinków to niezbyt dobrze o kimś świadczy. Wszystko z umiarem!

      Myślę,że twoje miejsce zamieszkania to… stolica! :) myślałam nad odpowiedzią,żeby nie strzelić gafy i się nie ośmieszyć,ale zapewne się nie mylę. Tak więc, nigdy nie byłam w Wawie. Jedynie raz przejeżdzałam przez nią w 2006 roku pociągiem, kiedy jechałam do Krakowa. Od lat chce pojechać do Wawy,ale jakoś nie składa :(. Wpisałam ci swoje miasto zamieszkania(mam je zresztą na profilu) dla zachęty. Jest to w 100% zgodne z prawdą. Nie znam życia w innym mieście. Nie mam porównania. Jak napisałam wyżej- w latach w 2007-2010 jeżdziłam po Polsce i trochę miast zwiedziłam. Najlepiej wspominam Kraków,Wrocław oraz Zakopane. Gdańsku bywam bardzo rzadko. We wrześniu byłam w którąś niedzielę w zoo. Mogę ci powiedzieć szczerze,że moja mama ma znajomą mieszkającą pod Warszawą i była w związku z tym parę razy w stolicy. Spodobał jej się wasz duży Carrefour :D. Powiedziała,że jest bardzo wypasiony. U nas to są tylko w wersji express. Kolejne pytanie z mojej strony-co sądzisz o Arkadii i czy robisz w niej zakupy? Pytam z czystej ciekawości,bo był taki czas,że lubiłam chodzić po centrach handlowych. Obecnie rzadko robię w nich zakupy. Nie byłam w Rivierze już troszkę czasu. Jakoś mi nie chce. Ma mnóstwo sklepów i rozwiniętą strefę gastronomiczną,ale jest tam bardzo tłocznie. Podobnie ma się sprawa z sopockim monciakiem. Zbliża się sezon. Dodatkowo jest piękna pogoda i zaczyna się tam robić "korek". Przybywa turystów. Tak samo jak w Gdyni. Żebyś ty widział jaki potrafi być tłok na bulwarze i skwerze!

      Ja generalnie ostrożnie podchodzę do zawierania znajomości internetowych. W przeszłości miałam ich dużo. Większości nie pamiętam już. Zdarzało się,że spotkałam się z kimś w realu,na żywo i wymieniłam numerem telefonu. Baw,nawet adres podałam po wielu rozmowach i do dnia dzisiejszego trzymam na pamiątkę w szufladzie listy i pocztówki. Należy być ostrożnym,bo nigdy nie wiadomo kto siedzi po drugiej stronie. Dużo się słyszy o oszustwach typu wysłanie nieswojego zdjęcia,podanie innych danych personalnych niż w rzeczywistości oraz o gwałtach. Dlatego nie należy wszystkiego przynajmniej na początku ujawniać. Tak więc mogę się zapewnić,że znając już twoją ogólną lokalizację nie mam zamiaru pobiec na stację,kupić bilet i pojechać ciebie dręczyć oraz szukać po całej miejscowości :D. Nic z tych rzeczy!! Spotkania w realu są fajne. Można się dzięki temu przekonać jak ktoś wygląda i zachowuje się na żywo. Przede wszystkim jak się rozmawia poza internetem. Niestety,często przeszkodą bywa duża odległość. Internet daje możliwość poznawania ludzi nie wychodząc z domu. Kiedyś nie było takich możliwości. Trzeba było wyjść z domu,żeby poznać koleżankę czy chłopaka. Wiadomo,ma niestety również swoje minusy. Nawet taka rozmowa telefoniczna jest fajna,bo można usłyszeć chociażby czyjś głos :). Z wysyłaniem zdjęć należy także uważać. Ja jak wspomniałam nie jestem zbytnio fotogeniczna. Mało kiedy wychodzę na nich dobrze. Dlatego niecierpie robienia fotek do dokumentów. Czeka mnie za 2 lata wymiana dowodu,więc będę musiała uaktualnić też zdjęcie. Jeszcze się nie zdarzyło,abym miała naprawdę ładne. Dobrze,że jesteś rozsądny i zachowujesz pewną prywatność. Ludzie są różni. Na początku lepiej nie mówić za dużo o sobie i podawać ogólniki.

      Ja 2 lata temu kupiłam w CC zwykle baleriny czarne za niecałe 40zł i wytrzymały mi ok.roku. To było akurat do przewidzenia. Co to są za buty za 4 dychy? Nie spodziewałam się,że mi długo wytrzymają. Ja jestem taka,że jak coś kupię to chce,aby mi to posłużyło. Pasek za niespełna 13 zł z chińczyka przeżył mi miesiąc jak wspomniałam i bardzo się wkurzyłam. Traktuje ten nietrafiony zakup jako wyrzucenie pieniędzy w błoto. Przeważnie tak jak mówisz-drozsze jest lepsze. Nie zawsze,ale najczęściej tak właśnie jest. Jeśli ktoś wykrzywia nogi podczas chodzenia to zniszczy nawet najdroższe buty. Ja jak potrzebowałam spodni do pracy to kupiłam 2 pary w lumpeksie i wydałam 17 zł z groszami. Jak zniszczę to nie będzie żalu. Szkoda mi było kupować takie za 50 zł,żeby je nosić tylko w robocie. Zwlaszcza jak na dodatek są ładne. Żal jest człowiekowi wydać za jednym zamachem np. 300zł dlatego chcę kupić jak najtaniej. Chodzi się i szuka promocji. Po co kupować szampon do włosów za 9 zł skoro gdzieś indziej jest za 5zł? 4 zł różnicy,ale zawsze.

      Ooo to widzę,że u ciebie też słonecznie:) U mnie od wczoraj jest upał. Nawet teraz jest duchota. Mimo że mam otwarte szeroko okno w pokoju, to i tak ciężko się oddycha i śpi przy takiej pogodzie…

      • -
      • +
      • 0
    • ZSGifMan

      @free_dom

      Ależ bardzo proszę :)
      Jadam ryby tylko nie jakoś strasznie często, ale jem. Najbardziej lubię takie ze słoików w różnyh sosach w stylu skandynawskim, lecz inne też mogą być. Bardzo dobre śledzie są… w IKEAi ;) Wielkie zdziwienie? Chyba żadne, bo to przecież szwedzka firma i tam mają świetne śledzie, dokładnie takie same jak Szwedzi zajadają u siebie w domach. Są też inne pyszne rzeczy, a mają ich wiele jednak warto wymienić choćby pasztety, chlebek w postaci płaskiego placka jak żydowska maca, tylko mięciutkie i słodkie, bardzo pożywne i niezwykle smaczne z serem i szynką, ale nadają się do wszystkiego!
      Co lubię, jakie dania? Hmmm… W sumie tak jak już pisałem jem wszystko, ale gdy mam podać ulubione potrawy to będą to na pewno: schabowy z kapustką i ziemniaczkami; bigos; fasola po bretońsku; leczo; wszelkie zapiekanki ziemniaczano-warzywne z kiełbasą i/lub wędlinami, boczkiem itp.; pieczenie; kurczaka z rożna; kurczaka duszonego; pizza; tzw. chińskie żarcie; krewetki i właściwie wszystkie owoce morza.
      Z zup to będą: flaki; rosół; pomidorowa; barszcz czerwony, biały; chłodniki; zupy owocowe, grzybowe; kapuśniak.
      Bardzo lubię też parówki zawijane w naleśnikach i zapiekane w sosie pomidorowym.

      Tak, to jest to chyba niezbyt lubiane miasto, niezbyt lubiane w całej reszcie naszego kraju ;)
      Arkadia – dużo by tu można opowiadać, nie wiem co Cię konkretnie ciekawi? Mnie się przejadła dosyć dawno temu, bo mam do niej dosyć blisko i od momentu jej otwarcia bywałem setki razy, układ znakomitej większości sklepów znam na pamięć. Po tym jak przestałem tam bywać, jakoś ze dwa lata temu, to pojawiam się tam stosunkowo rzadko i to by było raz na jakieś 2-3 miesiące. W sumie jeszcze bliżej mam do chyba teraz, teraz bo po otwarciu nie tak dawno, do drugiego i o wiele bardziej modnego miejsca, wiesz – trendy i te sprawy, masa małolactwa, lanserów itp., czyli do „Złotych tarasów”. Zaraz po otwarciu bywałem tam też dosyć sporo razy, ale po pierwsze to miejsce jakoś niezbyt przypadło mi do gustu, ze względu na wymienianych głównych bywalców, a dwa tam jest drożej niż w innych galeriach, więc wróciłem do Arkadii, a teraz raczej omijam. Najdroższym centrum handlowym w Wawie jest chyba dosyć stare „Blue city”, tam na samym początku był prawdziwy natłok jakichś ekskluzywnych sklepów i ceny przyprawiały o zawroty głowy, nawet market jedzeniowy był znacząco droższy. No i taki trend utrzymywał się wiele lat, a jak jest teraz nie wiem, bo już od dłuższego czasu tam nie byłem.
      Jako osoba mieszkająca na stałe w centrum wielkiego miasta doceniam czasem uroki przedmieścia i jak tylko możemy, a możemy często ;) to jeździmy do galerii handlowych położonych w otaczających je dzielnicach. Mamy swoje ulubione i powiem Ci, że wystarczy oddalić się od śródmieścia o jakieś kilka kilometrów i ceny odczuwalnie spadają. Jak mogę i mam okazję, to korzystam z uroków satelit warszawskich, gdzie jest cała masa sklepów, a ceny są już małomiasteczkowe. Wtedy robię zakupy na zapas, bo przecież nie jestem tragarzem i jak wrzucę do bagażnika, to same jadą, nie? :) Lepiej jak się tylko da, to jednak wozić coś konkretnego w bagażniku zamiast… powietrza! ;D
      Co do wypasionych sklepów to bardzo dawno temu lubiłem Makro, ale miałem do niego (do najbliższego i jedynego wtedy) dosyć daleko. Potem, jakoś pewnie niebawem będzie ze 20 lat temu, pojawił się Selgros i przez lata uwielbiałem ten sklep za różnorodność towarów i niskie ceny na jakieś zbiorcze opakowania. Potem niskie ceny się skończyły, bo markety i dyskonty zaczęły tak trząść rynkiem, że pobicie ich graniczy z niemożliwością, ale wpadam do Selgrosa raz na jakiś czas, bo zdarzają się w nim jeszcze spore okazje do zakupu. Ja sam jestem cierpliwy, tak sądzę, a przynajmniej bardzo staram się być i wyczekuję odpowiedniej chwili by kupić coś co chcę. I tak np. w Biedrze potrafię czekać tygodniami aż pojawi się jakiś produkt. Co mam nadzieję oczywiste nie mówię tu o bułkach, mleku itp. tylko bardziej mam na myśli kosmetyki, alkohole itd. czyli rzeczy nie takiej pierwszej potrzeby, które kupuje się raz na jakiś czas, bo na dłużej starczają, albo mogą dłużej leżeć. Gdy się wyczeka odpowiednią chwilę, to wtedy kupuję na mały zapas i tak potrafię kupić markowe pasty do zębów i szczoteczki, dezodoranty, szampony czy inne płyny do kąpieli w promocji za nieraz połowę regularnej ceny. Po co płacić X za jakiś produkt, kiedy wiedząc, że bywa on raz na jakiś czas za ułamek swojej ceny i czy jest to X-30% czy X-40% czy nawet jak pisałem X-50%, można go wtedy czekając na te specjalne momenty zawsze mieć za część ceny?! Trzeba być sprytnym, nie? ;) Na pewno starać się być sprytniejszym, niż spece od marketingu myślą, że jesteśmy! Hehe!
      Oczywiście wspomagam też rodzimy handel i raz na jakiś czas kupię kilka rzeczy w drobnym rodzimym sklepiku, u małego sprzedawcy, u pani/pana na bazarku itp. Trzeba pomagać takim małym przedsiębiorcom, bo oni dostają od wielkich kołchozów handlowych ostro po dupie i bez nas zginą. Lecz zawsze i wszystkiego też nie dałbym rady u nich kupować, bo czasem zwyczajnie nie mają danego produktu, który akurat chcę, a dwa to mój jakiś tam ograniczony budżet by tego jak nic nie wytrzymał. :[

      U mnie straszna duchota się teraz zrobiła i słońce coraz bardziej bezlitośnie przypieka, ale… jak znam życie gdy nadejdą wakacje i zaczną się urlopy, to przestanie! Złośliwość rzeczy martwych :P

           

           

      Wszystkiego dobrego na kolejny słoneczny dzień!

           

      • -
      • +
      • 0
    • free_dom

      @ZSGifMan To widzę,że prawdziwy smakosz jest z ciebie :). No owoców morza to ja nigdy nie jadłam. Nie próbowałam,bo jakoś mnie to nie przekonuje. Ludzie potrafią jeść pizzę z krewetkami itp,a ja nie mogę się przemóc. Z zup przez ciebie wymienionych to lubię rosół,pomidorową i grzybową z jednym "ale". Pomidorową preferuje z dodatkami warzyw i mięsa. Nie samą wodę tylko treściwą z makaronem świderki. Rosołem trudno się najeść z racji,że jest cienki. Dlatego przeważnie jemy drugie danie,np.placki na słodko. Już mam zapowiedź,że będzie w weekend na obiad. Z tej zupy uwielbiam jeść mięso. Zawsze zjem udko z kurczaka i obgryze gnata. Skoro jadasz właściwie wszystko to znaczy,że lubisz też pizzę. Wolisz z pizzerii czy sklepową-mrożoną czy z lodówki? Z takiego typu jedzenia mogę ci polecić,chociaż możliwe,że jadłeś/jadasz plecaki tortille z dodatkami,np.mięsa z kurczaka w przyprawie gyros, czerwonej cebuli, ogórka świeżego, papryki, fety, rukoli i jakiegoś sosu. Zawijasz wszystko i masz gotowy obiad. Bardzo sycący(przynajmniej dla mnie) i smaczny. Wczoraj jadłam je na obiad i po trzeciej nie zjadłam do końca,bo już nie mogłam. Wyrzuciłam resztę do kosza. Bardzo niewiele,bo nie lubię wyrzucać jedzenia. Jednak czasem lepiej nie jeść na siłę i wyrzucić aniżeli mieć jakieś problemy żołądkowe i wymioty.

      Jak tak czytam twój opis Wawy to czuję się tak jakbym w niej była :D. Oczami wyobraźni widzę ogromne korki uliczne w godzinach szczytu. Zapewne się nie mylę? W końcu to największe miasto w Polsce i na pewno jest zatłoczone. Widzę,że mieszkasz w naprawdę dobrej lokalizacji. Nie dość,że w centrum stolicy to jeszcze blisko Arkadii. Jeśli chodzi o to centrum handlowe to zapewne jest takie samo jak wiele innych w Polsce. Wszystkie z nich mają podstawową funkcję: chodzenie po sklepach w celu robienia zakupów i wydawania pieniędzy. Różnica polega na ilości sklepów. Jedne mają ich mnóstwo,a drugie niewiele, tzw.kameralne. Tobie ona się przejadła,bo masz ją na co dzień. Nie robi na tobie wrażenie. Tak jak na mnie bulwar gdyński. Turyści zachwycają się dostępem do morza itp,a dla mnie to nie jest nic szczególnego. Zresztą,rzadko na nim bywam. Jakoś mi się nie chce po nim spacerować. Nie mam ochoty. Ty będąc mieszkańcem Wawy na pewno masz pełno wokół siebie biedronek,rossmanów,KFC, McDonald’s itp. To jest bardzo fajne. Ja bym nie potrafiła mieszkać na wsi lub na jakimś zadupiu,gdzie wszędzie jest daleko i jeżdżą maksymalnie 3 autobusy raz na 2 godziny. Dobra komunikacja miejska jest bardzo potrzebna i istotna. W Wawce też jest metro. Czy w stolicy mieszkasz od urodzenia czy też się przeprowadzałeś?

      Co do biedronki to ogólnie nie przepadam za tym marketem. Wolę Kaufland. Ma podobne ceny,ale większy asortyment. W pierwszym sklepie lubię jedynie akcje tematyczne(Lidl jest pod tym względem jeszcze lepszy) oraz jak ty zniżki typu kup 2 i zapłać mniej. Opłaca się kupić jak mówisz np.chemie na zapas i trzymać w szafce. Nie zepsuje się szybko tak jak żywność. Ma dłuższą datę ważności. Takie czasy nastały,że ludzie szukają wszędzie promocji,aby zaoszczędzić. W Rossmanie 2 razy w roku w kwietniu i w październiku jest obniżka -49% i -55% na wszelkiego rodzaju kosmetyki. Opłaca się kupić więcej na zapas za połowę ceny. I tym sposobem mam swój prywatny zapasik i nie muszę teraz nic kupować. Omijam szerokim łukiem takie sklepy jak Żabka,bo nie opłaca się według mnie tak kupować. Słaby wybór i drożyzna. Sprawdza się jedynie w przypadku np.niedzieli nie handlowej, gdy zapomni się kupić dzień wcześniej np.majonezu, a wszystko inne jest zamknięte.

      Najgorsze jest to jak upały się zaczną w maju i męczą aż do września lub kiedy znikną w wakacje i lato jest do dupy. 2 lata temu u mnie cały lipiec i sierpień był deszczowy. 11 maja 2017 roku spadł u nas…śnieg! :D. "Piękna zima tej wiosny". Totalne załamanie pogody. Jeszcze tego brakuje,żeby zaczął sypać śnieg w czerwcu, hehe.

      Ostatnie pytanie na dzisiaj: jaki masz stosunek do książek? Lubisz je czytać czy nie za bardzo? Wolisz wypożyczać z biblioteki czy mieć własne? Prawdę powiedziawszy ostatni raz czytałam książkę w 2017 roku. Nie mam jakoś natchnienia. Obiecałam sobie,że w wakacje zabiorę się za czytanie jeszcze nieprzeczytanych. U mnie z czytaniem różnie bywało. Raz czytałam częściej,raz rzadziej. Jak jest z tym u ciebie?

      • -
      • +
      • 0
    • ZSGifMan

      @free_dom

      Pizza z krewetkami jest dobra, ale najlepsza według mnie, to taka z małżami i anchois! :)
      Oczywiście z tuńczykiem też lubię, choć sam tuńczyk jest nieco suchą rybą, więc jak już coś to bardziej oczywiście przepysznego łososia, ale ten na pizzy to raczej niespotykany dodatek. No chyba, że się go samemu dołoży. Można próbować ;)
      Jak chodzi o pomidorową, to ja właśnie niezbyt przepadam jak mi coś w niej pływa, oprócz jakiegoś drobnego makaroniku lub o wiele lepiej kluseczek typu zacierki. Zupa taka jak dla mnie nie może być za rzadka, a przez to sformułowanie mam na myśli żeby nie była to tylko woda zabarwiona koncentratem pomidorowym, ale też samymi pomidorami, sokiem z nich i/lub pulpą. Taka pomidorowa mocno pomidorowa, to jest pomidorowa ;D Taką lubię, bardzo!
      Pizza to najlepiej z pizzerii i to też nie każdej, bo większość niestety kaleczy pizzę. Ze znanych i sieciówek to nie cierpię TelePizzy – według mnie to jest chała najwyższych lotów. Z godnych polecenia to rzecz jasna DaGrasso, PizzaHut oraz Biesiadowo. Dominium kiedyś jadłem kilka sztuk i chyba dobre były nawet, ale mam przedziwne wrażenie, że się po latach nieco zepsuły, bo całe wieki tam nie byłem i właśnie chyba tylko dlatego. Są i trafiają się małe pizzerie, które biją na głowę te wielkie kołchozy. Ja znam jeden mały lokalik, no może nawet dwa, ale ten który przyszedł mi pierwszy na myśl jest the best! Właścicielem jest Polak, który lata spędził na kuchni gdzieś na Wyspach, wrócił kilka lat temu do kraju i poszedł w gastronomię. Bywał też we Włoszech i pobrał jakieś tajniki odnośnie tamtejszych dań, bo zabrał się za temat od najbardziej profesjonalnej strony… czyli sprowadzania mąki na pizzę i wszelkie makarony z Włoch. Pamiętam, bo mi wiele razy opowiadał jak to szukali młyna i negocjowali dostawy i ceny, większość składników jest jednak z kraju, bo nie da się wszystkiego ciągnąć z południa, ale i tak ten podstawowy składnik przesądza o ostatecznym smaku, a ten jest wyjątkowy! Nawet takie głupoty jak sosy do pizzy, to jest smak i jakość jakiej nigdzie indziej nie uraczysz. Pizza jest dosyć cienka, podobno bardzo tradycyjna i dodatków też nie żałują, a teraz najlepsze… ceny jak gdzieś indziej, a wciągu dnia w czasie promocji czasowych nawet niższe. To jest według tego właściciela zmora naszych czasów – ludzie bez pakietów promocji i bez konkurencyjnych cen nie chcą kupować, nawet jeśli jakość miałaby być super wysoka i co oczywiste cena też. Przedziwne, większość lubi tani i zazwyczaj dostają za to 'tanio' co jasne – dziadowsko!

      Korki to faktycznie przekleństwo, ale to już chyba każdego większego miasta. Jak tylko mogę, to staram się unikać nieodpowiednich godzin do jazdy samochodem i nawet mi się to dobrze udaje, a w reszcie sytuacji i gdy tylko pozwala na to pogoda, to śmigam rowerem. Gdy ma się coś do załatwienia niezbyt daleko i w samym centrum, bądź w ścisłym centrum, to nie ma nic lepszego i rower bije nawet komunikację miejską, która pomimo torów i buspasów czasem się nieźle wlecze. Do powiedzmy kilku przystanków rower bije je na głowę, a gdy w grę wchodzą jakieś przesiadki, to już nie ma o czym rozmawiać i nawet nie biorę pod uwagę wciskania się do śmierdzących autobusów lub tramwajów. Oprócz ułatwiania dojazdów i przemieszczania się rower jest też świetnym źródłem rozrywki i rekreacji, kilka lat temu bardzo polubiłem jeżdżenie po mieście i poznawanie nowych zakątków, o istnieniu których nie miałem wcześniej pojęcia. A to wszystko pomimo iż Wawę znam/znałem (tak mi się wydaje) bardzo dobrze. No to teraz znam jeszcze lepiej ;)
      Ze stolicą związany jestem 'całe wieki'. Najlepsze jest to co piszesz – wszelkie jej atrakcje turystyczne zupełnie mnie nie pociągają i z wycieczkami szkolnymi bywałem w najbardziej znanych i najważniejszych, ale żebym sam… co to to nie. Plac Zamkowy jest dla mnie tak powszedni jak dla mieszkańca Krakowa Sukiennice, a dla kogoś z Pipidowa Dolnego rynek w jego mieścinie.
      Mieszkam w takim miejscu, właściwie samo centrum, że do szkół, przychodni, sklepów, urzędu miasta/dzielnicy, Pajaca itd. jest przysłowiowy 'rzut beretem' :) Pod blokiem mam na dole biedrę, nieopodal jest kolejna, jeszcze nieco dalej następna więc niejako nie mam wyboru. Są też żaby, fresze itd. Nawet kilka kerfurów ekspres jest. Do tego cała masa innych mniejszych i większych sklepów, sklepików, dyskontów, marketów i jak ich tam jeszcze nie zwał. Wolę już tę biedrę, bo niezbyt lubię szwindla i kauflanda biorąc pod uwagę skąd jest ich kapitał i czyje łapska są ich właścicielami. Sporo kupujemy w oszołomie (Auchan), bo ma o wiele niższe ceny niż np. z tego samego kraju pochodzący kerfur. Do tego jak dołożymy wspominane wcześniej oddalenie od centrum, to ceny spadają jeszcze bardziej i naprawdę opłaca się pojechać dalej, bo zyski przy nieco większych zakupach są odczuwalne.
      Z promocji to niezbyt lubię wielosztuki, czy jak to zwał, jak piszesz kup 2 w cenie trzech, albo kup 1 a drugi za pół ceny. Osobiście bardziej wolę czasowe promocje ze zniżką ceny, bo nie zawsze potrzeba kilku takich samych rzeczy, ale gdy nie ma wyjścia i promocja jest opłacalna, to biorę na zapas. Co do żabek, to całkowita zgoda – tam jest cholerna drożyzna i to raczej tylko i wyłącznie doraźne zakupy najpotrzebniejszych i brakujących w danej chwili produktów. Np. takie gumy Turbo kupiłem ostatnio w oszołomie po 30 gr za sztukę, patrzę kilka dni temu w żabie… tam są po 60gr! 100%!! Granda w biały dzień, ale co zrobić?!

      Przykro mi, ale nigdy nie przepadałem za czytaniem książek, co nie znaczy, że nic nie czytałem. Jak już czytałem kiedyś to zazwyczaj Alistaira MacLeana, chyba Kena Folletta też, nie wiem, niezbyt pamiętam. Z beletrystyki było też kilku innych, najbardziej miło wspominam z dzieciństwa czytanie „Komu bije dzwon’ i jeszcze jedna o działaniach wojennych podczas II WŚ,a le nie pamiętam niestety tytułu. Zapewne mało książek przeczytałem, mniej niż inne mole książkowe, teraz lubię literaturę popularno-naukową, uwielbiam Stevena Hawkinga. Z racji zawodu czytam też literaturę… techniczną, jednak zazwyczaj tylko w PDFach. Oczywiście lektury w szkole się musiało czytać, ale jakoś w średniej przerzuciłem się na… streszczenia, hehe ;D

           

           

      • -
      • +
      • 0
    • free_dom

      @ZSGifMan Ja swego czasu jadłam pomidorową tylko z ryżem. Przerzuciłam się z czasem na makaron świderki. Według niektórych ludzi zupa to nie obiad,bo nie da się nią najeść. Zależy jaką. Jak wspomniałam lubię pomidorową nieco gęstszą i treściwą. Nie samą wodę. Rosół dla mnie jest tylko i wyłącznie na bazie gnata i uda z kurczaka, a nie z kostki. Mówię,że rosół bez charakterystycznych pływających "oczek" jest fałszywy :D. Ciężko się nim najeść,ale i tak go lubię. Pizze też wolę z pizzerii,choć jak mówisz nie z każdej. Trzeba trafić na taką,którą tobie podpisuje zarówno smakiem jak i cenowo. W ubiegłym roku poszłam do nowo otwartej niedaleko domu. Zapłaciłam za taką zwykłą dużą z pieczarkami 25 zł i wzięłam na wynos (24 zł pizza i złotówka za opakowanie) i wiesz co? Kompletnie była nie warta tych pieniędzy. Nie postarali się. Była bez smaku,bo pożałowali przypraw. Można było ją zjeść,ale jadłam lepsze. I widzisz-człowiek zapłaci i chce smacznie zjeść, a personel nie postara się i klient jest suma sumarum jest niezadowolony. Postanowiłam,że więcej u nich już nic nie zamówie i trzymam się tego postanowienia. Z wymienionych przez ciebie sieciówek jadłam jedynie raz w 2010 roku w PizzaHut i niestety nie podpasowała mi. Ciasto było za cienkie i pizza była niesmaczna. Poza tym tam wcale nie jest tanio według mnie. Lubię najbardziej z pieczarkami i kawałkami mięsa z kurczaka na grubszym cieście. Nie całkiem grubym,ale też nie cieniutkim. Nieznosze ciągnącego się sera. W tym przypadku również wolę cieńszy. W biedronce jest w sprzedaży całkiem dobra z kurczakiem za 7,99zł tylko ciasto ma suche i lepiej ją polać ketchupem. Okropna jest Ristorante. Jest zdecydowanie przereklamowana. Te gadki "jak we włoskiej restauracji". Taaa,jasne…. lubiłam także Gusseppe,ale z biegiem czasu mi się przejadła. Poza tym pogorszyła się w smaku. Od czasu do czasu zjem małą Rigge z pieczarkami. Takie mrożone pizzę mają ten minus,że przeważnie posiadają tyle dodatków i sera co kot napłakał i trzeba samemu sobie czegoś dodać z lodówki,żeby jakoś smakowała. Najlepsza jest świeża,prosto z pieca.

      Mieszkasz w bloku powiadasz-dzięki kolejnym informacjom coraz bardziej mi się rozjaśnia obraz twojej osoby w głowie :). Widzę,że się rozkręcasz :) Zdradź mi w takim razie na którym piętrze zamieszkujesz. Zapewne windy nie posiadasz. Ja troszkę jestem nie w temacie. Mieszkam w domku jednorodzinnym. To jest moje trzecie miejsce zamieszkania. Z tym,że ja tamtych dwóch nie pamiętam,bo kiedy przeprowadziłam się tutaj to miałam zaledwie 2 lata, więc nic w tym dziwnego,że mam żadnych wspomnień z nimi związanymi. Domyśliłam się,że mieszkając w centrum masz wszystkiego pełno i wiele miejsc jak "rzut beretem". Ja na pewno gdybym teraz pojechała do Wawy i dotarła na miejsce to moja pierwsza reakcja i myśl na zobaczenie tego miasta to byłoby:"Wow!!" :D. Robiłoby to na mnie duże wrażenie. W końcu jak ty nie miałabym tego na co dzień. Inne ma się w takiej sytuacji odczucia. Gdybym zamieszkała na stałe to wtedy z czasem jak tobie wszystko by mi spowszechniało. Nie byłoby to dla mnie żadną atrakcją,lecz z biegiem czasu zwykłą codziennością. Człowiek zachwyca się tym co jest dla niego nowe i początkowo atrakcyjne. Gdy jak wspominałam wcześniej podróżowałam w wakacje w latach 2007-2010 to najbardziej mi się podobało w Zakopanym,Krakowie i we Wrocławiu. Fajnie było sobie pochodzić po mieście i pozwiedzać trochę tego,trochę tamtego.

      Jazda rowerem jest bardzo fajna. Zgodzę się z tobą. Świetna rozrywka i rekreacja. Gorzej jak człowiek się szybko męczy i już po pół godzinie nie ma sił pedałować nogami,eh… Ważne,żeby dopasować sobie odpowiednią pogodę. Tak żeby nie było za gorąco,bo źle się wtedy jeździ ani za zimno. Dobrze też jest mieć duży wybór tras do jeżdżenia. U mnie z tym jest dosyć krucho. Nie mam zbytniego wyboru. Czasem widzę jak ktoś śmiga zimą i podziwiam jego samozaparcie. Mi w wieczory zimowe z domu się nie chce wychodzic. Wychodze tylko wtedy kiedy jest taka konieczność. Niecierpie jak już o wpół do czwartej po południu jest ciemno. Ty też tak masz? Uwielbiam długie i słoneczne dni! Niestety,już niedługo znowu zaczną się skracać. Gdzieś tak w okolicach połowy lipca będzie widać różnicę w długości dnia.

      Komunikacja miejska w czasie korków wręcz tonie. Nawet wtedy autobusy "pośpieszne" przestają być pośpieszne. Różnica wówczas polega jedynie w cenie biletów. Jeszcze jak zatrzymuje się na wszystkich przystankach na "żądanie" to już w ogóle nie ma o czym mówić. Tramwaje mają tą zaletę,że w przeciwieństwie do autobusów i trolejbusów nie stoją w korkach. Tak samo jest w przypadku pociągów. Najgorsze jest to jak robotnicy remontują ulice i wtedy stają się jeszcze większe i zaczynają się wcześniej niż w godzinach szczytu przejazdowego. Gdy spadnie śnieg i wszystko jest zasypane to całe wówczas całe miasto jest sparaliżowane i tkwi w dłuższym bezruchu i zastoju. Jak wspomniałam codziennie korzystam i jeżdżę komunikacją miejską i do pewnych rzeczy już dawno się przyzwyczaiłam,ale wciąż mnie to wkurza. Latem w upalne dni dochodzi dodatkowo duchota w pojazdach i nieraz daje się to we znaki, mimo włączonej klimy i otwartym oknem.

      Ja często korzystam właśnie z tych promocji kup 2 czy tam 3 i zapłać mniej. Opłaca się robić zapasy. Dla mnie żaba to jest zdziarstwo cenowe! Kompletnie nie opłaca się tam robić regularnie większych zakupów. Jak mówisz nawet Auchan jest lepsze. Mają dużo większy asortyment. Minusem są niestety kolejki do kas. Człowiek nieraz nastoi się z jedną czy z dwoma rzeczami. Pół biedy jak cię ktoś przepuści jak zobaczy,że ty masz maksymalnie 2 rzeczy a on cały kosz. Powstają coraz częściej kasy samoobsługowe,więc to też jest jakieś rozwiązanie.m

      W związku z tym,że Wawa również ma dużo kin-Multikino, Cinema City i Helios to czy korzystasz z tych źródeł rozrywki czy też nie? Pytałam się ciebie czy oglądasz stare filmy to teraz czy bywasz w multipleksach,aby coś pooglądać? Jaki masz do nich stosunek? Ja bym częściej chodziła,ale ceny biletów jak z kosmosu. To samo się tyczy jedzenie,choć tutaj akurat można wziąć ze sobą swój własny popcorn lub coś podobnego. Zresztą,do kina się idzie po to,żeby zobaczyć film, a nie konsumować. Dla rodzin takie wyjście trwające maksymalnie 2 h(zależy jak długo trwa film) jest kompletnie nieopłacalne. Za drogo wyjdzie nawet z samymi biletami bez jedzenia. Jeszcze te dziadowskie reklamy! Człowiek płaci niemało za wejście i jeszcze film włączają z opóźnieniem. Nigdy o tej samej godzinie,która widnieje w repertuarze i na wydruku papierowym biletu. Jasne,zawsze można wejść na salę kiedy się skończą,ale wtedy trzeba z kolei po ciemku z telefonem szukać swojego miejsca i uważać,żeby się nie wywalić na schodach i nie wejść komuś na stopę podczas poszukiwań, hehe. Ja niestety mam teraz w mieście tylko Heliosa. Nie opłaca mi się jechać gdzie indziej,żeby film obejrzeć. Ostatnio myślałam,żeby się wybrać,ale godziny w repertuarze mi nie pasowały.

      Powiem ci szczerze,że chciałam ci napisać w poprzedniej wiadomości,że w szkole przeważnie z lenistwa czytałam streszczenia lektur,ale obawiałam się twojej reakcji. Nie wiedziałam jak to odbierzesz. W sensie,że sobie źle pomyślisz o mnie,ale widzę że robiłeś to samo. Zrobiło mi się od razu raźniej :).

      • -
      • +
      • 0
    • ZSGifMan

      @free_dom

      Właśnie ja z ryżem pomidorowej niezbyt lubię, aczkolwiek jak już jest, to jadam. Co do makaronów, zwanych też potocznie kluskami, to ja jem, ale nie jestem fanem. Według mnie kształt makaronu zupełnie nie wpływa na jego smak no chyba, że taki w płatach do lasagne, ale to jest chyba na niego tzn. na ten makaron zupełnie inne ciasto. Rosół z kostki jest tym samym co mleko w proszku, dobry ale tylko jako dodatek do czegoś innego. Też jestem zdania, że porządny rosół musi mieć odpowiednią 'bazę', czyli musi w nim coś konkretnego pływać. Inaczej to nie zupa, musi być jakich gnat i kawałki warzyw.
      Za PizzaHut jakoś strasznie nie szaleję, całe lata tam nie byłem, a opisywana moja opinia tyczyła się raczej tego co o niej pamiętałem z lat 90-tych i początków 2000. Wtedy byłem tam ostatni raz, bo jak wspomniałaś – jest drogo. Ristorante Dra Oetkera lubię, jadałem wiele razy, Guseppe też, Rigga owszem bardzo mi smakuje jak na mrożonki oczywiście i zawsze jak tylko mogę staram się 'rasować' pizze, lub inaczej mówiąc – poddać ją tunigowi ;) Wtedy dokupuję ser, szynkę, salami i co tam tylko jeszcze zamarzy mi się na niej i dokładam, dokładam, dokładam aż taka domowa pizza uzyska grubość ze 3 cm. Ostatnio tzn. jakoś z miesiąc temu żona musiała zostać dwa dni pod rząd dłużej w pracy i na mnie spadł obowiązek karmienia pociechy, ustaliłem z nią, że chcemy pizze rasowaną i taką też zrobiłem. Dziecku smakowała tak bardzo (mocno serowo-szynkowa wersja), że na drugi dzień zażyczyła sobie powtórkę! No i dostała :)

      Mieszkam w centrum w wieżowcu kilkunastopiętrowym… praktycznie na samym dole. Nie, na cale szczęście nie parter, choć tu by było ciężko, bo mieszkań brak i tylko handel, usługi i gastronomia. O dziwo mam windę, a nawet kilka do wyboru do koloru. Wcale się nie rozkręcam, bo już jestem rozkręcony ;) Jakoś więcej pisać z ludźmi na forach ogólnych zacząłem jakieś 2-3 lata temu i gdyby nie to, że zawsze piszę jak jest naprawdę, lub pomijam coś czego nie chcę powiedzieć, to już bym nie wiedział co komu mówiłem, w sumie tyle tego było, że właściwie pamiętam tylko z grubsza. Śmiało się dzielę takimi opisami jak blok, zwyczaje żywieniowe, upodobania sportowe i rozrywkowe lub rozmiar buta, bo z takich danych nawet i umysł księdza Mateusza nie poskładałby portretu psychologicznego! ;p Nie mówiąc już o dopasowaniu do niego danych osobowych i adresu, hehe.
      Mam też ciągłą styczność z małym miastem, w sumie to średniej wielkości miasteczkiem, bywam też nieraz w małych mieścinach i lubię klimaty ciszy, spokoju jaki tam panuje i tego całego sennego życia jakie wiodą ich mieszkańcy. Nie przeszkadza mi też jakoś bardzo zgiełk wielkich aglomeracji, ale wszystko zależy oczywiście, gdzie się mieszka. Moja 'wieża' stoi w takim miejscu, że na jedną stronę jest wielka ciągle stojąca korkiem ulica, z drugiej mały skwer/park i jest cisza. Ale tylko do pewnego piętra, bo wyższe i najwyższe 'widzą' już ponad innymi budynkami kolejne wielkie równie zapchane ulice. U nas nisko przez okna widać w okresie zielonym tylko drzewa – mieszka się niczym w parku! ;) To jest super! Pozostała część roku… no niestety widać już parkingi, samochody i budynki za tym parkiem usianym kikutami drzew bez liści. Szkoda wielka, że nikt nie pomyślał o jakichś iglakach, ale te w miastach są raczej rzadko spotykanie, niezbyt popularne.

      Jazda rowerem to nawet nie tyle wymaga kondycji i zaprawy, bo to rzecz jasna też, ale zawsze potrzebne jest rozplanowanie trasy i rozłożenie sił. Jak jadę na dłużej i dalej, to unikam szybkiego ruszania, staram się jak najmniej hamować i jak chyba pisałem w ostatni weekend, czyli tydzień temu, stuknąłem 45 kilo. Żaden wielki wyczyn teraz przy odpowiednim planowaniu sił, bo wcześniej około 40 to ledwo do domu wracałem, ale tempo miałem konkretne i jak się okazuje za duże i niepotrzebne. Jak wyjeżdżam na krótko, co mi się rzadko zdarza, ale jednak, to tak cisnę, że doganiam i wyprzedzam tych modnisiów na elektrycznych hulajnogach, a one potrafią podobno jeździć od 25km/h do nawet 30. No, ale po kwadransie takich popisów muszę zwolnić, a po jakiejś pół godzinie mam już dosyć. Poza tym jest pewien zakres prędkości, który praktycznie nie męczy jadącego i gdy mamy w miarę równy teren, a nie jakieś góry-doliny, to jazda jest bezwysiłkowa i efektywna. Zwiększając prędkość dochodzimy do pułapu, gdzie wysiłek staje się niewspółmiernie duży do zysku na czasie przejazdu. Po kilku latach wreszcie do tego doszedłem ;)
      Niedawno kupiłem sobie jakieś tandetne lampki (taniość;) byleby tylko świeciły, a świecą dobrze, to mogę jeździć po ulicach na legalu, bo wcześniej przez lata przemykałem nocami niezauważony. Jak wyjeżdżam pojeździć popołudniem, to nieraz wracam późną nocą i jest ciemno od dawna. Polubiłem jeżdżenie w nocy, bo wtedy wszystko wygląda inaczej, miasto ma swoje drugie oblicze. Zimą też jeździłem wiele razy, ale to w młodości, czyli całe lata temu. Rower odstawiam jakoś w listopadzie i wyciągam w marcu jak pogoda zaczyna dopisywać. Mam znajomego, sąsiada, który śmiga góralem w zimie i ostatnio (styczeń-luty) nagabywał mnie na takie jazdy. Twierdził, że pogoda jest świetna, bo jest około 2-3 stopni i nie będzie z nosa leciał taki 'glut' jak przy zerze i mniej. Maniak…

      Korki korkami, ale jak ludzie nawsiadają do samochodów i wyjadą na ulice w tej samej chwili, to tak musi o niestety wyglądać. Jednak wykopy, lanie betonu, asfaltu, wieczne objazdy… gdzie by się nie ruszył ciągle coś grzebią i pomimo że mam świadomość ukończenia po wielu miesiącach gmerania jakichś prac, to zaraz zaczynające się nieopodal sprawiają wrażenie nieustannego jednego wielkiego remontu! Masakra, gdy do tego dołożyć jeszcze autobusy, samochody i upały. Ten żar lejący się z nieba w połączeniu ze spalinami, choć teraz i tak spaliny są niczym woń kadzidełek w porównaniu do tego, co było jakieś 20-30 lat temu. Pamiętam czasy kiedy ruszający z przystanku Ikarus zostawiał stojących na nim ludzi w tumanach toksycznej czarnej chmury… to były czasy(!), teraz nie ma co narzekać, bo jest bajka i sto razy lepiej! Jak nie tysiąc :)

      W kinach widziałem sporo filmów, to temat na osobny post. Miałem spora przerwę w chodzeniu i to było jakoś do 2004 do 2010. Wtedy to kumpel oznajmił, że jego żona dostała z pracy vouchery i trzeba je wykorzystać, bo nie ma nić gorszego niż marnotrawstwo. No i chodziliśmy na filmy od 2010 do 2016, ale jak wszystko – skończyło się. Od tego roku nie byłem w kinie na niczym i choć mnie oczywiście stać, to jednak sam i z lenistwa nie chodzę. Powszechność serwisów streamingowych i tych spod znaku przepaski na oko zazwyczaj ;) powodują, że nigdzie się nie ruszam. Dużo filmów w ten sposób oglądałem w latach 2016-2018, ale teraz jakoś już mnie to mniej kręci i ciężej się zebrać do oglądania. Ale staram się.
      Co do napadania za jakieś zachowanie, to raczej nie ja, ale pod warunkiem, gdy wychodzi to podczas zwykłej rozmowy i nie jest tematem przechwałek, propagandy itd. Oczywiście nie mogą to być też jakieś karygodne zachowania, ale nie będąc zakłamanym i mając na uwadze to, że mam świadomość, iż sam nie jestem święty, tym łatwiej mi przymykać oko na cudze jakieś tam wyskoki.
      Czytanie streszczeń – nic wielkiego, nie wiem czemu miałaś taki zgryz, ja pamiętam u mnie cała klasa się tak ratowała, bo raczej nie było asów i chętnych na czytanie jakichś mądrości pokroju Ferdydurke… hehe! Polonistka w technikum puściła nam na VHS, cała klasa płakała na zmianę z zażenowaniem. Ona sama też nie oczekiwała po nas niczego więcej. Moja córa, wzorowa uczennica i posiadaczka czerwonych pasków ostatnio w natłoku różnych zajęć stwierdziła, że przerzuca się na streszczenia, bo nie ma czasu na czytanie lektur. Doskonale wiedząc z żoną, że ma całkowitą rację nawet nie podjęliśmy tego tematu.

           

           

      • -
      • +
      • 0
    • free_dom

      @ZSGifMan Kształt makaronu ma według mnie znaczenie dla niektórych potraw. Świderki jakoś nie pasują mi do rosołu i spaghetti. Do lasagne też jest przeznaczony tylko jeden rodzaj makaronowy. Jak wspomniałam wolę pizzę prosto z pieca z pizzerni, ale mrożone generalnie też nie są źle. Trzeba trafić na taką co zasmakuje. Często trzeba je podratować i zrobić tak jak ty,czyli dodać sobie sera,szynki,salami itp żeby jakoś to smakowało. Niestety,ale często dodatki są w nich w ilościach śladowych. Kiedyś jadałam często reklamowaną Gusseppe. Parę miesięcy temu spróbowałam jej w nowej wersji z kebabem i…rozczarowałam się. Nie podjechała mi,niestety. Biedronkowa ujdzie od biedy. Co jakiś czas wprowadzają nowości,więc można spróbować. Kiedyś jadłam od nich czasem lasagne bolognese. Może też ją jadłeś. Całkiem smaczna i bardzo syta. Jednak wolę domową. Na pewno jest zdrowsza od takiej sklepowej. Raz skosztowałem takiej z Kauflandu i powiem ci całkiem szczerze,że trudno było ją zjeść do końca. Bardzo niesmaczna.

      Napisałeś w poprzednim poście,że na dole w bloku masz biedronkę,więc doszłam do wniosku,że mieszkasz w właśnie w bloku. Skoro jednak jesteś mieszkańcem wieżowca to nic w tym dziwnego,że masz windę. Pół biedy jak ktoś jak ty mieszka na dole. Gorzej jak pomieszkuje na 11 piętrze. Nie wyobrażam sobie mieszkać tak wysoko, nie mieć windy i chodzić kilka razy dziennie po schodach. Człowiek zejdzie na dół,za chwile mu się przypomni,że zapomniał np.parasolki i musi z powrotem wspinać się o własnych siłach na 11 piętro,a później znowu po nich schodzić. Koszmar! Na dłuższą metę jest to bardzo męczące. W blokach jest o tyle lepiej i łatwiej,że jest mniej pięter. Powiem szczerze,że kiedy 2 tygodnie temu byłam u babci(wspomniałam o tym) w jej nowym mieszkaniu znajdującym w kamienicy w centrum miasta,centralnie przy ulicy to zdyszałam się idąc od parteru na 4 piętro. Wtedy od razu pomyślałam sobie:"przydałaby się winda!" hehe. Mój dziadek mieszkaniu na ostatnim piętrze,czyli 11. Winda dojeżdża do 10,więc musi sobie kawałek podejść.

      Ok,rozumiem :) Powiem ci tak, nawet gdybyś mi podał swój szczegółowy adres zamieszkania to i tak bym nie pojechała za tobą. Nie zastałbyś mnie na swojej wycieraczce lub na parapecie okiennym, hehe. Po co miałabym to robić? Bez przesady, bądźmy poważni. Dorośli i normalni ludzie się tak nie zachowują. Tak jak mówiłam-miasto zamieszkania, rozmiar bura itp to są bardzo ogólne informacje Każdy ma prawo zwłaszcza w necie nie chcieć wszystkiego podawać ze względów bezpieczeństwa. To jest całkowicie zrozumiałe. Nie należy wszystkiego od razu o sobie ujawniać. Neutralna rozmowa jest jak najbardziej ok.

      No to masz ładny widoczek za oknem,skoro po drugiej stronie znajduje się u ciebie skwer/park. Ja też lubię ciche i spokojne miejsca. Mogłabym z całą pewnością mieszkać w jakimś mniejszym miasteczku. Byleby nie na wsi. Trudno byłoby mi się na niej odnaleźć.Ja niestety nie posiadam ładnego widoku. Mieszkam na uboczu. Za oknem widać u mnie asfald i ulice. Za nią jakąś łąkę i z daleka stocznie. Jak widzisz,nic ciekawego. Nie mam zbytnio wyboru tras rowerowych. U mnie problem polega głównie na tym,że ją się niestety szybko męczę. Potrafię się przejechać w jedną stronę i po pół godzinie jestem już zmęczona :( Nie mam sił dalej pedałować. Muszę sobie robić postoje,żeby chwilę odpocząć. W ubiegłym roku po paru latach przerwy wsiadłam na rower i następnego dnia miałam mega zakwasy w nogach. Ale mnie bolało!! Mięśnie były nieprzyzwyczajone do takiego wysiłku. Jak mowisz-trzeba rozplanować siły. Nigdy nie jechałam w nocy. Zwyczajnie że strachu,choć wierzę,że jazda rowerowa po zapadnięciu zmroku może być naprawdę fajna. Może kiedyś też się odważę? Najpóźniej jeździłam do 20. Twój znajomy to prawdziwy hardcore! :) Trzeba mieć naprawdę w sobie dużo samozaparcia i determinacji,żeby śmigać góralem w porze zimowej. Podziwiam tzw.morsów,którzy kąpią się w lodowatej wodzie. Ja bym tak nie dała rady. Bałabym się tego,że dostałabym jakiegoś zapalenia płuc czy jeszcze innego nieprzyjemnego choróbska. Ich organizmy są zapewne już zahartowane. Co do tego,że jeździłeś zimą rowerem w młodości-chyba nie czujesz się już stary? :):)

      U mnie w mieście ciągle coś robią na drogach. W ubiegły czwartek jeden przystanek jechałam(niewielka odległość) jechałam ok.pół godziny!!! Była zamknięta ulica przez tydzień i dodatkowo była to godzina szczytu. Kierowca w drodze wyjątku wypuszczał ludzi poza przystankami. Stwierdził,że i tak staliśmy więc co za różnica. Po jego minie widzialam,że był też bardzo niezadowolony z takiego obrotu sytuacji. W takie dni nic nie kursuje zgodnie z rozkładem,ale akurat w tym nie ma nic dziwnego. Tak jak mówisz- ileś osob wyjedzie wmtum samym czasie na jezdnię i korek nieunikniony. Taki "urok’ dużych miast. Na wsi pewnie jest trochę inaczej.

      Ja do kina często chodziłam w latach 2009-2012. W 2017 byłam na paru filmach. Jak wspomniałam chętnie bym chodziła częściej, gdyby nie kosmiczne ceny. Wolę film obejrzeć w kinie na wielkim ekranie. Nie oszukujmy się-takiego obrazu i dźwięku nie uzyskasz na domowym sprzęcie. W multipleksach jest lepsza jakość. W domu to nie jest to samo. Kino ma swój niepowtarzalny klimat. Nie lubię długich reklam,ale ponoć gdyby nie one to by bilety byłyby jeszcze droższe. Lubię ten moment,gdy gaśnie światło i rozjaśnia się wielki kinowy ekran :)

      Nie wiedziałam jak zareagujesz. Nie chciałam,żebyś pomyślał sobie o mnie źle na zasadzie:"jak można nie czytać lektur". Skoro jednak mamy takie samo zdanie na ten temat to powiem wprost: miałam wylane na czytanie ich. Nie lubiłam ich i nie ciekawiły mnie,więc czytałam streszczenia. Szłam na łatwiznę. Było mi to na rękę. Po prostu nudziły mnie. Nie byłam w stanie czytać ich bez efektu znużenia. Gorzej jak polonistka,a zarazem moja była wychowawczyni robiła nam później kartkówkę z lektury. Oj,różnie z tym bywało. Pół biedy jak jeszcze były zadania zamknięte na wybranie odpowiedzi A,B lub C. Można było postrzelać. A nóż się uda, hehe.

      U mnie upałów ciąg dalszy,trudno to momentami wytrzymać, ehh… W ciągu dnia ok.15 była wielka ulewa. Deszcz zaczął padać jak oszalały. Później się rozpogodziło. Czuć,że lato jest tuż,tuż. Czas tak szybko płynie,że dopiero co był sylwester,a już jest czerwiec.

      • -
      • +
      • 0
    • KRCK

      Dobry wieczór.

      @ZSGifMan "Ale musisz jeszcze nam tylko powiedzieć o której godzinie stałeś przed tą kamerką i machałeś nam… parasolką? :D"

      Plucha była, to oglądałem filmy. ;)

      @Montagos Cześć, kope lat chciałoby się napisać. ;) Anegdota o Telegazecie pierwsza klasa. Sam kiedyś sprawdzałem wyniki meczów :D jeszcze w czasach, gdy internet nie był powszechnie dostępny. Pamiętam też, że były seks-czaty. xD

      • -
      • +
      • 0
    • BuziakL

      @KRCK @Michael_Corleone @LakiLou @free_dom @ZSGifMan @Esoteric @Montagos i inni z forum, cześć Wam wszystkim.
      Przewijam stronę i przewijam, by zobaczyć, kiedy pisałam ostatni raz i nie mogę dotrzeć do tego miejsca :D !
      Jejku ile zaległości.. ale nadrobię.

      Życzę Wszystkim świetnego dnia, u mnie istna patelnia, ale jest fajnie. Po pracy idę na działkę.

      • -
      • +
      • 0
    • Michael_Corleone

      @BuziakL

      Sprowokowała mnie Pani do dyskusji na temat Big Brothera a gdy się rozpisałem to zniknęła Pani bez śladu
      a moje wywody stały się obiektem kpin :-))
      Cieszę się, że Pani wróciła i mam nadzieję, że przerwa wynikała z nadmiaru obowiązków i sukcesów życiowych a nie z problemów.

      • -
      • +
      • 0
    • BuziakL

      @Michael_Corleone w temacie BB oczywiście napiszę, już ostatnim razem czytałam obszerną analizę z Pana strony, ale niestety nie miałam czasu odpowiedzieć :(
      W tym tyg. zobaczę, co tam się zadziało, czekamy na finał!
      Moja przerwa była spowodowana pracą i tym, że jest wiosna, więc każdą chwilę staram się wykorzystać poza domem, dzieciaki też ze mną wychodzą, dotleniają się..Oj długo, by pisać.
      Pozdrawiam gorąco i do napisania :)

      • -
      • +
      • 0
    • free_dom

      @BuziakL Ooo widzę,że się zguba znalazła ;) Zacichłaś tak nagle, ale dobrze,że nic się nie stało i wszystko jest w porządku. Aż takich dużych zaległości nie masz,bo w sumie tutaj i tak się niewiele dzieję. Za tydzień rozpoczną się wakacje, więc tymbardziej podejrzewam,że na forum będzie sennie i ze wszystkim się w porę nadąży. Teraźniejsza pogoda bardziej wskazuje na lato niż wiosnę. Dzisiaj u mnie jest ochłodzenie,bo spadł deszcz. Nad ranem około wpół do ósmej to tak rano lało i grzmiało,że aż można było się bać.

      • -
      • +
      • +1
    • LakiLou

      @BuziakL

      Ostatnio bardzo często ich widuje, ale mam nadzieję, że jutro już nie, bo normalnie nie wytrzymam już tych upałów. Lubię gdy jest ciepło, ale bez przesady :D Nawet pieskowi mojemu nic się nie chce :D

      • -
      • +
      • +1
    • ZSGifMan

      @free_dom

      Owszem kształt makaronu ma znaczenie, ale moim zdanie tylko optyczne, bo w przypadku, gdy będą wykonane z takiego samego ciasta kilka różnych próbek o różnych kształtach, to finalnie oprócz walorów wzrokowych smak będzie przecież dokładnie taki sam. Oczywiście nie pasują świderki czy motylki do lasagne, nie mówiąc już o spaghetti, ale w zasadzie makaron o kształcie płatów (lasagne) i nitek (typ spaghetti) załatwiałby sprawę całkowicie i według mnie nie musiałoby być wtedy pozostałych kształtów, no ale skoro już są, to niech będą ;)
      Pizza mrożona pod warunkiem, że nie będzie 'polepszona' całą paletą konserwantów zapewne nie będzie się wiele różniła wartościami odżywczymi od tej świeżej. Różnica będzie natomiast i to zapewne duża jeśli chodzi o smak, bo niestety operacja mrożenia zmienia smak produktów i wprawne kubki smakowe to wyczują. Nie mówię tu już nawet o jakichś specjalistach kulinarnych, ale zwykły świadomy smaków klient jest w stanie bez większych problemów rozróżnić świeżo upieczony chleb czy bułkę od tego odgrzanego po rozmrożeniu. Sytuacja nieco się komplikuje, gdy zamrozimy surowe ciasto bądź zaczyn i dopiero po rozmrożeniu pieczemy lub przyrządzamy ciasto i też pieczemy np. chleb. Wtedy jest już gorzej i trudniej poznać różnicę, zapewne jakaś jest, ale tu już nie każdy ją wyczuje. Właśnie na tym żerują/bazują dzisiejsi sklepikarze spod znaków dyskontów i mrożą na potęgę co tylko się da. Nawet w McDonaldzie frytki są mrożone w workach, nie wspominając o reszcie 'gratów'.

      Zazwyczaj się żałuje, że mieszkasz dosyć nisko, bo wyżej to i widoki lepsze, powietrze pewnie nieco czystsze, bo cięższe zanieczyszczone zalega niżej, a i hałasów też mniej, bo jak pod oknami się pijaki tłuką, albo na parkingu jakieś przepalanie wozów i nawijanie asfaltu na koła :] to wtedy i harmider niżej większy i spaliny, a na to wspominane 11 piętro nie dolecą raczej. Są jednak chwile, bardzo rzadko, ale są, że się docenia mieszkanie nisko i to są chwile, gdy… jest awaria prądu! ;D Wtedy człowiek z całego serca dziękuje opatrzności, że nie musi śmigać jak głupi po schodach na 20-te piętro, hehe. U mnie się kilka razy zdarzało i wtedy się śmiałem pod nosem, ale to incydentalne sytuacje, a na co dzień raczej nie jest tak różowo. No, ale drzewa zasłaniają okna i jest wrażenie bliskości przyrody i obcowania z nią jak w parku. Kto by nie chciał mieszkać w parku?! :)

      Mamy dwie rzeczy do wyjaśnienia: pierwsza, to zapewne nie zdawałaś sobie z tego nawet sprawy, ale jesteśmy 'pilnie śledzeni' i obserwowani przez osoby z 'innego portalu o filmach' i treści z naszych rozmów tutaj pojawiają się tam jako ciekawostki. Zadałem nawet pytanie odnośnie tego i brzmiało ono mniej więcej w ten sposób: „jakie trzeba mieć smutne i puste życie, żeby zaczytywać się i śledzić cudze?” Ale pomimo wcześniejszych wniosków z naszych rozmów i dobrych rad, to pytanie o dziwo pozostało bez odpowiedzi. Musimy chyba wziąć na to poprawkę i pisać bardziej ogólnie/powściągliwie. A już na pewno mieć świadomość, że pisanie tutaj trafia i tam!
      A dwa, to temat mojej córy – ponieważ, czego się zupełnie nie spodziewałem tutaj (choć chyba powinienem) i pomimo dosyć ogólnikowego o niej wspominania, to stała się obiektem prostackiego ataku, więc mając to na względzie jestem zmuszony uciąć ten temat. To nie ma nic wspólnego z Tobą i nie bierz tego do siebie! Zwyczajnie nie powinienem nawet jej tu chyba cytować, ani też nic powtarzać co mówiła, bo te wypowiedzi są potem przekręcane i podle wykorzystywane do umniejszania mi jako ojcu. Bardzo przykre, nie spodziewałem się czegoś takiego tutaj, a jak już pisałem – zapewne powinienem. W końcu nawet takie miejsce jak tu, to przecież tylko… internety! Trudno, stało się, teraz trzeba tylko wyciągnąć wnioski na przyszłość i nie powtórzyć błędu. Od tego momentu będę o niej wspominał jak najmniej, jak już coś padnie to jak najmniej zobowiązującego, jakieś głupoty z dnia codziennego, tyle i z góry dziękuję za uszanowanie mojej decyzji.

      Adresu raczej nie powinno się podawać bądź co bądź obcym osobom, zawsze najpierw wypadałoby się spotkać na jakimś neutralnym gruncie, gdzieś w przestrzeni publicznej niczym w rasowym filmie szpiegowskim lub gangsterskim;) Nie obawiam się niczyich odwiedzin, mam świadomość, że wpisane dane są na tyle ogólnikowe, że nawet policji znalezienie tego miejsca by trooochę zajęło, a co dopiero zwykłemu śmiertelnikowi, choć nie twierdzę, że się nie da, to nawet stając na głowie i znając adres nie ma taki stalker do czynienia z małym domkiem, tylko kołchozem na jak nic… kilkaset rodzin! Tak, to nie jest mały dwupiętrowy bloczek pod miastem, a osiedle na którym stoi nie składa się z dwóch czy góra trzech ;p
      Ja zawsze sobie myślałem gdzieś skrycie (takie marzenie) o mieszkaniu na wsi. Nie mam tu na myśli pola do orania, stodoły i chlewu, ale jakieś odludzie z pustkami. Oczywiście mało kto wytrzyma tak długo i do tego mi się zawsze widziało spędzanie tam np. weekendów. A co, jak marzyć to z rozmachem, nie? ;)
      A jak chodzi o każdy sport, to wiadomo nie od wczoraj, że… stopniowo! Stopniowo dozujemy wysiłek i ja jak zaczynałem sezon jakoś chyba w marcu, to przejechałem się niedaleko, a z każdym kolejny wyjazdem coraz dalej. Jak wspominałem wyżej, na fw nas podglądają tutaj i ja jestem tam opisany, tzn. mój obraz tam został namalowany jako… „stary Zenon na rowerze”! ;D HAHAHA! No dobra, jestem w porównaniu do innych stary, ale są starsi ;p (tak panno Agatko – są starsi ode mnie na fw!) Wiadomo i nawet przedwczoraj miałem wymianę zdań z byłym znajomym, no i on jest ode mnie kilka lat starszy, czego nie omieszkał mi setny raz wytknąć. No przedszkole się prawie kłania ;)
      I droga Agasiu z fw – ten stary Zenon na swoi rowerze potrafi spokojnie stuknąć ze sześć dych na swoim bicyklu, z czego polowa lasami reszta może być asfalt, a ty?

      Ubolewam nad tym bardzo, ale do kina jest mi samemu ciągle jakoś nie po drodze. Odkąd skończyły się wypady z moim kolegą, to nie mogę się sam jakoś zebrać, on ma teraz zdaje się więcej na głowie, został po raz drugi ojcem, dodatkowo jakoś żona go męczy i bidak siedzi w domu, w areszcie ;) Stare wypady się urwały. Może gdybym miał z kim i najlepiej dokładnie tak samo jak wtedy, czyli do kina zrobić na sali jakąś flaszkę, to raczej bardzo chętnie i czemu nie, ale wszyscy jakoś zalatani i nie mam jakoś zbytnio z kim. Ale życie towarzyskie kwitnie i to nieco inne, czas przynosi zawsze zmiany, skończyły się popijawy i posiady w kinie, a zaczęły się spotkania z kumplami na piwo po barach, pubach, tawernach itp. Na czwartek się umawiamy na jakieś piwko w plener, jeszcze nie do końca wiadomo kto będzie (ilu nas), ale jest pewien 'trzon' towarzystwa w wielkości 5-6 osób i ten skład raczej zawsze dopisuje. Mam nadzieję na miło spędzone boże ciało gdzieś z zimną szklaneczką w dłoni na pogaduchach ze starymi druhami :))
      Tobie (i innym) też wszystkiego dobrego na ten dłuuugi weekend!

      U mnie upały na całego, dzisiaj (sobota) był kolejny dzień z piekła rodem, ja jak tylko mogę to mocno trenuję przed urlopem, bo w zeszłym roku bardzo bałem się spalić na południu Europy i zmarnowałem kilka pierwszych dni na aklimatyzację, zupełnie niepotrzebnie, bo można to zrobić w domu, na miejscu. Aha, no i tak trenowałem dzisiaj i od kilku dobrych weekendów słonecznych jakie mi się szczęśliwie trafiły, że jestem cały… brązowy, żeby nie napisać, że ciemny ;D Ale do inżyniera czy lekarza jednak sporo mi dalej brakuje! XD

           

      @BuziakL @LakiLou

           

           

      • -
      • +
      • 0
    • free_dom

      @ZSGifMan Kształt makaronu ma znaczenie tak jak mówisz np.przy spaghetti i lasagne. Do tego są potrzebne specjalnie do tego przeznaczone odmiany makaronów. Do rosołu też w zasadzie pasują tylko gniazda/wstążki. Świderki i inne rodzaje niebyt pasują. Zależy kto co woli. Jak ktoś chce to może jeść że wszystkim co się napatoczy. Makaron ze szpinakiem jadam albo ze świderkami albo z kokardkami. Raz zjadłam z penne i uznałam,że z innym bardziej mi smakuje.

      Pizza mrożona lub z lodówki może być pod warunkiem,że nie jest właśnie napakowana konserwantami i inną chemią,choć pewnie każda w jakiś sposób jest chemiczna niestety. Aktualnie mi pasuje jak wspomniałam wyżej mała Rigga. Ma przyzwoitą ilość dodatków i sera. Jednak lubie jedynie wersję z pieczarkami bez szynki. Jeśli chodzi o mrożenie to wszelkie pieczywa z marketów są na bieżąco odmrażane. Ja prawdę powiedziawszy coraz częściej kupuję chleb i bułki w Lidlu,bo z piekarni przestało mi smakować. Kupowałam tam wraz z rodzicami regularnie od lat,ale w ostatnim czasie pogorszyło się. Drożeje co jakiś czas,a smak nie powala. Np.zwykła bułka kosztuje obecnie 50 gr. Niby nie dużo. Baaa, kto by się kłócił o taki mały pieniądz,ale kupisz przykładowo 5 takich na śniadanie i już idą 3 zł. Jeszcze około półtorej roku temu jedna kosztowała 39 gr. Później 45 gr. Po prostu pieczywo jest metłe. Nie starają się jak dawniej. A jednak Lidl co jakiś czas wprowadza nowości. Dzisiaj widziałam bułki z czarnuszką. Również z racji zbliżającego się wielkimi krokami sezonu także przez jakiś czas mają ponownie wystawione na sprzedaż drożdżówki z truskawką. Okresowo też można zobaczyć z rabarbarem. O ile dobrze pamiętam to również były z wiśnią. Pewnie zależy czy mają zapasy owoców czy też nie. Skoro już wspomniałeś o frytkach z Maca to w Wawie tych znanych, sieciowych fast foodów jest najwięcej. Wspomniałeś też,że jesteś wszystkożerny-teraz chwila prawdy: odwiedzasz takie miejsca? :) Na pewno nie stołujesz się tam regularnie, ale tak od czasu do czasu? O McDonaldzie już krążą różne informacje po necie, jak np. to,że żarcie z tego miejsca bardzo wolno się starzeje. Położysz przykładowo bułkę za łóżko weźmiesz ją za pół roku, a ona nadal nadaje się do skonsumowania,kiedy normalnie powinna się zepsuć po paru dniach. Zwłaszcza poza lodówką. Ja tam ostatni raz jadłam w 2014 roku nie licząc już lodów 2 lata temu,które dupy nie urywały,że się tak wyrażę. Owszem,można zjeść czemu nie,ale za prawie 6 zł to nie ma szału. Postanowiłam je posmakować,bo tak je ludzie chwalą,że takie dobre i smaczne. Rozczarowałam się nimi,prawdę powiedziawszy. W 2013 roku parę razy także weszłam tam na zestaw. Nie powiem,smakowało mi,ale rozsądny człowiek wie,że to jest świństwo i sama chemia. Cała tablica mendejewa. Czasem można zjeść,ale niezbyt często. Tyje się od takiego żarcia,bo jest smażone na głębokim oleju. Ilekroć przechodzę obok tego fast fooda to widzę tam przeważnie kolejki i często rodziny na wspólnym "obiedzie". Miałam taką sytuację,że raz jedząc na zewnątrz ptaki siadały na stole i wyżerały…frytki! :) Musiałam odganiać ptaszyska. Nie po to płaciłam,żeby mi wyjadały,hehe.

      Wieżowiec liczący 20 pięter? Nie ma u mnie aż takich wysokich. Najwyższy ma 11 pięter. Jak mówiłam mój dziadek mieszka na przedostatnim i musi jeszcze podejść schodami kawałek do góry. Skoro u ciebie są takie wysokie to nie dziwne,że znajduje się w nich winda. Jak tutaj śmigać bez tego wspaniałego urządzenia na 20 piętro i z powrotem parę razy dziennie? :D. Komu by się chciało za każdym razem jak czegoś zapomni ponownie zapieprzać schodami taki kawał w górę i wracać? Chociaż pół biedy po nich schodzić. Gorzej wchodzić. Oj,można dostać porządnej zadyszki oraz bicia serca. Awaria jest potwierdzeniem reguły:)

      Ok,nie ma tematu twojej córy,skoro ludzie przekręcają słowa i wykorzystują to w złym celu. Nie ma sprawy. Omijamy to szerokim łukiem,jeżeli wychodzą z tego takie przykre sytuację. Prawdę powiedziawszy brałam pod uwagę to,że ludziska mogą tutaj zaglądać i czytać dlatego podaje same ogólnikowe informacje. Dlatego swoich zdjęć nie zamieszczam tutaj. Takie rzeczy mogą komuś przesłać przy bliższej znajomości np.na maila,a nie upubliczniać na tym portalu. Wiadomo,adres nie wchodzi w grę. Chyba,że sprzedajesz np.na Allegro lub olx. Jeśli kupujący mieszka za daleko i w ten sposób nie ma możliwości się spotkać w neutralnym miejscu w mieście to wtedy dana osoba musiała mi podać swój adres zamieszkania lub ja jej,bo inaczej nie dało rady. Większość ludzi się boi udostępniać takie dane i nic w tym dziwnego. Są bardzo pstrożnie. Mi na szczęście nie przytrafiła się z tego powodu żadna przykra sytuacja. Adresów nie pamiętam i sprzedający mojego zapewne już też. Swoją drogą to aż dziwnie się poczułam mającym świadomość,że ktoś nas bacznie "śledzi"… :D. Jak w paradokumencie polsatowskim "Malanowski i partnerzy". Może niektórzy za dużo się tego naoglądali? :D HAHA. Ja czasem zerkałam na to-przyznam się uczciwie,bez bicia. A,że twoje pytanie do nich pozostało bez odpowiedzi to mnie nie dziwi. Komuś zabrakło odwagi i nie wiedział co ma odpowiedzieć na taki słuszny z twojej strony przytyk. Żeby chociaż X osoba zachowała klasę i nie ujawnia się z tym,że czyta tylko robiła to po cichu. Przedszkole i piaskownica z łopatką i wiaderkiem się kłania :). Po prostu trzeba uważać bardziej na to co się pisze,skoro ludzie z FW są tacy ciekawscy. Jasne,że nie masz co się obawiać odwiedzin ani nachodzenia. Kto normalny tak postępuje? Jeszcze tracić kasę na bilety pociągowe(moim przypadku), które podejrzewam,że kosztują nie mało,aby jechać parę godzin w jedną stronę i na koniec siedzieć komuś na parapecie okiennym lub na wycieraczce, hehe.

      Co do twojej rzekomej starości- 40 parę lat to jeszcze nie starość :) owszem,jak człowiek ma kilkanaście lat na karku to wydaje mu się,że 44 lata to staruszek,ale to są głupoty. Wiek starości się cały czas obniża. Kiedyś ponoć jak się miało 3 dychy to już było to postrzegane jako wiek dojrzalszy,ale w dzisiejszych czasach to nadal jest młody człowiek! :) Tak więc Zenonie,nie łam się takimi głupimi docinkami na swój temat! :) rower nie jest zarezerwowany jedynie dla 20 i 30-tek. Co ludzie w tym tak dziwi? Ehhh…

      Jeśli chodzi o życie na wsi to jest obiektywnie patrząc jest znacznie utrudnione niż w mieście. Przede wszystkim będąc mieszkańcem wsi to trzeba mieć samochód i prawo jazdy ze względu na słabą komunikację miejską. Dodatkowo jest ograniczone dostep do sklepów. Zapewne są góra 3 małe osiedlowe. Aby zrobić większe zakupy,należy podjechać ileś kilometrów samochodem do dużego marketu. Bez tego ani rusz. A poza tym na pewno jest tam więcej ciszy,pięknej przyrody oraz mniej samochodów. To też duży plus ze względu na korki uliczne o których już mówiliśmy tutaj.

      Ja pare razy byłam sama w kinie. Na początku obawiałam się,że ktoś będzie się na mnie dziwnie patrzył na zasadzie "sama w kinie,ale wstyd",ale na szczęście były niepotrzebne. Przecież do kina idziesz obejrzeć film. Wchodzisz,siadasz,oglądasz i po napisach końcowych wychodzisz. To nie jest dyskoteka czy pub,że powinno być towarzystwo innych ludzi. W Boże ciało prawdopodobnie się przejadę na sopocki monciak. Tylko pewnie będzie full ludzi,bo wakacje się zaczną. Turyści i te sprawy,wiesz. Zbieram się cały czas,aby w końcu wybrać się na jakiś film.

      Upałów ciąg dalszy,chociaż już mnie słońce grzeje. Wczoraj było chłodno tak,że aż miałam na sobie cieńką kurtkę. Nawet na dniach były burze. Momentami tak łał deszcz,że myślałam,że dziurę zrobi w dachu!!! :D. Miłego dzionka i oczywiście również miłego długiego weekendu!

      • -
      • +
      • 0
    • ZSGifMan

      @free_dom

      A ja się jednak będę upierał przy swoim, że kształt makaronu nie ma większego smakowego znaczenia pod warunkiem tego samego składu ciasta z jakiego został zrobiony. Owszem nie każdy kształt może wszystkim 'smakować', ale w końcu pogryzione i przeżute w… brzuchu zawsze wygląda/smakuje tak samo! :P

      Mnie się wydaje, że po to się mrozi pizze żeby już do niej nie ładować chemikaliów pt. konserwanty itp. Ale to moje zdanie, pewnie trochę naiwne i tak naprawdę nie wiadomo czy oni jednak czegoś jeszcze do mrożonek nie ładują?
      Pieczywo jest dla mnie drugoplanową kwestią, zawsze raczej skupiam się bardziej na tym co jest na nim tzn. na wierzchu. Od bułek osobiście bardziej wolę chleb, najlepiej biały a la wiejski na zakwasie, czy też wyrobiony w ten bądź podobny sposób. Lubię bardzo ten smak lekko kwaskowy z pachnącym lepkim środkiem i suchą chrupiącą skórką. Bułki też jadam, ale rzadziej i mniej. Uwielbiam ciemny, twardy i aromatyczny czarny jak asfalt (bez podtekstów rasowych;) chleb pt. pumpernikiel, ale jako że jest zbójecko drogi pozwalam sobie niezbyt często. Zazwyczaj wspomniany wcześniej swojski, wiejski, chłopski – jak go tam jeszcze zwał…
      Co do fastfoodów i śmieciowego żarcia to owszem korzystam jak mogę, jak mam ochotę, jak jest mi po drodze, ale to wypada mi jakoś góra raz-dwa w miesiącu. Są też takie (miesiące), że nie bywam wcale. Miałem nawet okres w swoim życiu tak ze 2-3 lata to trwało, że omijałem szerokim łukiem, ale wtedy byłem mocno 'usportowiony' i to dlatego. Przez ten czas moje dożywianie się na mieście ograniczało się do patentu jaki sobie sam wymyśliłem na poczekaniu: jadłem sałatki warzywne i przetwory serowe z wytłoczek/pudełek, a do jedzenia ich nosiłem przy sobie elegancką łyżeczkę. Była na bajerze, metalowa, polerowana ze stali nierdzewnej, mam ją do dziś :)
      Gdy wróciłem do fastfoodów po tym okresie raczej omijałem już maksracza, kiedyś praktycznie tylko w nim przesiadywałem. Zawsze lubiłem jedzenie z Burger Kinga i moim zdaniem nie ma McDonald do niego żadnego startu! Od paru lat jak wpadamy na coś niezdrowego to właśnie BK i Steakhouse, albo Triple Whopper jest grany. Ten drugi to mój absolutny faworyt! Kilka dni temu wpadłem do McD na zestawik 2forU i testowałem Jalapeno Burgera z frytkami – nawet całkiem całkiem, widać że pozazdrościli BK ich Chilli Burgera. Z innego żarcia od jakiegoś roku dosyć często (tak powiedzmy raz na 2-3 tygodnie) zdarza się zrobić nadwornemu kucharzowi domowemu :) wolne przy niedzieli i jedziemy na 'chińskie' żarcie. Wtedy z córą zajadamy krewetki chrupiące – pycha! Absolutny hit i tak jej/nam zasmakowały, że nie gramy nic innego tylko to w kółko Macieju.

      W Wawie szczególnie po 90-tym roku powstało sporo wieżowców mieszkalnych równych i wyższych niż 30 pięter. Wcześniej, bo jeszcze za PRL, były bloki 25-cio piętrowe, 20-22 było sporo, a niższych około 15-16 całkiem dużo. Najpopularniejszych wspomnianych jedenastek to istne zatrzęsienie jest i całe dzielnice otaczające centrum są nimi usiane. Dokładnie tak samo jak praktycznie większość miast-satelit Warszawy. Tam przeważa zabudowa blokowa i zazwyczaj są to jedenastki albo 3-4 piętrowe długie jamniki.
      Z nowej fali budownictwa pojawiają się wysokie wieżowce, gdzie kilka niższych pięter jest biurowo, handlowo, usługowe natomiast w górę są 'apartamenty'. W sumie tym mianem (apartament) zwykli zwać teraz praktycznie każde mieszkanie nowo zbudowane o standardzie wyższym niż komórka na narzędzia ogrodowe ;) A zamknięte osiedla to istna plaga praktycznie każdego nowo powstałego osiedla bloków! Są takie miejsca, a jest ich dużo, że nieraz trzeba nadłożyć z kilometr żeby 'obejść' takiego gniota i dostać się do czegoś co jest po jego drugiej stronie. A przez teren rzadko się udaje skrócić, bo to tylko w ciągu dnia jak trafisz akurat wchodzącą/wychodzącą osobę. W innych wypadkach nie ma co czekać i trzeba dymać dookoła. Znak czasów…

      Właśnie niedawno się dowiedziałem od jednej takiej, że czyta pilnie co tu piszę/piszemy. Oczywiście niech sobie czyta jak ma ochotę, bo ja mam świadomość publiczności tych moich wypocin, ale to pomimo tego i tak jest bardzo słabe, bo jak pisałem: jakie puste i smutne życie ma ktoś, kto śledzi cudze?! Żeby jeszcze tu zabrali głos raz na jakiś czas, to łatwiej byłoby zrozumieć, ale podczas gdy nic… to żal!
      Ja też się przyznaję, że czasem coś przeczytam gdzieś jak ludzie piszą i po przeczytaniu nie odpisuję, ale to po pierwsze jest incydentalne, a dwa nie odpisuję tylko dlatego, że uznaję odpowiedź za zbędną, niepotrzebną lub zwyczajnie nie mam zdania, bądź też widzę, że nie warto się pakować w jakieś bagno, bo temat z daleka śmierdzi trollingiem albo prowokacją. Choć kilka razy pomimo takie przeczucia dałem się wciągnąć i potem zawsze tego żałowałem, bo z internetowymi śmieciami nigdy się nie wygra, nigdy! Mając jakieś zasady jesteś z góry na przegranej pozycji, a oni nie mając absolutnie żadnych i utytłają rozmówcę w gównie po uszy wraz całą rodziną oraz znajomymi. Też bardzo smutne i deprymujące, ale takie czasy. I nic na to nie poradzi, no może jedno – olewać, nie pisać i patrzeć jak sami zdychają z braku zainteresowania nimi. To jedynie pomaga i daje pewną satysfakcję. Po latach chyba już się tego nauczyłem…
      Co do podawania adresów w sieci to wszystko zależy od jednostkowej dyskusji z danym rozmówcą, miejsca w sieci gdzie się ona odbywa oraz tego co się po tej rozmowie o danym osobniku myśli. Kilka razy po dyskusji na forum innym niż FW i FDB zapraszały mnie osoby do siebie i raz nawet pojechałem na umówione spotkanie jakieś 120km w jedną stronę! Wizyta była miła i skończyła się zakupem drogiego sprzętu audio :) Czasem przez alledrogo zamawiałem sprzęt po kilka tysi od człowieka płacąc mu za to 'z góry', bo po głosie i stylu rozmowy słyszałem, że człowiek i poważny i wie co mówi. Nigdy (na całe moje szczęście;) do tej pory się nie zawiodłem/pomyliłem. Ale to rzadko, przez internet łapię czasem fuchy i okazje jakieś używane i zadbane przedmioty, tylko od poważnych osób/firm, czasem wyprzedaże powystawowe, mam nawet takich parę kruczków zdobytych praktycznie za bezcen. Głównie jednak sklepy internetowe i kupuję nowe, z gwarancją i się nie pitolę jak jakaś najdrobniejsza skaza czy coś mi szwankuje/nie działa – zaraz zwracam i biorę następne nowe lub jakieś inne.

      Czasy, gdy do kina chodziłem sam raczej bezpowrotnie minęły i to było raz dawno temu, a dwa młodość i nie zawsze chciałem/mogłem iść z kumplami/znajomymi, bo czasem lubiłem wybrać się do kina sam, by w pełni celebrować seans! Było sporo takich filmów, dużo byłem też z innymi i każdy taki film w kinie był inny, inaczej się go odbierało, inaczej zapamiętałem i to właśnie dlatego, że albo byłem sam i delektowałem się tym co widziałem, albo z kumplami się przeżywało, komentowało film i był wspólny ubaw. Ostatni mój w pełni analogowy film to z kumplem podczas wyjazdu łączonego prawa/wypoczynek widzieliśmy w lipcu 2000 roku 60 sekund. Nigdy nie zapomnę tego klimatu kliszy filmowej, tej palety barw i klimatu jaki bił z ekranu! A trafiliśmy dodatkowo super dzień, bo na wielkiej sali starego typu kina było nas dwóch i jeszcze tylko jakieś 2-3 osoby! To było coś! A i film był świetny, miał ten klimat.
      Teraz do kina raczej sam nie pójdę, za leniwy chyba jestem, a dodatkowo filmy są albo w sieci, albo dosyć szybko trafiają do telewizji, zazwyczaj choć oczywiście nie wszystkie.
      W temacie kina ostatnio poruszyłem pewien ważny aspekt – wygląd sal kinowych, w szczególności nijakie multipleksy. Kiedyś każde kino było inne, praktycznie każde miało tylko jedną salę i każda sala była niepodobna do innej, nietuzinkowa i w swoim stylu oryginalna. Dzisiaj, gdy kina są niczym biedronki, lidle czy inne gówniane żabki, owszem estetyczne lecz zupełnie nijakie, nie ma tego uczucia obcowania ze sztuką, a przynajmniej taką jaką ja jeszcze pamiętam! Kiedyś wyprawa do kina wiązała się z wyjazdem, czekaniem na film, w sali też się siedziało trochę to się rozglał człowiek po sali i podziwiał jej wykończenie, reklam wtedy nie było, przed filmem puszczali Kroniki Filmowe – i to było coś! Sama sala oświetlona przypominała bardziej teatr niż kino, były prawdziwe perły i moje ulubione kina właśnie z powodu wystroju takiej sali. Odbiór filmu w takim otoczeniu był zgoła (całkowicie) inny niż w nijakiej sali kolejnego muitliklesku, gdzie każda kolejna (sala) jest nijako podobna do wszystkich innych pozostałych. Brak indywidualności, brak polotu, brak tego czegoś, brak dobrych wspomnień… smutne. Smutne niczym kolejna jazda autobusem miejskim zamiast przejazdu jakimś komfortowym i niewidywanym na co dzień autokarem. Dla mnie to duża różnica, ale takie czasy, wszędzie masówka i szybko, szybko, więcej i więcej i… chciałoby się napisać 'taniej', ale to nie dotyczy kina jak sklepów, bo kina wcale nie są teraz ani wyjątkowe jak kiedyś, ani tanie! Cholerna drożyzna bym nawet powiedział. Ale co zrobić? Można tylko nie chodzić…

      Długi weekend minął mi na sportowo-filmowo. Rower, piwo i filmy ;) filmy trafiały mi się 'morskie' i każdy wieczór inna historia na morzu się działa, inna walka o przetrwanie, bardzo miło wspominam ten weekend. Zacząłem od nieco średniego Groźnego błękitu, kolejny był już całkiem dobry i (podobno) na faktach Rafa, by na koniec trafiła mi się prawdziwa perła (chyba już kiedyś widziałem) z Redfordem, bardzo dobre według mnie Wszystko stracone – ten film polecam gorąco! Były też zakupy, było też niezdrowe jedzenie, ale tylko trochę. Oprócz tych wodnych filmów sporo powtórek, stawiałem na klasyki pokroju Ścigany czy nasz polski Zabij mnie glino. Bardzo lubię takie pozycje i z przyjemnością oglądam setny raz kolejne pozycje z listy ulubionych. Praktycznie wszystkie mam po latach odnowione/odświeżone w HD, kiedyś oglądane w Tv czy na VHS nieco inaczej wyglądały niż teraz na płaskim ekranie w cyfrowej jakości. A odnowione i zrekonstruowane właśnie cyfrowo potrafią być niesamowite – niektóre mam wrażenia jakby kręcili całkiem niedawno! W 2014 TVP1 pokazywała Drużynę A i oglądałem właściwie całą serię enty raz, to jakość rekonstrukcji i skanowania do HD sprawiała wrażenia jakby serial był kręcony kilka dni temu, a nie te jakieś 30 lat wcześniej! Szok, niedowierzanie… takie cuda techniki :]

      U nie też upały, dzisiaj tzn. wczoraj w ciągu dnia to normalnie jakaś porażka, nie wiem ile na liczby, bo nawet nie patrzyłem, ale w nocy 15 minut po północy było… UWAGA!… 28 st.C! MASAKRA jakaś normalnie! Teraz na chwilę jakoś się ochłodziło do powiedzmy 25, mam pochmurny poranek i da się jakoś żyć, ale… zobaczymy co będzie dalej, bo to podobno nie jest jeszcze koniec!? Ech!
           

           




      EDIT: 2019-06-28 02:19

      Dzisiaj (tzn. wczoraj w czwartek) od rana było chłodniej, teraz wieczorem i w (piątek) nocy jest miło i chłodno. Wreszcie! :))

      Właściwie to pogoda popada ze skrajności w skrajność – wczoraj jakieś 25 stopni w środku nocy, a dzisiaj niecałe… 14, zimnica straszna!

           

      • -
      • +
      • 0
    • free_dom

      @ZSGifMan No dobra,niech ci będzie z tym makaronem :) w końcu w brzuchu wszystko i tak wygląda tak samo. Ja widzę,że ty rzeczywiście jesteś wszystkożerny, hehe. A propo Lidla to w ubiegłym tygodniu kupiłam tam drożdżówkę z twarogiem bez…twarogu!! Pierwszy raz mi się coś takiego przytrafiło. Powiem ci szczerze,że trochę się wkurzyłam. Jak tak można?! To ciastko kompletnie nie miało smaku. Jednak mogę im "przebaczyć" nieudany wyrób ze względu na bezproblemową reklamacje sprzętu. W zeszły czwartek zadzwoniłam do serwisu reklamacyjnego,który znajduje się w twojej Warszawie. Od razu na wyświetlaczu telefonu wyświetliła mi się Wawa. Po przedstawieniu problemu i przekazaniu podstawowych danych,czyli miejsce i data zakupu, kolor itd uprzejma pani poinformowała mnie,że otrzymam nowe słuchawki w ciągu 10 dni roboczych. Wczoraj je otrzymałam. Przywieźli mi nowe kurierem. Nawet nie musiałam pokazywac paragonu. Myślałam,że mi odmówią i powiedzą,że to moja wina,że mi się złamały po 4-5 miesiącach użytkowania,ale o dziwo wszystko dobrze się skończyło. Kiedy poprzednim razem reklamowałam u nich mniejsze słuchawki douszne to musiałam przesłać na maila zdjęcie paragonu oraz samego sprzętu. Inna kobieta była bardziej dociekliwa. Lubię ich za to,że nie robią problemów ze zwrotami i reklamacją. Przyjmują nawet zwroty bielizny osobistej kiedy w innych miejscach nie ma mowy o czymś takim,ale to dlatego,że w Lidlu nie ma przymierzalni. Przecież nie rozbierzesz się przy wszystkich na środku sklepu!! :D. Ja tylko mierzę kurtki przy lustrze. Resztę zabieram do domu.

      Wiesz,ja myślę,że do mrożonych pizz jednak dodają jakieś chemikalia i konserwanty,niestety. Prawda jest taka,że jak chcesz mieć 100% zdrową pizzę to musisz sam ją sobie zrobić i upiec w piekarniku w domu. Ja lubię zarówno chleb jak i bułki. Twarde,nie miękkie jak kapeć. Chleb częściej jadam jednak w weekendy i święta. Też przez niedzielę niehandlowe(uff, akurat w tym tygodniu w końcu przypada handlowa!). W pobliskiej piekarni pieczywo się popsuło. Jest nijakie w smaku, dlatego coraz częściej kupuję lidlowskie. A propo, chleba z czarnuszką ostatnio nie widzę. Może wycofali? Kiedyś mieli w asortymencie szare mydło za 1,99zł i z X powodu zniknęło z półki sklepowej.

      Co do fast foodów napisałabym coś więcej o KFC,ale nie chce ryzykować tutaj. Ograniczenie się wtedy do stwierdzenia,że czasem tam jadam,ale nie za dużo. W maku ostatni raz jadłam właśnie w listopadzie 2014 roku. Poza tym nie pamiętam już nawet jego imienia. Czasem kusi mnie wpaść do nich na zestaw,ale ostatecznie rezygnuje. W Burger Kingu nigdy nie jadłam. Jakoś mnie nie kusi o dziwo to miejsce. Zniechęca mnie najbardziej to,że takie śmieciowe żarcie jest bardzo tuczące. Nikt nie chce tyć na potęgę i odkryć po X wizytach w Macu,że nie mieści się w swoje ulubione spodnie! :P Z drugiej strony trudno sobie wszystkiego odmawiać w życiu prawda?6 lat temu widziałam w galerii bałtyckiej w Gdańsku ogromne kolejki do Maca i KFC. Ludzie sprawiali wtedy wrażenie jakby nigdy w życiu nie jedli frytki i kurczaków,serio! Szkoda,że tego nie widziałeś. Co tam się działo…! Istne wariactwo!! Przypomniałam sobie teraz jeszcze o jednej sytuacji również sprzed 6 lat kiedy to otrzymałam w tym fast foodzie przesolone frytki. Wręcz nie dostało się ich zjeść. Byłam zmuszona podejść do kasy i poprosić o inne. Od nadmiaru soli skręcało w środku. Nie po to człowiek płaci,żeby w zamian za to otrzymać jedzenie nie do zjedzenia.

      Chciałam jeszcze wtrącić co do ładnych widoków nawiązując do twoich wcześniejszych postów,że bardzo podobają mi się tzw.ryneczki. Wujek google mówi,że ty też masz taki u siebie w Warszawie. Zwlaszcza latem i wiosną mogłabym codziennie spacerować po takich miejscach. Ich największym plusem jest to,że są wyłączone z ruchu samochodowego. Moja babcia ma taki podobny do twojego bardzo blisko swojej kamienicy. Przeszłam się niedawno po nim około 25 minut. W Gdańsku-Śródmieściu jest starówka i gdybym miała trochę bliżej to częściej bym przyjeżdżała pochodzić po niej. Poza sezonem i weekendami raczej nie ma tłumów. Dużo też zależy od pogody.

      Przy okazji jeszcze dodam,że wujek google pokazał mi,że w stolicy oprócz zoo(chciałam się upewnić czy dobrze pamiętam,że coś takiego jest u ciebie mieście) znajduje się również papugarnia "Carmen". Ma wysoką średnią,bo aż 4,6. Byłeś tam? Zoo zapewne nieraz odwiedziłeś.

      O kurde,aż 30 pięter?! Ja bym się bała wejść na balkon i spojrzeć w dół! :D. Nie jestem przyzwyczajona do takiej wysokości. Wspomniany przeze mnie dziadek mieszka na 11-tym i już jest bardzo wysoko,a co dopiero na 30… I to jeszcze takie wysokie bloki jak mówisz. Widziałam jedynie 4 piętrowe,ale wiadomo PRL robił swoje. Wiele się zmieniło od tamtego czasu. Czasy są inne.

      Wiem o którą tobie chodzi. Jej nick to agatkaa2. Pozwoliłam sobie zrobić kopiuj-wklej:

      agatkaa2 w odpowiedzi na post: willet | 8 dni temu
      Taka moda że robią teraz wszystko pod Zenona i innych takich całkiem starszych panów co pamiętają jedzenie na kartki i serial Michał Strogoff kurier carski jedyny raz w telewizorze.

      odpowiedz
      free_dom
      free_dom w odpowiedzi na post: agatkaa2 | 5 dni temu
      Widzę,że ktoś tutaj namiętnie czyta czyjeś rozmowy internetowe na bliźniaczym portalu. Nawet robienie na drutach jest lepsze niż śledzenie cudzych wpisów.

      Normalnie tego nie robię,ale tutaj zrobię wyjątek. W gruncie rzeczy to było do przewidzenia,że ktoś może tutaj wchodzić i czytać,ale pokusiłam się skomentować tej pani wpis jak widzisz. Następnym razem oleję. Uważam,że należy to ignorować. Niech ktoś zobaczy,że nie ma zainteresowania jego osobą. Moim zdaniem rezygnowanie z pisania przez jedną osobę lub przez jakąś grupkę osób to dawanie satysfakcji. Jak ona lub ktoś inny chce czytać to niech czyta,ale po co się ujawniać i rzucać aluzje? Czemu to ma służyć? Jak tak jak ty czasem też czytam co ludzie piszą,ale uważam,że należy mieć wyczucie. Ciekawość rzecz ludzka,ale żeby wyciągać jakieś pojedyncze zdania i rzucać tekstami na innym portalu? Właściwie mnie to bardziej bawi niż przeraża,chociaż to drugie również. Ja generalnie mam to w du.pie czy ktoś mnie obserwuje czy też nie. Nie popełniam żadnego przestępstwa ani nie piszę tutaj niczego szokującego i kontrowersyjnego. Gdy widzę,że ktoś jest zaczepny lub trollem to ucinam gadkę i nie daje się w nic wciągać. Staram się unikać konfliktów. Nie mam ochoty się z kimś użerać. Chce żyć spokojnie i na luzie,a nie całe życie się kimś przejmować,choć czasem to bywa trudne… Generalnie to ja często się przejmuje różnymi rzeczami,ale nie chcę dać się do reszty zwariować.

      Wow,pojechałeś aż 120 km,żeby się z kimś spotkać? :) Widzę,że nie patrzysz aż tak na odległość. Czy gdyby była większa to stanowiłoby to dla ciebie problem? Ludzi często zniechęca duża odległość do spotkań. Zależy od człowieka. Skoro tobie się podobało i się nie rozczarowałeś to fajnie! ;) Dobrze jest jak później kontakt się utrzymuje, a nie zrywa z czasem. Niestety,często tak jest. Trzeba mieć chęci i być zaangażowanym. Ja generalnie uważam,że fajnie jest się z kimś spotkać w realu,na żywo aby przekonać się jaki ktoś jest poza ekranem monitora. Pobyć z kimś w jego towarzystwie i zobaczyć jak się rozmawia. Jeśli chodzi moje transakcje internetowe to zawsze płaciłam z góry przelewem przez pocztę i też nie miałam żadnych przykrości z tym związanych. Wszelkie adresy,numery telefonu i zdjęcia mogą być,ale w późniejszych etapach. Takie czasy są,że trzeba uważać na ludzi,bo dużo się słyszy o przykrych sytuacjach jak np.wspomniane przeze mnie wysłanie nieswojego zdjęcia. Ja bym czegoś takiego nie zrobiła,bo i po co? I tak się wyda. Albo ktoś mnie akceptuję albo nie. Należy mieć jasną sytuację. Kłamstwo ma krótkie nogi. Później pozostaje niesmak.

      Mam w planach wybrać się na film Król lew,który będzie miał swoją premierę 19 lipca. Już nie mogę się doczekać!! ;) Myślę,że rozumiem o czym piszesz. Tobie chodzi o to,że salę są zbyt schematyczne i pozbawione tego "czegoś". Tej tak jakby magii. Uczucie jakby się było w wspomnianym przez ciebie teatrze. Widzę,że jesteś sentymentalny tak jak ja. Wszystkie Heliosa,Multikina i Cinema City są takie same. Różnią się między sobą jedynie nazwą i cenami,chociaż wszędzie podobnie. Jedna wielka drożyzna. Ceny biletów i jedzenia są z kosmosu,co zresztą już mówiłam. Jak na seans się wybierze powiedzmy 4 osobowa rodzina,np.rodzice i dwójką dzieci to patrz ile kasy stracą na same bilety nawet jeśli nie kupią popcornu i coli. Masakra jakaś!!. Takie wyjście się kompletnie nie opłaca. Może tam raz na jakiś czas,ale regularne wyjścia odpadają. Większość rodzin by zbankrutowało. Ewentualnie można skorzystać z dni promocyjnych. W Multikinie jest megaśroda za 15,9zł i bueno czwartek(3 opakowania batonów) za 12 zł. Z kolei w Heliosie superwtorek za 14,5zł. Planuje udać się na seans we wtorek. Taniej mi wyjdzie. Naprawdę nie było za twoich czasów reklam przed seansem? Teraz wszędzie nimi napieprzają. Gdy ostatnim razem byłam na filmie to trwały aż 25 minut. Wiem,bo patrzyłam na zegarek na telefonie. Jeszcze gdyby leciały powiedzmy do 10 minut i pokazywali same zwiastuny nowych filmów to ewentualnie możnaby było to przeboleć, a tak pokazują berlinki,kinder bueno, chipsy lays itd. Kogo to interesuje?! Tak samo wygląda sprawa w przypadku teatru. Też mają wysokie ceny biletów i dlatego częste wyjścia nie wchodzą w rachubę. Ja ostatnim razem byłam na spektaklu teatralnym, kiedy jeszcze uczęszczałam do szkoły. Mury szkolne opuściłam 7 lat temu i od tamtej pory ani razu tam nie byłam,a szkoda. Wychodzi na to,że najtaniej jest siedzieć w domu lub pójść na spacer. Wszystko jest w dzisiejszych czasach drogie,powiedzmy sobie to szczerze. Na upartego jak mówisz zawsze można ściągnąć film z neta i obejrzeć na PC. Tylko,że na wielkim kinowym ekranie ogląda się dużo lepiej. W domu także nie ma takiego nagłośnienia dźwiękowego. Za czasów szkolnych również od czasu do czasu w ramach wycieczki jeździłam z klasą na seanse kinowe,ale to już w sumie stare dzieje.

      To widzę,że bardzo fajnie spędziłeś długi weekend oraz,że jesteś prawdziwym pasjonatem filmów! :) To ja ci powiem jak spędziłam czwartek boże ciało. Pojechałam do Sopotu na monciak,trochę pospacerowałam i kupiłam oscypki(pewnie wiesz o co chodzi). Jednak zauważyłam podczas spaceru,że ściemniło się i niebo zaczęło się robić ciemne. Wtedy wstałam z murku i szybszym krokiem poszłam do góry na przystanek autobusowy. I dobrze zrobiłam,ponieważ gdy byłam pod wiatą to zaczęło tak lać,że można bardzo zmoknąć w ciągu paru sekund. Nawet mając parasolkę byłam trochę mokra. Później się rozjaśniło na szczęście. Latem takie nagłe opady to norma,ale gdy pracujesz na zewnątrz to bywa to uciążliwe,bo trzeba się chować. Oczywiście,mojej uwadze nie uszedł fakt,że kolejki były w Macu. Jak zawsze był otwarty,bo jak inaczej. Ogłupiałemu społeczeństwu nie chciało się zapewne gotować,więc poszli na zestaw. Takie miejsca w dni wolne od handlu najwięcej zarabiają. Nie opłaca im się zamknąć interesu. Trochę to smutne,że nawet na jeden dzień nie mogą zamknąć lokalu. Nieważne czy jest dzień powszechni czy święto-fast foodnjest czynny dla klientów od rana do wieczora.

      U mnie na Pomorzu pogoda w tym tygodniu taka w kratkę. Przedwczoraj była taka patelnia,że wieczorem leżałam na łóżku jak jakiś flak. Nie miałam na nic sił. Wczoraj z kolei było chłodno. Nawet niekiedy padał deszcz. Później się rozjaśniło,a ja nie wzięłam ze sobą okularów przeciwsłonecznych i się mrużyłam, hehe. Myślałam,że nie będą mi potrzebne. Dzisiaj znowu upał. Poszłam do biedronki i Lidla w jegginsach i po powrocie do domu zmieniłam je na rybaczki. Za ciepło mi było. Ja generalnie uwielbiam lato i długie słoneczne dni do blisko 21,22 ale wszystko z umiarem. Niecierpie,kiedy jest zimno,szaruga za oknem oraz ciemno już o wpół do czwartej po południu. Wakacje pewnie szybko zlecą. Kiedy chodziłam jeszcze do szkoły to mijały mi zdecydowanie za szybko:P. Serce mnie bolało,gdy trzeba było wracać we wrześniu do szkółki,ale cóż nauka jest obowiązkowa do ukończenia 18 lat i słusznie,chociaż obecne szkolnictwo wiele pozostawia do życzenia,niestety.

      Miłego weekendu życzę tobie i oczywiście innym też!

      • -
      • +
      • 0
    • ZSGifMan

      @free_dom

      To już nawet nie to, że niech mi będzie, bo przecież możesz mieć własne odmienne zdanie, tylko tak mi się po prostu wydaje, ja to tak widzę i mnie nie robi to większej różnicy. Tak, jestem wszystkożerny, a jak jestem głodny nie ma, że czegoś nie lubię! ;)
      Z reklamacjami to bardzo różnie bywa, kiedyś więcej bywałem w Lidlu, teraz o wiele mniej, ale było parę razy, że mnie też czymś wkurzyli/oszukali. Wtedy zawsze jakaś mała 'zemsta' musiała ich spotkać, dokładnie tak samo jak inne sklepy, bo tu nie ma zmiłuj i gdy kiedyś mnie oszwabili w Carrefourze, to nie tylko szedłem z paragonem się kłócić, że cena inna jest wystawiona i mnie nie obchodzą ich tłumaczenia, że 'w systemie' mają co innego, bo wiadomo: przepisy jasno mówią, że obowiązuje cena na półce, na produkcie! Oczywiście z bólem, ale zawsze musieli oddać różnicę, a jak rozmowa była niemiła i robili mi problemy zamiast zwyczajnie rozwiązać pomyłkę i przeprosić za niedogodności, to 'zemsta' gdzieś na sklepie była tym większa! :P
      Raz byłem zaskoczony i to bardzo, bo niestety to ja dałem… hmm… i nie dopilnowałem w tym szwindlu zajechanym jak mnie baba na kasie oszwabiła i wśród wielu dziesiątek innych rzeczy nabiła mi podwójnie czteropak piwa, a ja wziąłem tylko jeden! Poszedłem tam niestety (jak myślałem) następnego dnia, bo zakupy miały miejsce na zamkniecie , a nawet jakbym wtedy miał jeszcze zdążyć, to już mi się zwyczajnie nie chciało, no i z paragonem podszedłem do kas i zażyczyłem sobie rozmowy z kierownikiem. Po chwili przyszła kierowniczka i ja ją pytam czy możemy zobaczyć zapis monitoringu znad kasy takiej a takiej wczoraj wieczorem między godziną taką a taką? Baba zba-ra-nia-ła!! Patrzę na nią, bo ona patrzy na mnie jak na kosmitę i jest przerażona, to ja jej zacząłem z uśmiechem tłumaczyć, że powód dla jakiego chcę z nią zobaczyć to nagranie jest taki, iż właśnie wczoraj kupowałem w tej kasie produkty i miałem jeden czteropak piwa, a na paragonie który jej właśnie wręczam są nabite dwa. Dodałem też, że według mnie jest to jedyny sposób, aby dowieść 'pomyłki' kasjera/i i abym mógł dostać zwrot pieniędzy. Nieco jej się rozjaśniło, nerwowo się uśmiechnęła i zapytała czy zamiast zwracać mi pieniądze za to piwo może mi po prostu dać to drugie brakujące opakowanie? Odpowiedziałem, że tak i że czułbym się lepiej gdybyśmy jednak zobaczyli to nagranie, bo wtedy uzyska pewność, że nie jestem naciągaczem czy oszustem i ogólnie tak będzie uczciwiej! Kobita spojrzała na mnie błagalnie i powiedziała ściszonym głosem, że nie możemy zobaczyć tych nagrań, bo ich NIE MA! Zdziwiłem się i zapytałem czy kamery nie działają, a ona tyko cicho rzuciła, że… NIE MA KAMER! Aha! Pomyślałem sobie: no to pięknie! Szkopy pozakładali swoim pracownikom w Polsce słuchawki, każdy chodzi ze swoją radiostacją, wydają sobie polecenia aby jeszcze lepiej pracować u Niemca, gdy tymczasem niemiaszek oszczędził na monitoringu i pomontował atrapy! Ale numer! Tego się nie spodziewałem! Nie powiem jaki to sklep, bo nie wiem czy kobita tam dalej pracuje, a za taką informacje raczej by poleciała na bruk.
      To było ze trzy lata temu, zgrzewkę piwa oczywiście mi pani przyniosła i wyszedłem zadowolony ze sklepu, ale czy już tam są kamery tego do dzisiaj nie wiadomo?! A żeby było ciekawiej w zeszłym roku zamontowali tam… parkometry(!) i biega jakiś łepek wystawia ludziom 'mandaty' na 150 złotych, jak ktoś nie wydrukuje sobie tego biletu. Oczywiście jest pierwsza godzina za darmo, bo chodzi o to, żeby ludziska nie parkowali godzinami zajmując innym miejsce, a do tego lokalizacja tego sklepu zachęca do parkowania pod nim i załatwienia sobie innych spraw w umieszczonych nieopodal innych sklepach czy urzędach, bo ogólnie w tym rejonie jest spory deficyt miejsc parkingowych.

      W maku żarcie generalnie nie jest jakieś strasznie złe jak chodzi o smak i świeżość, ale w porównaniu do np. tego wspominanego Burger Kinga to odpada już na starcie! Jedzenie z McD przypomina konsystencją tekturę, dobrze doprawioną, ale jednak. Zawsze tam najbardziej ze wszystkiego innego lubiłem frytki, które są rewelacyjne jak ich właśnie nie przesolą oraz shake’i! Te drugie to kiedyś piliśmy nałogowo i każdy weekend był wypad na frytki i shake’a. Jadało się też lody (te z polewami), też dosyć dobre, choć zapewne mało zdrowe, zresztą – wiadomo – jak wszystko tam! W pewnym momencie później odkryłem zwykłe lody bez niczego i do nich nasze frytki… to był swego czasu istny hit, znajomi kupili go ode mnie, bo lody waniliowe z średnio posolonymi frytkami smakowały niczym gofry z bitą śmietaną. A te są praktycznie dostępne tylko na Mazurach, nad morzem i festynach, więc nie mogąc zbyt często jeździć na północ kraju, a okazji do świąt w mieście nie ma znowu tak wiele… zajadało się taką kombinację ze smakiem :)
      Co do soli, to ja niezbyt za nią przepadam i zawsze jak tylko mi się chce z nimi gadać i kłócić, to proszę o niesolone, ale zazwyczaj jednak odpuszczam sobie i jem solone. Dobrym sposobem (podobno) jest deklaracja przy kasie w trakcie zamawiania, że frytki mają być niesolone bo się ma nadciśnienie/uczulenie na sól itp. Wtedy oni muszą przyłożyć do tego większą uwagę niż do zwyczajnej prośby o niesolone, którą zazwyczaj sobie olewają, bo wyobraź sobie jaka byłaby afera, gdyby ktoś kto im wyraźnie zakomunikował, że na sól ma ta a tamto i prosi bez, a oni mu jednak dali w wyniku czego zasłabł/miał atak itd. coś się mu stało… no to byłaby niezła zadyma wtedy i dlatego się bardziej starają.
      Sam nie wiem czy śmieciowe jedzenie jest aż takie niezdrowe i tuczące, bo jak pisałem był okres gdy jedliśmy go wiele i cały czas jestem jak kiedyś chudy jak patyk. Może to zasługa sportu, może aktywności na co dzień – nie wiem, ale coś pewnie jest na rzeczy, żeby jeść i się ruszać, bo siedząc na tyłku, to raczej koniec wiadomy – hameryka:P
      Sól przestałem jeść wieki temu i sam nie wiem w sumie dlaczego, jakoś zwyczajnie przestała mi smakować. Wtedy odkryłem w sobie zupełnie inny odbiór większości rzeczy – zaczęły mi zwyczajnie inaczej i o wiele bardziej smakować! To była cała paleta nieznanych do tej pory doznań smakowych, nieznanych bo ukrytych czy przykrytych silną słoną zasłoną ;) Przez te wszystkie lata sam soli nie używam, odzwyczaiłem prawie całkowicie żonę, dzieciak się trochę buntował i podżera z solą jakieś tam rzeczy. I tak np. słone paluszki – to jest cała śmieszna i niezwykle miła dla mnie anegdotka. Kiedyś jak była mała bardzo lubiła słone paluszki, ja tłumaczyłem jej, że soli nie powinno się jeść i na samym początku z pojedynczych paluszków zeskrobywałem jej sól i dawałem samo ciasto. Po krótkim czasie efekt był taki i dokładnie jak się można było spodziewać: odwrotny(!), że mała biorąc paluszki zjadała z nich samą sól, a te gołe paluszki dawała tacie :D Taka była to mała cwana bestia i niesamowicie miło wspominam te dosyć dawne już czasy, kiedy siedzieliśmy sobie na kanapie we dwoje i ona wybierała paluszki wyjadając z nich wprawnie sól swoimi małymi paluszkami, a ja dostawałem samo ciasto ogołocone z soli i nieraz przy tym trochę obślinione ;) Ale to są teraz piękne wspomnienia nie zrozumie nikt, kto sam nie miał dzieci!

      W zoo byłem owszem kilka razy, co do papugarni nie jestem pewien. Mogłem być, możliwe też, że nie.

      Gdzież to tak nasza Agasia się rozpisała? Nie zauważyłem jakoś tego cytatu, weekendy spędzam poza internetami, więc jest możliwe, że coś mi tam jednak umknie, choć bardzo staram się być na bieżąco z problemami 'trzeciego' świata ynteligentnych inaczej i ich dylematami egzystencjalnymi i pretensjami z 4liter wziętymi włącznie! :P
      To o czym ja pisałem, to była jej wzmianka do mnie na temat jakiegoś śmieciarza sieciowego, bo ja napisałem jej, że nie piszę do niego (już) i patrzę teraz sobie tylko jak on usycha. Ona coś napisała, że to i tak nic nie daje, to ja jej dopisałem, że przynajmniej nie tracę czasu i on ma mniej ode mnie i na mój temat. Wtedy właśnie wypaliła (nota bene trochę racji w tym było), że przecież ten trolluch mnie czyta (tak jak ona) tu na FDB i właśnie stamtąd (to znaczy stąd) wie o mnie więcej niż mi się wydaje i jego obraz mojej osoby jaki sam maluje, to jest właśnie ”stary Zenon na rowerze” ;D Widzę, że nie dało jej to spokoju i dalej czyta namiętnie co wypisuję sobie z ludźmi, skoro masz nowe jej słowa. Ciekawi mnie tylko wielce kto i co robi pode mnie w jej głowie, gdy ona pisząc, że ”Taka moda że robią teraz wszystko pod Zenona i innych takich całkiem starszych panów co pamiętają jedzenie na kartki i serial Michał Strogoff kurier carski jedyny raz w telewizorze.” sugeruje coś jasno, tylko co?? Co robią pode mnie?!
      Ja miałem swojego czasu z trollami trochę zajść, ale po namowach znajomych w końcu się nauczyłem ich zlewać. W zeszłym roku trafił mi się taki jeden śmieć, którego miałem ochotę normalnie rozsmarować po chodniku, bo najpierw mnie sprytnie prowokował, gdy już mi puściły nerwy zaogniał wprawnie sytuację, by na koniec odegrać przed resztą ofiarę ataku w sieci i chciał zawiadamiać policję oraz cieszył się pisząc mi iż powiadomił FW o moich wpisach, za co w jego głowie mieli mi lada chwila skasować konto. Co oczywiste ludzie czytający go wykpili te marne zagrywki, mnie się też słusznie dostało, bo narobiłem chlewu jednak ten śmieć pisał mi na matkę, żonę, dzieci też nie pomijając, a ja… pisałem tylko do niego! No, ale takie internetowe szmaty cieszą się anonimowością i czerpią satysfakcję z mieszania innych z błotem oraz patrzenia jak się miotają ze wściekłości. Wreszcie to zrozumiałem i od dosyć długiego czasu mam święty spokój, nie daję się prowokować, olewam takich ciepłym moczem z samego początku. Czasem jednak w wyniku normalnej rozmowy coś pójdzie nie tak i wtedy czasem trochę wdepnę, ale też robię postępy i mocno się staram ludzi głupich i bez honoru olewać i nie pisać.
      Tylko na to zasługują i nawet tutaj mnie trochę na przypomnienie tamtych wydarzeń poniosło, za co mocno przepraszam, ale jak mi się nieraz jeszcze przypomni… Dobra, skończmy z tym.

      Pojechałem 120 km żeby się spotkać, ale jak pisałem to była bardziej wycieczka po coś niż do kogoś. Zakończyła się jak pisałem zakupem drogiego sprzętu audio i wszystko się zaczęło właśnie od zwykłej wymiany zdań gdzieś na forum daleko w sieci. Z drugiej strony tamten człowiek pokazał nawet więcej zaufania i dobrej woli ode mnie, bo to przecież on podał swój adres i to ja pojechałem do niego, a nie on do mnie. Miło się gadało i wziąłem od niego ten zestaw, tym bardziej że to była niezwykle dbająca o sprzęt osoba, znawca tematu i ogólnie miły pan. Warto nadmienić, że nieco starszy ode mnie ;) Czyli nie jest ze mną tak źle, nie?
      W temacie uważania w sieci, to mnie nie trzeba dużo mówić, bo ja sam wiem o tym doskonale. Marac wiele razy powtarzał ludziom, aby nie pisali zbyt wiele na forach, pod żadnym pozorem nie wstawiali sobie w avka swojego prawdziwego zdjęcia, bo było paru co może spotkać za coś takiego się bardzo boleśnie przekonało. Pomimo dużej ostrożności nie zawsze da się wszystkiego uniknąć i przyznam, że kiedyś sam nie podejrzewałem jakie ścierwa siedzą w internecie, jak potrafią zeszmacić kogoś z całą rodziną zupełnie bez powodu, lub choćby za odmienne zdanie. Ich nic nie boli, kont mają po kilkanaście czy kilkadziesiąt, a nawet jak nie to założą sobie bez problemu kolejne nowe. Tacy nie przebierają w słowach, nie mają krzty honoru, nie ma dla nich żadnej świętości i nawet jeśli piszą do kogoś nie znając prawdziwych danych, ani miejsca zamieszka, wyglądu, nic to i tak potrafią nawpisywać na matkę, ojca, całą rodzinę byleby tylko człowieka rozsierdzić i doprowadzić na skraj wytrzymałości nerwowej, bo wtedy dopiero się karmią taką złością i bezsilnością, bo mało kto kasował takie wpisy tam na FW, a ten gnój był całkowicie bezkarny, bo co go mogło najgorszego spotkać za to wszystko? Blokada konta? Jak jemu założenie kolejnego zajmuje mniej niż 2-3 minuty?!
      Dno! A powinno się upubliczniać adresy i dane takich kreatur, pokazywać jego pryszczaty i pospolity, tępy jak nic ryj oraz jak zgarnia na niego plaskacze od obrażanych przez siebie osób. Zapewne szybko nadszedłby płacz i jęczenie: „Już dosyć! Już wystarczy! Ała! Przepraszam, przestańcie!” No, ale to nie w dzisiejszym słabym państwie, które nie radzi sobie z lichwiarzami, naciągaczami, mafią wnuczkową i alarmami bombowymi to co dopiero mieliby internetowych śmieci ścigać?! I celowo nie pisze popularnego i idiotycznego terminu 'hejter', który jest przeinaczony, za powszechnie używany i zwykło się go używać tak samo często jak 'homofob' po prostu do dyskredytowania krytycznego rozmówcy. Praktycznie każda krytyka jest ucinana 'hejtem' dokładnie jak każde słowa dezaprobaty 'homofobią'! Ale takie debilne czasy i domorośli idioci się mądrzą nazywając się celebrytami, jutuberami, redaktorami, influenserami itd. jak ich tam jeszcze zwykło określać.
      Dobra, strasznie dużo (hejtu;) wylałem. :)

      Teraz są bardzo trudne czasy, kiedy zewsząd dosłownie się atakuje człowieka komercją, ceny są wysokie na wszystko, to jedyne co trzeba umieć to się przed tym chronić i bronić. Staram się nie ulegać żadnym modom, nie poddawać wpływom żadnych reklam, gdy słyszę i czytam o jakichś nowo opracowanych psychologicznych metodach robienia kupujących w konia, żeby wydawali jeszcze więcej i więcej, to wtedy robię dokładnie odwrotnie niż oni mieli to w planie, zapewne niewiele jest takich osób i nie poczują takiego buntu i sprzeciwu, ale ktoś musi, bo nie można tańczyć jak nam zagrają! A ludzie potrafią być masakrycznie urobieni przez propagandę reklamową, politykę konsumpcji i ogólnie cały ten kapitalizm. Łapię się za głowę jak nieraz czytam wydawało mi się wcześniej poważnych i odpowiedzialnych osób, gdy oni mi np. twierdzą, że w reklamach jest zawsze prawda, albo redaktorzy czy krytycy mówią tylko szczerze to co sami myślą, a nie to za co im płacą!
      Kiedyś było inaczej, było też gorzej, ale w innym sensie, w innych płaszczyznach życia. Jak pytasz o dawne kina, to jak pisałem praktycznie każda sala była inna, każda miała w sobie to coś, coś innego i wyjątkowego, coś co nadawało jej specyficzny i wyjątkowy klimat. Dzisiaj tego zupełnie już nie ma! Dzisiaj wszystko jest dla mnie bezpłciowe i byle jakie, bez polotu, bez stylu. Wszystkie sale kinowe są praktycznie identyczne i choć tak naprawdę nie idzie się do kina oglądać wnętrza, to jednak kiedyś było to coś dodatkowego i samo w sobie wyjątkowego, jak wystrój sali i korytarzy potrafił wabić, dodać kolorytu takiej wyprawie na film.
      Tak, kiedyś nie było reklam przed filmami i nikomu się takie nawet nie śniły! Były to czasy, że w telewizji też ich nie było, nawet jak się pojawiały pierwsze, to jednak minął dłuższy czas nim też trafiły do kin. Zamiast nich przed seansem puszczano PKT (Polska Kronika Filmowa) i niektóre nawet były ciekawe. Potem zaczęto puszczać w oczekiwaniu na film zajawki i teasery. Po jakimś czasie dodano do tego jedną czy dwie reklamy czegoś od danego 'sponsora' kina czy filmu, a potem to już kompletnie puściła tama i wszelka przyzwoitość poszła w odstawkę, kiedy to zaczęto widza indoktrynować komerchą na równi z kanałem prywatnym w TV! Skandal i jak tylko mogłem przychodziłem później, a na sali starałem się każdą reklamę wyśmiać lub zagłuszać. Czasem inne urobione 'pionki' się dziwnie patrzyły, że jak ja im mogę przeszkadzać w oglądaniu… tak! Reklam, ale na całe szczęście nikt się ze mną i moimi kumplami o to nie kłócił, bo gdy zaczynały się filmy czy zwiastuny filmów, to oczywiście żeśmy cichli. Trochę gówniane czasy, nikogo się nie szanuje, nie dość że płacisz za bilet to jeszcze musisz się tego szitu naoglądać z kwadrans w najlepszym wypadku, ale zazwyczaj to dwadzieścia kilka minut! Dno.

      Jak już się chowasz, to tylko nie pod drzewa! :P

      U mnie na równinach upały nieco ustąpiły, nocami się nawet robi przenikliwie zimno. Fala strasznych upałów jakby już przeszła raz, w ostatni weekend jednak wróciła i jak wracałem z roweru w niedzielną noc tuż przed północą to było… 25 stopni! Masakra jakaś. Ale dzień, dwa wystarczyły i się drugi raz znowu ochłodziło, teraz jest miło i chłodno, da się żyć. Dni są dalej ciepłe, ale na całe szczęście bez szaleństw i w granicach 25-26 stopni, wieczory raczej chłodne tak poniżej 20 st. Jak nieraz nad ranem wyjdę to widziałem w zeszłych tygodniu około 5-6 rano na termometrze… UWAGA… 12 stopni! Toż to mróz normalnie! Normalnie nie dogodzi: raz za gorąco, drugi za zimno ;) Nie ma jakiejś równowagi, a nie już jest, jest miło i przyjemnie, tylko ta susza, a jak tak dalej pójdzie i nie będzie tak potrzebnego przecież deszczu, to potem znowu będą straty w gospodarce i drożyzna w sklepach spożywczych…

           

           

      Nareszcie wakacje, już niebawem gdzieś pojadę posmażyć się, potopić i wypić, a reszta wycieczki śmiertelnie wynudzić ;)

           

           

      Miłego wypoczynku, dobrych wakacji!
           




      EDIT: Szok i niedowierzanie! Musiałem coś zrobić i wyleźć na zewnątrz nad ranem (jest 2019-07-06 05:25), choć już powoli zaczynało świecić słońce było kur.. kurde blaszka zimno jak diabli. Patrzę 'zmrożony' całkiem na termometr, a tam… UWAGA! — owinąć się ciepłym kocem! :P — 10 stopni Celsiusza! Brrr!

           

      • -
      • +
      • 0
    • 10murzynkow

      @ZSGifMan może napiszemy petycję do Ingi, żeby zawiesiła swój wakacyjny strajk klimatyczny, bo przesadza ;)

      • -
      • +
      • 0
    • free_dom

      @ZSGifMan Jeśli chodzi o Lidl to w zeszły poniedziałek spotkała mnie w tym markecie nieco przykra sytuacja. Otóż,w ofercie tygodnia były bluzki damskie z krótkim rękawem za 17,99zł. Jedną wzięłam z kosza i podeszłam do kasy. Dałam 50 zł,więc należna mi reszta to było 32,01 zł. Dostałam 22,01 zł,więc od razu zwróciłam uwagę,że otrzymałam za mało i brakowało mi 10zł. Babka stwierdziła,że dobrze mi wydała. Powiedziałam jej,że pomyliła się,a ona dalej swoje,że wszystko się zgadzało. Pokazałam jej wtedy na paragonie,że dałam jej 5 dych za coś co kosztowało 17,99zł oraz resztę,którą mi wydała. Wyszło na moje. Powiedziała mi,żebym chwilę poczekała,bo nie mogła otworzyć kasetki z pieniędzmi dopóki nie skasuje następnego klienta. Kiedy go skasowała to wówczas podała mi dychę i przeprosiła za pomyłkę. Pomyślałam,że po co mam się wydzierać jak idiotka. Na pewno nie zrobiła tego celowo. Przecież oni są pod koniec dnia rozliczani. Wszelkie niezgodności pieniężne pokrywają z własnej kieszeni. Tak czy siak gdy kasjer źle ci wyda resztę to trzeba zwrócić uwagę. Oczywiście trzeba mieć pewność,że ma się rację,żeby nie wyjść na niedouczonego. Ze zwrotami nigdy mi nie robili problemów. Nawet nie pytają dlaczego chcę zwrócić. Zresztą dlaczego mam się tłumaczyć? Jest możliwość zwrotu produktu do 7 dni od dnia zakupu z paragonem i metką to korzystam. Jeśli chodzi o reklamacje to jak wspomniałam to nowe słuchawki otrzymałam kurierem w ciągu tygodnia. Masz rację,trzeba uważać na te ceny. Nieraz jest tak,że inna widnieje na półce a inna w systemie. Niby jest promocja,a przy kasie się okazuje nagle,że jej nie ma. Trzeba bardzo uważać i upomnieć się o swoje jak ty upomniałeś się o podwójnie nabity czteropak piwa. Sklep w którym nie ma kamer? Na pewno by wyleciała. Jeśli chodzi o te wszystkie markety to wspomnę,że oni mają jakąś tendencje do wycofywania dobrych produktów. Z Lidla wycofali szare mydło za 1,99zł(tata je używał). Z Biedronki z kolei zniknęły batoniki Tutti za 99 gr. Takie małe z lodówki o dwóch smakach:czekolada i wanilia. Ostatni raz były w grudniu. Później zniknęły z X powodu. Powiem ci,że były przepyszne. Mogłam je jeść codziennie garściami. Często były w promocji typu kup 3 i zapłać mniej. Nie wiem czemu zostały wycofane,bo ładnie im schodziły. Zwlaszcza,gdy była obniżka. Z 5-6 lat temu także wycofali z oferty sprzedażowej paluchy serowe. Także były bardzo smaczne. Próbowałam zjeść podobne z Tesco,ale to już nie to samo. Tamte były jedyne w swoim rodzaju. Komu one przeszkadzały? Żeby chociaż ludzie nie kupowali tych produktów to ja rozumiem,a tak?! Ja prawdę powiedziawszy mam ok.80% ubrań z Lidla. Ich odzież bardzo mi odpowiada. Jest dobrej jakości,dlatego przekonałam się do nich.

      Wszelkie śmieciowe żarcie jest niezdrowe i tuczące,chociaż jeśli chodzi o to drugie to pewnie także jest to kwestia przemiany materii i ewentualnych tendencji do tycia. Jeśli wciąż jesteś chudy to tylko pozazdrościć :) Ja sobie co nieco poczytałam w necie i aż przeraziłam się kiedy pokazywali wyniki swoich "testów" trwałości,czyli np.ktos kupił bułkę. Opakowanie z jej zawartością wrzucił do szafy i zostawił na pół roku. Po upływie 6 miesięcy okazywało się,że wyglądało tak samo jak w dniu zakupu. Z drugiej zaś strony trudno sobie wiecznie wszystkiego w życiu odmawiać prawda? Patrząc w ten sposób musiałabym np.nie słodzić herbaty ani nie jeść smażonego. Możesz wierzyć lub nie,ale również nigdy nie jadłam w Subway. Nigdy mnie nie ciągnęło do tego miejsca tak samo jak do Burger King’a. Generalnie od dawna nie jadam na mieście tylko w domu. Nigdy zresztą nie stołowałam się zbyt często poza domem. Nie twierdzę,że idealnie się odżywiam,ale staram się ograniczyć maksymalnie taką żywność. Poza tym np.w KFC jest drogo. Byle zestaw kosztuje ok.30zł. Na dłuższą metę nieopłacalne. Ale jednak mimo tego takie miejsca się utrzymują skoro są czynne także we wszystkie święta. Najbardziej oblężone są w centrach handlowych i przy dworcach kolejowych. Nawet zrezygnowałam z picia coli i innych tego typu napoi gazowanych. Kiedyś często piłam. Wkurzało mnie to,że jak uciekał gaz to stawały się niedobre w smaku. Taka zabarwiona woda. Kończyło się na tym,że wylewałam to do zlewu. Aktualnie piję tylko wodę niegazowaną i herbatę owocową. Kiedyś piłam gazowana,a teraz nie tykam nawet lekko gazowanej. Tak mi się zmienił gust wodny! Kawy nigdy nie nauczyłam się pić. Żyje bez niej od urodzenia. W podstawówce od czasu do czasu jadłam zupkę chińską. Dzisiaj nie mogę na to patrzeć. Za to od czasu do czasu lubię zjeść chipsy. Ostatnio próbowałam "tortilla" solone z biedry. Uwielbiam za to frytki i zapiekanki(zależy jakie oczywiście). W ubiegłym roku zakupiłam nową frytkowce w Media Expercie i jestem z niej zadowolona. 2 lata temu jak poszłam do Polmedu na badanie okresowe z pracy to padały podczas wywiadu pytania o używki i napoje. Gdy odpowiedziałam na wszystko przecząco to doktorek powiedział do mnie z uśmiechem "to pani ma nudne życie". Podejrzewam,że to był komplement,ale te słowa jakoś mi zapadły w pamięć. Nawet piwa nie lubię. To znaczy czasem mogę się napić,ale nie przepadam za jego smakiem. Czasem mogę się napić,ale mogę równie dobrze żyć bez niego. Z drugiej strony skoro coś mi nie smakuje to czy jest sens się zmuszać? Kawę próbowałam pić w przeszłości i nawet z dodatkiem cukru nie przypadła mi do gustu. Wiem,że wiele osób nie wyobraża sobie poranka bez napoju kawowego. Ja do nich nie należę.

      Ten komentarz znajduje się w temacie czy widzieliśmy,że FW wprowadził historię przeglądania ostatnich stron przez ruben_fw. Jak widzisz pozostało to bez odzewu. Spodziewałam się tego tak samo jak głupiej odzywki. Zauważyłam ten post i jej skomentowałam,że lepsze jest nawet robienie na drutach niż śledzenie cudzych wpisów. Jej komentarz jest tak bezsensowny,że żal na to patrzeć. Właśnie, co oni robią pod ciebie? Jedzenie na kartki biorę na siebie,ponieważ sama rozpoczęłam ten temat. Ty w efekcie tego wystawiłeś zdjęcia telewizorów,żeby mi pokazać jak dawniej wyglądało kiedy mnie jeszcze nie było na tym świecie. Nie mam zamiaru się nią przejmować. Chce czytać to niech czyta,ale wolałabym aby nie rzucała jakimiś aluzjami poniekąd również w moją stronę. Dla mnie to jest totalna dziecinada. Na pewno nadal tutaj namiętnie się wczytuję. W końcu "ściany mają uszy"… :) Tak naprawdę ja też bym się bardziej otworzyła i więcej napisała tutaj,ale się trzeba zachować umiar. Ludzie jak mówisz wykorzystują swoją anonimowość w necie i nie maja już żadnych zahamowań. Chociaż tak naprawdę wcale nie są anonimowi,bo są adresy IP,ale takie wtyki ma policja i zajmują się odszukaniem osobnika dopiero kiedy dojdzie np.do stalkingu. W innym przypadku nie zaprzątają sobie tym głowy. Prawda jest taka,że wiele zachowań ludzkich zawsze miało miejsce jak np.gnębienie,prześladowanie itp. po prostu internet daje większe możliwości. Wszystko dzięki niemu stało się bardziej widoczne.

      Ostrożność w sieci zawsze należy zachować. Jeśli chodzi o FW to ja zauważyłam,że ludzie tam nie wstawiają swoich zdjęć na avka. Jak już to bardzo niewielka grupa. Takie czasy nadeszły,że lepiej rzeczywiście nie pisać o sobie zbyt wiele publicznie. Bardzo dobrze robisz,że nie dajesz się wciągać w żadne dyskusje i kłótnie z internetowymi szmatami! :) Ich należy olewać ciepłym moczem i nie okazywać żadnego zainteresowania. Oni często kozaczą w necie,a poza nim siedzą cicho i pokornie. Zwykłe śmiecie,które leczą w ten sposób swoje kompleksy i chcą się dowartościować. Nie mieliby odwagi powiedzieć w cztery oczy tego wszystkiego co napisali. Należy dać sobie spokój. Unikam takich sytuacji. Zdarza mi się wręcz pośmiać z takich debili. Zauważyłam,że słowo "hejt" stało się tak powszechne,że bylejala krytyka,nawet konstrukcyjna uważana jest za hejt. Nie wolno nic powiedzieć ani napisac,bo od razu oskarżają o hejtowanie. Chore! Wygląda na to,że najlepiej wcale się nie odzywać. Ściągnęli to słowo z angielskiego "hate" czyli nienawidzić i nadużywają go. Wręcz rzygam już tym popularnym słowem,ale co zrobić? Takie czasy! Powiesz,że coś ci się nie podoba i od razu "ty hejterze!". Bardzo łatwo naruszyć granicę między konstruktywną krytyką a hejtem wynikającym z zazdrości i złośliwości.

      Jeśli chodzi o kina to mogę jeszcze dodać od siebie,że gdy ostatnim razem byłam w kinie w 2017 roku to zdarzyła mi nie nietypowa sytuacja. Otóż, przed salą kinową nikt nie sprawdzał biletów! Wygląda na to,że równie dobrze mogłam wcale nie kupić bilety i wejść "na gapę" :D. pierwszy ujrzałam,żeby nie było kontroli biletowej przed drzwiami. Generalnie od ubiegłego roku mam jeszcze bardziej utrudniony dostęp do kin,bo rok temu po 17 lat zostało zamknięte Multikino na skwerze i tym samym został tylko Helios w Rivierze. Mogłabym ewentualnie podjechać do Sopotu na seans,ale za bardzo mi się nie chce. Jechać ileś kilometrów,żeby obejrzeć jeden film? Reklamy dla mnie jak mówiłam mogłyby być gdyby np.trwały do 10 minut i były okazywane same zwiastuny nowych filmów. A nie dość,że ceny mają jak z kosmosu to jeszcze napieprzają nimi około pół godziny.

      Ojj, ja sobie nie wyobrażam potraw bez soli. Ziemniaki bez nich są niedobre i metłe. Także nie wyobrażam sobie nie posolić wody np.do kalafiora. Sól musi być ! Z kolei nie używam od dawna magii do zup. Kiedyś lałam ją obowiązkowo za każdym razem. Dzisiaj dla mnie nie istnieję.

      Ok,teraz będę szczera. Nie podzielę się z tobą wrażenia z bycia rodzicem oraz przeżyciami z własnej autopsji. Dzieci nie mam i prawdopodobnie nie będę ich mieć. Nie przepadam za nimi zbytnio. Drażni mnie ich krzyk, płacz i zachowanie. Nie mam do nich cierpliwości, niestety. Ciężko mi jest wytrzymać obecności otoczonej dziećmi. Nie chcę się zarzekać na wszystko,że nigdy nie będę ich mieć,ale nie zapowiada się. Kompletnie nie czuje instynktu macierzyńskiego. Teraz pytanie czy tobie zależy na dzieleniu się z kimś wrażeniami rodzicielskimi czy nie ma to dla ciebie znaczenia? Przykro mi,że ci nie opowiem niczego w zamian,ale po prostu nie mam o czym :( Czy to stanowi przeszkodę? Również nie porozmawiam z tobą o samochodach. 7 na przełomie 8 lat temu robiłam kurs prawa jazdy. Dostałam pieniądze na 18-tke i przeznaczyłam je na prawko. Do dziś go nie posiadam. Nie podeszłam nawet do państwowego egzaminu,bo nie miałam szans go zdać. Miałam nawet problem z poprawnym parkowaniem. Myliły mi się biegi, a na placu manewrowym ciągle wyjeżdżałam poza linię(chodziło o dotarcie na końcową "kopertę). Nie wspominam tego okresu zbyt dobrze. Niesmak pozostał mi do dzisiaj oraz poczucie wyrzuconych pieniędzy. Nie nadaje się za kółko. Jasne,że bym wolała mieć własny samochód i nim się poruszać,ale skoro nie mam drygu to po co się zmuszać? Przez takich piratów drogowych jak ja są później wypadki samochodowe. Nie każdy się nadaje na kierowce. Pamiętam,że wyjechanie na ulicę to bym dla mnie za każdym razem ogromny stres. Byłam w dwóch szkołach jazdy i obaj instruktorzy nie dawali mi szans na powodzenie. Nie chciałam być kolejną osobą podchodzącą po raz 15 do egzaminu. Jeszcze parę lat temu było tak,że jak się nie zdało za trzecim razem to trzeba było wykupić dodatkowe lekcje. Nie wiem jak jest teraz. Może coś się zmieniło? Nie interesowałam się tematem. Nieraz czytałam jak ludzie w necie twierdzili,że trudno jest zdać,bo egzaminatorzy oblewają za byle pierdół typu za blisko krawęźnika. Mnie by oblali po 5 minutach i tyle bym miała z egzaminowania.
      Mogę rozmawiać na wiele tematów. Zależy czy ty masz jakieś konkretne oczekiwania czy też nie.

      Co do pogody to od paru dni u mnie się też nastąpiło ochłodzenie. W nocy okno zamykam,bo wieje chłód. Jak na lato jest wręcz za zimno,powiem ci szczerze. Najpierw była patelnia,a teraz jest lekko za zimno. Dzisiejszego poranka obudził mnie deszcz i walenie w dach kroplami opadów. Nadal popaduje,chociaż już nie jest taki silny jak wcześniej. Gdy poszłam do Lidla to musiałam ubrać kalosze! Wyjątkowo paskudna pogoda. Po niedawnym lecie nie ma ani śladu. Prawdę powiedziawszy jakoś nie czuje klimatu wakacji. Odkąd skończyłam szkołę to nie przywiązuje do nich wielkiej wagi. Jedyny ich plus jest taki dla mnie,że niedługo będę mieć urodziny,chociaż i tak ich nie wyprawiam ani nie świętuje.

      EDIT tego samego dnia: Po 15-ej muszę wyjść z domu,a opady deszczu się nasiliły. No nie! :P

      Dodam na koniec,że wczoraj znalazłam czyjś telefon w…muszli klozetowej w toalecie publicznej! :D. Komuś wypadł,a ja go znalazłam i oddałam kierownictwu. Wiesz,że on wciąż działał? Widocznie był wodoodporny. Zadzwonili do kogoś z rodziny ze spisu kontaktów i osoba odzyskała swoją zgubę. Pierwszy raz coś takiego mnie spotkało. Bardzo się zdziwiłam tym zjawiskiem. Byłam pewna,że przestała działać przez kontakt z wodą a tu proszę! Kiedyś gdy zalałam klawiaturę to była do wyrzucenia.

      EDIT 18 lipca: Pogoda cały czas jest chłodnawa. Kiedy przygrzeje słońce to jest ciepło. Wieczory też są chłodne,więc zamykam okno na noc. Wczoraj z rana padało. Wspomniałam o badaniach z Polmedu i przedwczoraj dostałam "alarm" telefoniczny,że muszę odnowić swoje badanie,bo tamte straciły ważność. Wczoraj odebrałam skierowanie i zadzwoniłam się zapisać. Jutro mam wizytę o 12:40. Zdziwiłam się,że tak szybko,ale pewnie dlatego,że były już nieważne. Oni są już na tyle nowocześni,że SMS-a wysyłają dzień przed wizytą z przypomnieniem.

      Miałam się wybrać we wtorek albo w środę na Króla Lwa,ale godziny seansów mi nie pasują.

      Niedawno spytałam się mamy gdzie mieszka jej znajomą o której wspominałam. W Mińsku Mazowieckim, około 100 km do Wawy. Przypuszczam,że byłeś.

      • -
      • +
      • 0
    • BuziakL

      Ludziska, szybkie powitanie. No nie mogę się zebrać niestety, ten sezon nie wspiera moich filmowych zamiłowań i do oglądania, i do pisania na forum.
      U nas pada, więc zaczynam nadrabiać filmowe zaległości w starszych filmach.
      Poczytam sobie jutro, co tu piszecie, ale pozdrawiam absolutnie wszystkich i życzę świetnego weekendu!
      P.S. Swoją drogą, jakie Wy tu elaboraty piszecie, normalnie jestem w szoku ;)))
      P.P.S. Polecam film "Mój brat Bruce Lee", wpadłam na niego ostatnio na CDA. Bardzo fajny film.

      • -
      • +
      • 0
    • KRCK

      Heloł wszystkim. ;)

      @BuziakL Mam to samo, ale coś za coś. Rower jest w tym roku mocno eksploatowany, za mocno. ;)

      Skoro tak lubicie obrazki, to i ja coś zostawię.

      • -
      • +
      • 0
    • free_dom

      @BuziakL Ja w te wakacje rozpoczęłam właśnie maraton filmowy,aby nadrobić zaległości. W telewizji nie leci nic ciekawego dla mnie,więc tymbardziej jest okazja. Wyjątkiem jest brytyjski serial komediowy Co ludzie powiedzą,który oglądam w tygodniu roboczym po 18-ej, jeśli jestem w domu. Widziałam wszystkie odcinki nawet więcej niż raz,ale wciąż mnie bawią. Dobrze,że je sobie przypomniałam. Wczoraj obejrzałam film Valerian i miasto tysiąca miast.

      • -
      • +
      • 0
    • BuziakL

      @free_dom "Co ludzie powiedzą" jest świetne :D

      Cześć Wam wszystkim.
      Na dziś chyba kończę czytanie zaległości bo muszę lecieć dalej.
      Fajnego dnia Wam życzę i zostawiam Was z nową piosenką pewnego pana :)

      Jeremy Renner – Main Attraction

      P.S. @KRCK na rower, teraz idealna pora, pogoda się poprawiła. Tylko to ciągłe chowanie rowerów pod koniec dnia jest wqrwiające.. U nas ciągle kogoś okradają, więc niestety wszystko trzeba trzymać pod zamknięciem.. i to i tak nie gwarantuje, że akurat nie trafi na mnie.

      • -
      • +
      • 0
    • free_dom

      @BuziakL Oj,jest! :D. Od poniedziałku na Comedy Central Family będą ten serial powtarzać od 1 odcinka. Ja co prawda mam wszystkie odcinki na płycie,bo kilkanaście lat temu były one dołączone do gazety TV Okay,ale i tak oglądam.

      -Oczywiście pani Żaaaa…Bukiet!

      Odcinek o komandorze, scena gdy Hiacynta zaczepiła na stacji kolejowej obcego faceta,bo wzięła go za komandora:

      Facet do Ryszarda: To jakaś wariatka?
      Ryszard: Nie,to moja żona.
      Facet: Współczuję!

      Uwielbiam ten serial :D. Nie leci dla mnie nic ciekawego w tv to sobie go oglądam.

      Pogoda się u mnie poprawiła. Jest w sam raz na sianie kwiatów i ziół typu koperek,pietruszka na podwórku. Sprzyja również jeżdzie na rowerze. Planuje jutro wybrać się na niego pod wieczór. Dzisiaj sobie włączę kolejny film.

      • -
      • +
      • 0